wtorek, 5 stycznia 2016

Cuda wianki, Marianny Oklejak


Nowy Rok witamy na ludowo. Przyglądam się tym cudom wiankom i nie mogę uwierzyć, kiedy hafty na moich oczach przemieniają się w sztuczne ognie. Marianna Oklejak robi jakieś czary. Wracam do tej książki i wracam, nie mogę się napatrzeć, jestem pełna podziwu dla pracy, pasji, wydobycia spod warstwy kurzu tego, co ma się całkiem dobrze, a już na pewno nie jest muzealnym eksponatem.

O folklorze zwykliśmy myśleć, że można go zobaczyć w skansenie, ewentualnie w starszym pokoleniu, które przechowuje wszelakie rękodzieło. Ale z drugiej strony, kiedy przypomnę sobie nasze wyprawy w różne zakątki Polski, muszę przyznać, że folklor jest naprawdę obecny w naszym tu i teraz. Mam wiele takich wspomnień. Jest wśród nich barwna grupa kolędników, którzy wyszli nam kiedyś na drogę, a byli to sami ludzie młodzi. Jest smak tatarskich potraw, których próbowaliśmy na Podlasiu, smak, do którego chcę wrócić którego nie chcę zapomnieć. Mam przed oczami pracę pań koronczarek, które w tym zabieganym świecie znajdują czas na szydełkowanie, a poza szydełkowaniem dostojnych serwetek potrafią też mrugnąć okiem do wiekowej tradycji. W mojej głowie pojawiają się rozmaite izby regionalne, gdzie można nie tylko wysłuchać gry na starych instrumentach i samemu zadąć w ten czy inny róg, ale przede wszystkim posłuchać opowieści płynących z ust coraz to młodszych pokoleń, którym się chce.

Cuda wianki, które tworzy dla nas Marianna Oklejak, to książka dla małych i dużych. Jest w niej sporo wiedzy na temat elementów, które tworzą polski folklor, na przykład strojów ludowych z różnych regionów, dawnych instrumentów muzycznych, naczyń codziennego użytku, drewnianych zabawek, przeróżnych nakryć głowy. Trudno uwierzyć jak bogaty i różnorodny jest nasz kraj, ile w nim smaków, motywów. Urok tej książki tkwi jednak moim zdaniem w tym, co ukryte między tymi wszystkimi obrazami, w warstwie metaforycznej, do której klucz znajduje się w naszej wrażliwości, chęci poznania, zachwycenia się.

Przyglądając się losom dwóch przedstawionych tu par odnalazłam refleksję na temat przemijania, następowania pór roku, zwyczajów, obrzędów, które towarzyszą poszczególnym okresom roku, pojawiania się nowych pokoleń, przeplatania tego, co radosne i smutne w życiu. Jest miłość, są i rozstania, po lecie przychodzi jesień, górki i dołki codzienności. Te wszystkie odcienie życia można odnaleźć w tym, co najbliższe człowiekowi, czyli w przyrodzie, za progiem domu, na skraju pola, po którym w lecie przechadza się bocian; pośród pachnących zbóż, ziół, kwiatów. Nie dziwi, że to właśnie natura była inspiracją dla tych, którzy tworzyli charakterystyczne dla poszczególnych regionów desenie.

Marianna Oklejak nie poprzestaje na tym, co wiemy albo o czym możemy przeczytać, ale buduje swój własny świat, snuje własną opowieść, w którą wplata to, co czuje i co jej w duszy gra. Opowiada nam o tym językiem zupełnie współczesnym, zaskakuje, bawi skojarzeniami. W świecie koronek, haftów, ludowych wycinanek idziemy na współczesny koncert i na wianki, gdzie spotykamy didżeja, który ma tatuaż i robi muzę. To, co minione, w przedziwny sposób splata się z tym, co dzisiaj, pulsuje tym samym, odwiecznym rytmem. Życie toczy się. A na wiosnę znowu przylecą bociany. 



2 komentarze:

  1. Moi rodzice stwierdzili, ze to ksiazka nieodpowiednia dla ich wnuczki trzyletniej. Nie przewidzieli jaka mamy z córką zabawę przy jej oglądaniu. Przepiękna, przebogata i mega uruchamiająca wyobraźnię rzecz. No po prostu cuda wianki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, można oglądać i oglądać, i ciągle widzieć nowe warstwy :-)

      Usuń

Dziękuję :)