poniedziałek, 9 lutego 2015

Wróg, Davide Cali


Jest wojna. Widzimy pustkowie, gdzieś na końcu świata i dwie dziury w ziemi, w których siedzą dwaj żołnierze - wiemy, że są wrogami. Taki jest początek. Nie wiemy, co się wydarzyło na tym pustkowiu, czy wcześniej doszło tu może do jakiejś bitwy; nie wiemy również, dlaczego w okopach zostało tych dwóch żołnierzy. Tak naprawdę to chyba bez znaczenia. Wojna nadal wisi w powietrzu, choć jej nie widać.

Dostrzegamy, że sytuacja, w jakiej znaleźli się żołnierze, przedłuża się. Kończą się zapasy żywności, człowiek ma ochotę zjeść wszystko, co się rusza, choć stara się zachować pozory, że nadal jest dobrze. Do tego dochodzi strach, znużenie, poczucie braku sensu. Ale najgorsze jest w tym wszystkim chyba jednak czekanie. Stan zawieszenia. Motyw czekania nie pojawia się w twórczości autora po raz pierwszy – książka wydaje się postscriptum w tym temacie. A ja czekam... kiedy skończy się wojna – chciałoby się powiedzieć.

W dziurze, z której nie wychodzi się od wielu, wielu dni, pod gołym niebem, z którego na głowę leje się to upał, to deszcz, na którym pogodną nocą można zobaczyć tysiące gwiazd, jest wiele czasu do rozmyślań. Choć czasem może właśnie lepiej za wiele nie myśleć, nie roztrząsać - po prostu trzymać się instrukcji. Pamiętać, że po drugiej stronie jest wróg, którego trzeba pokonać, żeby wszystko było jak dawniej i żeby wreszcie można było wrócić do domu.

Uderzyło mnie, że chyba jeszcze nigdy w książce dla dzieci nie przedstawiono wojny tak statycznie. Czasami mówi się o wojnie „wojna, wojenka”, a wtedy mamy przed oczami jakieś niezwykłe przygody. Ale na pustkowiu, gdzie są tylko dwie dziury w ziemi, niewiele się dzieje - nie słychać huku wystrzałów, nie widać maszerujących armii, tu nawet dowódcy i ich rozkazy są daleko. I człowiek jest zupełnie sam, w swojej brudnej dziurze, w której słyszy tylko własne myśli. I czeka.

Czytając „Wroga” uświadomiłam sobie, że na wojnie nie ma wiele miejsca, żeby się zastanawiać, kto jest po drugiej stronie, kim jest nasz wróg. Co lubi, czy jest do nas podobny, czy też ma rodzinę i czy w każdej innej sytuacji mógłby zostać naszym kumplem. To trudne – spojrzeć na wroga i zobaczyć w nim człowieka. A jednak Davide Cali zmusza nas to tego wysiłku, każe nam wejść do dziury wroga. Czy na wojnie nie jest to wysiłek ponad ludzkie siły? I czy nie jest na to za późno? Nie umiem sobie na to odpowiedzieć, wiem natomiast, że patrzenie z tej perspektywy zmienia wszystko. 

Zachwyciła mnie w tej książce skromna kreska, białe przestrzenie, miejsce na własne myśli, uczucia. Jest w niej ogromna nadzieja. Może jest więc tak, że dopóki na niebie są gwiazdy, na które możemy patrzeć i widzieć je, wszyscy tak samo, jest szansa, że do pewnych rzeczy nigdy więcej nie dopuścimy. 

Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2014
Ilustracje Serge Bloch


2 komentarze:

  1. Takie proste ilustracje czasem więcej mówią, niż te przerysowane i przesadzone.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :)