środa, 11 marca 2015

Mary Poppins. Mary Poppins w kuchni. Mary Poppins od A do Z, P. L. Travers


Mary Poppins nie przestaje wpadać z wizytami do naszego domu. Nie mam nic przeciwko, szkoda, że  widujemy się tylko książkowo. Coraz bardziej lubię tę nianię, doceniam jej spokój, opanowanie, umiejętność radzenia sobie w wielu sytuacjach. Mam wrażenie, że to dobry duch w domu, który czuwa nad różnymi domowymi sprawami, a swoją obecnością wnosi do niego szczyptę magii, niezwykłości. Wyprawy na ulicę Czereśniową to bez wątpienia powrót do czasów dzieciństwa.

Cieszę się, że mogę zgłębiać temat i bohaterkę - przede mną dwie opowieści. Jedna kuchenna, bo przecież Mary można łyżkami, druga nieco żartobliwa, bawiąca się słowem, ułożona zgodnie z porządkiem alfabetycznym, przekrojowa. W końcu Mary Poppins to niania, o której można mówić na wiele sposobów i patrzeć na nią przez pryzmat różnych sytuacji. 

Opowieść kuchenna - moja ulubiona - zaczyna się od planowanego wyjazdu rodziców, kiedy okazuje się, że w tym samym czasie również kucharka musi wyjechać, ponieważ dzieci jej siostrzenicy zachorowały na odrę. Tydzień bez kucharki to szmat czasu i spore wyzwanie, no chyba że ktoś bardzo lubi kanapki. Pojawia się więc pytanie, kto w tej sytuacji przejmie jej obowiązki. Dobrze zgadujecie, tylko Mary może temu podołać. Żeby tylko o gotowanie chodziło, o stanie przy garach i nudne skrobanie ziemniaków. Nie, gotowanie z Mary Poppins to zupełnie co innego, to przygoda, fantazja i zero czasu na nudę, zwłaszcza jeśli do pracy zaangażuje się dzieci. Z moich obserwacji wynika, że nie ma lepszej zabawy niż takie wspólne ważenie, odmierzanie, dosypywanie, mieszanie i przekładanie. W kuchni zarządzanej przez nianię wiele się dzieje, tu nie tylko dania zmieniają się jak w kalejdoskopie, ale i co rusz ktoś wpada z wizytą. Odnoszę wrażenie, że Mary udaje się wykrzesać z dzieci to, co najlepsze. Ukoronowaniem kuchennych zmagań jest oczywiście powrót do domu rodziców.

Warto zwrócić uwagę, że o ile współczesne rodziny rzadko dysponują nianią czy kucharką, to pomysł Mary na wspólne gotowanie jest świeży jak szczypiorek, choć sama idea nie jest nowa (idę o zakład, że dzieci od dawien dawna pomagały w kuchni). Jest w każdym razie obecna również dzisiaj, jako alternatywa do podawania wszystkiego na złotej tacy, wcielana w życie przez tych, którzy lubią spędzać czas z dziećmi,  uczyć przez zabawę. Dodam, że książka zawiera przepisy dań, ugotowanych przez Mary i jej podopiecznych, które można odtworzyć w domu. 

A po dniu pełnym wrażeń zapada noc, która zaczyna się na literkę n - odsyłam tam wszystkich, którzy szukają ukojenia.

Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2014
Ilustracje Mary Shepard


2 komentarze:

  1. Właśnie tych dwóch książek brakuje w mojej kolekcji o Mary Poppins. Bardzo Ci zazdroszczę faktu posiadania, ale moze kiedyś się dorobie wreszcie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jeszcze nie mam wszystkich, aktualnie czytamy drugą część.
      Wczoraj wieczorem zrobiliśmy sobie seans z produkcją Disneya. Dzieci były zdziwione, że film liczy sobie 50 lat. Nawet im nie wspominałam, że pierwsza książka ma tylko 80 ;-)

      Pozdrawiam ciepło:-)

      Usuń

Dziękuję :)