poniedziałek, 9 stycznia 2017

abc.de, Iwony Chmielewskiej

 
Elementarz Iwony Chmielewskiej trafia do mnie z pewnym opóźnieniem, myślę jednak, że w przypadku takiej książki mogę sobie zażartować, że na naukę nigdy nie jest za późno ;-)  Chociaż książka ma formę elementarza, autorka nie poprzestaje na poziomie podstawowym, lecz odkrywa przed swoimi czytelnikami znacznie głębsze warstwy językowego wtajemniczenia. Nauka liter jest zaledwie wstępem do poznania (kultury) języka.  

Jakiś czas temu usłyszałam stwierdzenie, z którym się zgadzam, że uczenie się języka nie ma granic. Przypomniałam je sobie, kiedy tylko spojrzałam na okładkę tej książki, przedstawiającą dzieci trzymające tekturowy rożek pełen łakoci, który w Niemczech tradycyjnie wręcza się najmłodszym uczniom z okazji rozpoczęcia roku szkolnego. I pomyślałam sobie, że dokładnie to samo skojarzenie mam, kiedy myślę o nauce języka obcego - to właśnieg obfitości, zawsze pełen, w którym każdy znajdzie coś dla siebie.

Skojarzenia, myślenie obrazami, dostrzeganie obecności języka w codzienności, w poczekalni, na parkingu przy autostradzie, nad kuflem piwa, podczas patrzenia w chmury to największa siła tej książki, będącej alfabetem kultury niemieckojęzycznej i hołdem złożonemu językowi niemieckiemu w ogóle. Język, na jaki patrzymy oczyma Iwony, sposób myślenia o nim, jest tak bardzo bliski, zakorzeniony we współczesności, we wszystkim, co nas otacza. Wystarczy spojrzeć na tytuł, gdzie pięć pierwszych liter alfabetu, tylko za sprawą odpowiednio postawionej kropki, odsyła nas tam, gdzie dzisiaj można go spotkać równie często i to nie wychodząc praktycznie z domu - do internetu.

Jak wspomniałam, poszczególne litery alfabetu poznajemy za pomocą obrazów, skojarzeń, w kontekście i na tle różnych wydarzeń. W końcu język to ludzie, którzy go (i w nim) tworzą. Obszary, do których nie dotrze dziecko, dostrzeże osoba dorosła..

Podziwiam wrażliwość autorki, która umie zobaczyć literę w stemplu pocztowym, na sznurze suszącego się prania i w uchylonych drzwiach kościoła. Litery - zupełnie jak niewidzialne linki, kierują nas do różnych wydarzeń z historii Niemiec, do literatury, muzyki, malarstwa, wynalazków i techniki. Pozwalają nam na spotkania z największymi, o których myślimy słysząc język niemiecki, i te spotkania są po prostu niezwykłe! Na kartach elementarza pojawia się więc i młody Mozart (wyginający się na kształt litery j jak Junge), i Gustav Klimt (malujący swój Pocałunek - der Kuß), i Jan Sebastian Bach (wyciągnięty nad strumieniem, który w języku niemieckim też nazywa się der Bach), i Sigmund Freud (za drzwiami poczekalni, gdzie nawet gazeta układa się w warten, a w powietrzu unoszą się was i warum), jest Strauss (i to w trzech różnych odsłonach!) Jest wielu innych... 

Całość spina klamra upływającego czasu. Mamy początek, który symbolizują Adam i Ewa, jabłko (der Apfel) i kalendarz adwentowy (der Adventskalender) - symbol oczekiwania. Mamy zakończenie, gdzie za oknem, w wigilijną noc możemy dostrzec już tylko pustą gałąź (der Zweig), a w pokoju regał na książki, który w tym dniu szczególnie przypomina o nieobecnych...  

Na szczęście w rękach Gothego wciąż znajduje się książka - podarunek (das Geschenk), pełen nowych słów, nowych obrazów...

Wydawnictwo Warstwy 2015


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję :)