środa, 1 kwietnia 2015

Poczta, Stefana Themersona


  
Czas pędzi do przodu i wszystko się zmienia. Dzisiejsze odkrycia techniki jutro można już tylko odłożyć na półkę. Czasem trudno się w tym wszystkim połapać, ponieważ co chwilę pojawia się coś nowego. 

Jakie to szczęście, że niektórych książek czas się nie ima, pozostają wiecznie zielone i to nie tylko na wiosnę.

Po opowieści o rozwoju liter i pisma, która zachwyciła mnie swoim podejściem do tematu, otrzymujemy książkę poświęcona poczcie- miejscu, które także usprawnia komunikację, przepływ dóbr, usług, informacji. Co by nie napisać, ale dzięki rozwojowi usług pocztowych nasze życie stało się po prostu lepsze. Książka Themersonów jest reprintem wydania z 1932 roku i co najbardziej fascynujące wcale nie musi się rumienić z powodu swojego wieku. Dobra pamięć to zaleta, dzięki niej możemy przyjrzeć się jak poczta się zmieniała na przełomie wielu, wielu lat. Zwłaszcza w zakresie docierania do odległych zakątków – w coraz szybszym tempie. Tak naprawdę historia poczty ciągle się pisze, a sama poczta wciąż się zmienia, dopasowuje do swoich czasów. Zasadniczo czytelnik w  każdym wieku może dodać tu coś od siebie.

Jestem z pokolenia, które pamięta jeszcze telegramy, które listonosz przynosił do domu na różne okazje. Za przyniesienie telegramu listonoszowi wręczało się kilka złotych. Mój tata do dziś wspomina listonosza, któremu to doręczanie tak się spodobało, że ze ślubnymi telegramami pukał do drzwi kilka razy tego samego dnia! Poza telegramami pamiętam budki telefoniczne, dziś chyba relikt przeszłości, do których wrzucało się monety, a potem karty. I całe miasto stało i rozmawiało sobie w tych budkach. Ale najpierw trzeba było znaleźć wolny automat, który nie połykał monet. Co to były za czasy. No i sama poczta, jako budynek, miejsce. Uwielbiałam naszą pocztę. To głośne stemplowanie listów, naklejanie znaczków, nawet długie czekanie w kolejce do okienka mi wówczas nie przeszkadzało. No i druczki, te wszystkie druczki w czasach, kiedy nie było jeszcze komputerów, wyłożone przy okienkach, które czasem zabierałam, żeby w domu bawić się we własną „pocztę.”

Themersonowie nie tylko pokazują jak narodziła się i funkcjonuje poczta, ale przede wszystkim jak się zmieniała. Czytelnik otrzymuje sporo rzetelnych informacji na temat jej działania, przeplatanych wierszem, opowieścią, rysunkiem, wszystko w odpowiednich proporcjach, zgodnie z zasadą - dla dzieci ale mądrze. 

Historia poczty zaczęła się dawno temu, od informacji przekazywanych z ust do ust i trwa do chwili obecnej. I chociaż dziś każdy z nas ma swoją osobistą pocztę, do której w każdej chwili może zajrzeć, na przykład w telefonie komórkowym, gdzie listy wysyła się "jednym kliknięciem", bez użycia kopert i znaczków, a maile docierają do adresatów w kilka sekund, pewne rzeczy wydają się nie zmieniać. Przyznam się, że mnie wciąż cieszy widok czerwonych skrzynek, do których wrzucamy te całkiem zwyczajne listy i świąteczne kartki, nie wspominając o widoku pana listonosza, który poznaje mnie z daleka, macha i woła – Mam coś dla pani!

Wydawnictwo Widnokrąg 2014
Ilustracje Franciszka W. Themerson



3 komentarze:

  1. Zakładko, dlaczego nic nie piszesz? Czekamy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Postaram się zewrzeć szeregi. Dziękuję za pamięć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zewrzyj, zewrzyj. :) Jest o czym pisać.

      Usuń

Dziękuję :)