wtorek, 20 stycznia 2015

Narodziny liter, Stefan Themerson


Dziś trudno byłoby nawet sobie wyobrazić, że mogłoby zabraknąć pisma. Historie, które się opowiada to jednak nie to samo, co historie, które można przeczytać w książkach - i to po kilka razy. Nie wspominając o informacjach, które można przekazać sobie w mailu, w esemesie, przy użyciu komunikatora czy po prostu na skrawku papieru podawanego z rąk do rąk pod ławką. Wystarczy kilka słów i już wiemy o sobie wszystko! To takie proste, że chyba nawet się nad tym nie zastanawiamy. 

A wszystko zaczęło się od supełków i obrazków, które zmieniały się, kurczyły, upraszczały, ustawiały w szeregu, by wreszcie przybrać kształt liter i utworzyć alfabet. Na dobrą sprawę obrazki wcale nie zniknęły, wciąż są obecne w naszym życiu, chociażby w emotikonach, którymi wyrażamy emocje, mrugamy sobie, uśmiechamy się, smucimy. Ale także na znakach drogowych i symbolach graficznych. Historia zatacza koło. Wiele czasu trzeba było, by tak się stało. 

Książka „Narodziny liter” liczy już sobie prawie sto lat. Kiedy pierwszy raz wzięłam ją do ręki, pomyślałam sobie, że to jedna z tych książek, które mógłby mi przeczytać mój dziadek. Jest prosta w formie, oszczędna, nie rozprasza czytelnika, ani kolorami, ani natłokiem wszystkiego – zdjęć, ciekawostek, ramek, odsyłaczy. Ta książka chce nam opowiedzieć historię, której warto posłuchać, żeby się naprawdę czegoś się dowiedzieć.

No właśnie, czy pamiętacie chusteczki, na których się wiązało supełki (my nie wiązaliśmy ich użytkowo, ale pamiętam, że idea bardzo nam się podobała), kałamarze, wieczne pióra i słynne trzy krzyżyki, którymi się kiedyś podpisywano? To wcale nie takie odległe czasy, raptem dwa pokolenia wstecz... Moja babcia chodziła do niemieckiej szkoły i po wojnie „robiła” stracone klasy, nawet po dwie - trzy w ciągu roku szkolnego. Jej pismo było kanciaste, niewyrobione. 

Dzisiejsze dzieci nie wyobrażają sobie życia bez liter, bez posługiwania się słowem pisanym. Nawet jeśli starannie kaligrafowane litery coraz częściej zastępuje pisanie na komputerze. Pismo otacza nas z każdej strony, prowadzi przez świat, jest drogowskazem po skomplikowanym labiryncie licznych komunikatów. Dobrze pamiętać, że poza funkcją czysto użytkową, praktyczną, nieprzerwanie niesie radość, sprawia przyjemność, jest sposobem na pielęgnowanie kontaktu z innymi ludźmi. I nawet jeśli papierowe listy odchodzą do lamusa, te wirtualne wciąż się piszą J

Wydawnictwo Widnokrąg 2014
Ilustracje Franciszka Themerson


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję :)