sobota, 26 grudnia 2015

Skrzat nie śpi, Astrid Lindgren


„Skrzat nie śpi” jest parafrazą popularnego w Szwecji wiersza Viktora Rydberga pod tytułem „Tomten” (Skrzat), napisaną na potrzeby niemieckiego wydania w 1960 roku przez Astrid Lindgren. W Szwecji opublikowano tę książkę po raz pierwszy w 2012 roku. Teraz trafia również w ręce polskiego czytelnika.

Kiedy myślę o świętach Bożego Narodzenia, jest w nich zawsze odrobinę samej Astrid, która swoimi książkami, a zwłaszcza „Dziećmi z Bullerbyn”, cofa mnie do czasów dzieciństwa. Kiedy pieczemy pierniczki, robimy świąteczne ozdoby, dekorujemy choinkę, gdzieś tam jest z nami Lisa, Lasse i Bosse. Razem cieszymy się każdą chwilą przygotowań. Jestem przekonana, że jest w tych książkach jakiś dobry duch, który pozwala także nam, dorosłym, przeżywać czas okołoświąteczny tak, jak przeżywaliśmy go, kiedy sami byliśmy dziećmi.

Mimo, że dzieci rosną i wybierają książki, gdzie dominuje tekst, jakoś trudno jest mi zrezygnować z kontaktu z książką obrazkową, zwłaszcza że bywa prawdziwym dopełnieniem świątecznej atmosfery, pozwala nasycić oczy tym, czego chociażby dziś brakuje za oknem - śniegiem, który sypie, skrzypi, chrzęści, prószy, otula dachy domów, okrywa całą okolicę. Jest wszędzie dookoła.

Tytułowy skrzat mieszka na strychu starej stodoły i wychodzi, kiedy cała zagroda pogrążona jest we śnie. Przechadza się po obejściu, oświetlając sobie drogę kagankiem, czuwa i jak dobry gospodarz zagląda do zwierząt, z którym rozmawia po skrzaciemu. Jedynym śladem, jaki po sobie pozostawia, są ślady stóp, które dzieci znajdują co rano w śniegu. Nie wiadomo, kiedy przybył do zagrody, wiemy, że widział setki śnieżnych zim i niejedno lato. O tym wszystkim szepcze do ucha zaspanym mieszkańcom. Możemy się domyślać, że mieszka na swoim strychu od zawsze, od kiedy w zagrodzie pojawili się ludzie. Jest dobrym duchem, opiekunem, sekretnym stróżem ludzkiej siedziby. 

Nastrój tej książki budują ilustracje laureatki nagrody Astrid Lindgren Memorial Award, Kitty Crowther. Dawno już nie widziałam takiej zimy; dzięki tej książce poczułam i szczypiący w policzki mróz, i zaspy po kolana, zobaczyłam ogromny księżyc zawieszony na grudniowym niebie i smużkę dymu unoszącą się z komina domu, ciepło wewnątrz i prawdziwy ziąb na zewnątrz. Moją uwagę przykuła wyklejka, trochę jak z andersenowskiej wycinanki, zapewniająca skrzatowi miejsce gdzieś między snem, baśnią i jawą.

Wydawnictwo Zakamarki, Warszawa 2015


2 komentarze:

  1. Piękna książka. Astrid Lindgren to pewna marka ;) Jak też żałuję, że moje dzieci rosną! Wciąż jednak czasami coś przeczytamy razem..Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno nie wracać do Astrid, to po prostu wielka przyjemność:-)
      Zaletą dorastania jest to, że coraz więcej rzeczy można robić razem. U nas głośne czytanie ciągle wśród tych lubianych czynności, choć na drugim biegunie są już własne lektury i zajęcia.
      Miłego czasu poświątecznego!

      Usuń

Dziękuję :)