niedziela, 20 grudnia 2015

O Mikołaju, który zgubił prezenty, Danuty Parlak


Mikołaj, który zgubił prezenty, to najlepszy, może obok jeszcze kilku innych rzeczy, przepis na świąteczną katastrofę, w końcu nie od dziś wiadomo, że święta to również prezenty, wyczekiwane, spisane w pocie czoła na długaśnych listach, które prorytetem wysyła do Laponii albo prościej - oddaje w dobre ręce rodziców, czyli tych, którzy najlepiej wiedzą, co z nimi począć. A jednak taka historia wydarzyła się naprawdę, o czym pierwsze dowiedziały się ptaki i leśne zwierzęta, a zaraz potem dzieci.

Wiadomość, która zdaje się być nieuchronną zapowiedzią płaczu i w ogóle czarnej rozpaczy u niejednego malucha, nieoczekiwanie uruchamia całe pokłady dobrej energii, dziecięcej pomysłowości i ochoty do działania. Wszak każdy z nas może być Świętym Mikołajem albo chociaż jego pomocnikiem.

W tym miejscu przypomina mi się, że w naszej rodzinie Gwiazdor (bo taki odpowiednik Świętego przychodzi w naszym regionie na Boże Narodzenie) przychodził osobiście tylko, kiedy byliśmy bardzo mali, a potem prezenty trafiały od razu pod choinkę. Rodzice sprytnie tłumaczyli nam, że Gwiazdor jest bardzo zajęty i nie jest w stanie przychodzić do każdego osobiście. Myślę, tak naprawdę, chodziło o to, że zauważyli, że jesteśmy już zbyt duzi i zbyt wiele wiemy w tym temacie. W każdym razie jakoś właśnie w tym czasie zaczęły się nasze dziecięce, przedświąteczne wyprawy po prezenty, którymi, chociaż symbolicznie, co roku staraliśmy się obdarować naszych rodziców i dziadków.

Książka Danuty Parlak, skierowana do młodszych dzieci, ujęła mnie tym, co w obliczu nieudanych, smutnych świąt, pozbawionych radości z bycia obdarowanym przez Świętego Mikołaja, odkrywają w sobie książkowe dzieci – umiejętność i chęć dzielenia się, działania, sprawiania radości innym ludziom, dobrych uczynków. Wyświadczone dobro wraca, i to nie raz, ale czasem nawet czterdziestokrotnie, o czym przekonuje się jedna z małych bohaterek.

I jeszcze jedna refleksja przyszła mi do głowy podczas lektury tej książki, związana z tym szczególnym momentem w życiu, kiedy odkrywamy, ku własnemu zaskoczeniu, że obdarowywanie innych jest nawet przyjemniejsze niż dostawanie. I choć nasze dzieciaki mają jeszcze sporo czasu na rozryzienie tego fenomenu, cieszy mnie, kiedy czasem pomyślą o nas, w rysunku, liściku, we własnoręcznie wykonanym podarunku.

Wydawnictwo Widokrąg 2015
Ilustracje Joanna Bartosik


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję :)