czwartek, 24 grudnia 2015

Zeszyt Bananowy. Babciu! Dziadku! Proszę, opowiedz mi!


W książce „W ogrodzie pamięci” Joanna Olczak – Roniker pisze: „Jakie to smutne, że starzy ludzie tak bardzo lubią opowiadać o swojej przeszłości, a młodzi, jeśli w ogóle raczą słuchać, słuchają nieuważnie, zapamiętują niewiele, nie pytają o szczegóły, zapominają zaraz o tym, co usłyszeli. Nie mogę pojąć, dlaczego zajęta w młodości swoimi sprawami, nie zachęcałam mojej babki do mówienia, nie wyciągałam jej na zwierzenia, nie spisywałam tych wszystkich opowieści, które były jej życiem (…). Dzisiaj z tych wspomnień pozostały tylko niejasne zarysy. Chciałoby się nadać im wyraźniejsze kontury, wypełnić tło barwnymi detalami. Ale jest już za późno.”[1]

Te słowa przypomniały mi się, kiedy w moje ręce trafił zeszyt „Babciu! Dziadku! Proszę opowiedz mi”, będący kontynuacją książki „Banany z cukru pudru”. Może uświadomiłam sobie jak wiele rzeczy zaciera się i znika bezpowrotnie, zwłaszcza, że historie przekazywane ustnie to jednak nie to samo, co słowo pisane. Zeszyt bananowy jest czymś w rodzaju ćwiczeń, etapem praktycznym dla wszystkich tych, którzy zachwycili się wspomnieniami mieszkańców warszawskiej dzielnicy Sadyba i teraz sami chcieliby przepytać swoich własnych dziadków, spróbować zapisać ich wspomnienia, zanim te na dobre ulecą, zatrą się, wyblakną jak stare fotografie.

Myślę sobie, że jest wiele rzeczy, o które chciałabym zapytać moich dziadków, a święta to taki czas, kiedy myślę o nich szczególnie. Przed moimi oczami stają wspomnienia naszych kolacji wigilijnych, ciepłego kaflowego pieca w ich domu, przy którym się grzaliśmy, mojej babci smażącej ryby, dziadka obierającego starannie pomarańcze, cząstka po cząstce, łupiącego orzechy. Widzę te wszystkie chwile, obrazy, naszą rodzinę skupioną dookoła stołu, pamiętam, że było gwarnie i wesoło. Ale poza tymi obrazami w mojej pamięci nie pozostało wiele, tylko strzępy, do których za nic w świecie nie mogę powrócić. Mam wrażenie, że pewne rzeczy są już na zawsze zamknięte w dużym, przeszklonym regale, do którego zgubiłam klucz.

Bananowy Zeszyt to próba zatrzymania nie tyle chwil, momentów, ile konkretnych opowieści, zanotowanych spracowaną dłonią babci, dziadka, wydobytych z odmętów pamięci, z minionego czasu. Wyobrażam sobie, że zeszyt może być dobrą okazją do śmiechu, zdziwienia, wspólnego przeżywania i porównywania, że przecież jak to, naprawdę, to tak to wtedy wyglądało? Myślę, że warto znaleźć czas i jak najszybciej zapisać to, o czym jutro możemy już zwyczajnie nie pamiętać, co kiedyś może być tą najpiękniejszą pamiątką, kluczem do przeszłości.

Życzę wszystkim dobrych, spokojnych, niezapomnianych Świąt, które może także ktoś, kiedyś będzie wspominał.


Oficyna Wydawnicza Oryginały, Warszawa 2015


[1] Wydawnictwo Znak, Kraków 2012. S. 70.

2 komentarze:

  1. Jest szansa, że taki zeszyt rzeczywiście pomoże, zainteresuje. Och jak i ja żałuję, że zbyt mało słuchałam, pytałam, zapisywałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w rodzinie obdarzoną świetną pamięcią osiemdziesięciosiedmiolatkę, przy każdej okazji, kiedy się widzimy, staram się ją trochę przepytać.

      Usuń

Dziękuję :)