wtorek, 17 lutego 2015

Gotowi, by gotować, Agnieszka Kręglicka



Książka kucharska to pozycja obowiązkowa na półce nastolatka. Dobrze pamiętam swoją pierwszą książkę kucharską, którą dostałam od mamy, kiedy byłam nastolatką. Czy pamiętacie „Nastolatki gotują”? Uwielbiałam tę książkę - poradnik. Całymi godzinami podczytywałam zawarte w niej przepisy, wskazówki jak przygotować stół i jak elegancko przyjmować gości. Wpatrywałam się nieliczne, ale za to kolorowe ilustracje dań, imponowała mi ich stylizacja, cała ta estetyka lat osiemdziesiątych. Dookoła brakowało kolorów, produktów, ale nie na stole - tu pyszniły się imprezowe koreczki, faszerowane pomidorki, warzywne sałatki. Kto jeszcze pamięta dekorację w postaci grzybka zrobionego z pietruszki i piętki od chleba? Oczyma wyobraźni widziałam siebie, robiącą te wszystkie smakołyki, które następnie podawałam na spotkaniach towarzyskich...

Każde pokolenie ma swoją książkę kucharską. „Gotowi, by gotować” to książka, którą ma na półce moja córka. Wiele się zmieniło od moich nastoletnich czasów. Chyba przede wszystkim wzrosła świadomość tego, co jemy. Moja córka wie, że zapiaszczona, brudna marchewka, kupiona od zaprzyjaźnionego gospodarza, czy kapusta kiszona tradycyjnymi metodami, różni się mocno od takiej, którą można dostać na przykład w sklepie z owadem. Podobnie z innymi produktami – jajkami, chlebem. Ile trzeba się dzisiaj natrudzić, żeby znaleźć piekarnię z prawdziwego zdarzenia, a w niej prawdziwy chleb. Ekologiczna, zdrowa żywność to synonim wysokiej ceny, czegoś trudno dostępnego. Ale z drugiej strony często sami chodzimy na skróty, zasłaniamy się brakiem czasu, a producenci żywności to wykorzystują. Jeszcze kilkanaście lat temu nie było tylu półproduktów, żywności z wydłużonym terminem przydatności, konserwantów, wszechobecnego proszku. Jedzenie było proste, w niewielkiej mierze przetworzone. Zupa mogła być cienka jak barszcz, ale ugotowana w domu, na kurczaku i włoszczyźnie. Dziś wszystko jest imitacją czegoś. Rosół smakuje rosołem, ale nim nie jest. Sos do mięsa nie jest sosem do mięsa, tylko tak wygląda. Jabłko ma regularny kształt, ale gdzie się podział jego smak?

Zatem grunt, to nie ulegać. Trzymać się tego, co sprawdzone. Może właśnie tędy droga? Podczas ostatnich wakacji w górach odbyłam interesującą rozmowę z właścicielką pewnej sympatycznej restauracji, która na koniec stwierdziła nie bez żalu, że dziś można wszystko w kuchni można podrobić. Wszystko, oprócz kwaśnicy, góralskiej zupy z charakterem.

Książka "Gotowi, by gotować" to powrót do sprawdzonych receptur, przepisów opartych na domowej kuchni i polskiej klasyce. Całość została podzielona na cztery części - przekąski, zupy, dania obiadowe i dodatki, desery. Bardzo cieszy mnie wybór zup, pożywnych i zdrowych, choć wiele można by tu jeszcze dopisać, na przykład zupę z dyni albo cebuli, obie bardzo łatwe w przygotowaniu, ale także przekąsek, bez których, o czym wie każdy nastolatek, nie ma imprezy. W tym miejscu chętnie spróbowałabym grzanek z bryndzą i miodem rozmarynowym, ale także sałatki z raków w śmietanie z lubczykiem. Wśród dań obiadowych znalazłam sycące kopytka, kluski leniwe, kluski kładzione z sera, czyli coś dla tych, którzy zimą niemal przez cały czas są głodni. Łasuchów ucieszy Pischinger i rogaliki z powidłami - niezapomniane smaki dzieciństwa. Wszystkie przepisy są podane w przejrzystej, czytelnej atrakcyjnej formie, zostały też pięknie zilustrowane fotografiami Kevina Demarii. Podoba mi się sposób, w jaki przedstawiono przebywanie w kuchni, gotowanie - naturalny, zgodny z rytmem życia. Można też zauważyć, że gotowanie to również dobra zabawa. Moja prawie, prawie nastolatka nie omieszkała podsumować tej książki pytaniem – „To kiedy coś sobie z niej ugotujemy?”

Wydawnictwo Muchomor, 2014


2 komentarze:

  1. Pamiętam tę serię. Była w mojej osiedlowej bibliotece. Nastolatki gotują, Nastolatki pielęgnują urodę, Nastolatki pielęgnują rośliny... Ech, stare dzieje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam tę o gotowaniu i o pielęgnowaniu.
      Dziś nie zaglądam już do poradników.
      Nie wiem, skąd współczesne nastolatki czerpią wiadomości - pewnie z internetu, z całym dobrodziejstwem inwentarza...
      Dla mnie, wtedy, stanowiły duże wsparcie. Do tego czasopisma, na przykład Filipinka. Ktoś myślał o ludziach w wieku nastu lat. Szkoda, że dziś tego już nie ma.

      Usuń

Dziękuję :)