środa, 10 grudnia 2014

Ciotka Sass. Opowieści świąteczne, P. L. Travers


„Ciotka Sass. Opowieści Świąteczne” to trzy opowiadania, które P.L. Travers, autorka cyklu książek o Mary Poppins, wysłała w latach czterdziestych ubiegłego wieku jako prezent pod choinkę swoim krewnym i znajomym. Czy to nie wspaniały pomysł? Czy tylko ja chciałabym dostać podobny prezent na Gwiazdkę? Czy są tu jacyś pisarze? Ale tak poważnie, nie ma potrzeby się smucić, ponieważ wspomniane opowiadania właśnie doczekały się polskiego wydania. Przeczytałam je wczoraj z dużą przyjemnością. I stwierdzam, że chorowanie ma czasem swoje zalety, ponieważ można zagrzebać się pod kocem i czytać, czytać bez końca.

Ta książka w bordowej okładce, ze świątecznym wieńcem zza którego dostrzegamy tytułową ciotkę w charakterystycznym kapeluszu ze skrzydełkami,  to prezent nie tylko dla miłośników książek o słynnej niani, ale także dla dorosłych czytelników, którzy ostatnio mogli trochę lepiej przyjrzeć się ich autorce za sprawą filmu „Ratując pana Banksa”, który zresztą także gorąco polecam. To lektura dla wszystkich, którzy lubią dobre książki i powroty do czasów dzieciństwa. Zwracam uwagę, że nie są to typowe świąteczne opowiadania o przedświątecznym czasie, choć bożonarodzeniowy, rodzinny akcent łączy świąteczną okładkę i pewną niezwykłą szopkę z ostatniego opowiadania. Ta książka to powrót do dzieciństwa, a czym byłoby dzieciństwo bez osób takich jak ciotka Sass, chiński kucharz Ah Wong czy garbaty dżokej – pomocnik na farmie trzciny cukrowej, gdzie dorastała autorka, Johnny Delaney? Wszyscy niezwykli, nie-do-zapomnienia, obdarzeni silną osobowością, ekscentryczni, których nie sposób nienawidzić, by za sekundę znowu kochać, za całe pokłady ciepła i dobra. Trudno też po lekturze tej książki nie szukać podobnych postaci w zakamarkach swojej pamięci, w swoim otoczeniu.

P. L. Travers zabiera nas do czasów dzieciństwa we wszystkich jego odcieniach, aspektach, pozbawionego ponad wszelką wątpliwość disnejowskiego lukru, którego nigdy nie akceptowała, w którym jest miejsce na radość, beztroskę, dziecięce żarty, ale i na trudniejsze emocje, takie jak śmierć czy przemijanie. Jest w tych opowiadaniach element autobiograficzny, ale i wiele pisarskiej fantazji. Odniosłam wrażenie, że autorka bardzo poważnie, możne nawet surowo (ale wciąż czule)  traktowała swoich małych czytelników, pozwalając im doświadczać i dorastać.

„Przepełniało mnie uczucie szczęścia. Kiedy biegłam do tramwaju, płynęłam już z przypływem życia, tym bogatszego, że przypływało prosto sprzed oblicza śmierci. Świat otwierał się przede mną, oferując bezmiar doświadczenia, sam niesiony żywym strumieniem. Wiedziałam przy tym, że również Ah Wong płynął na tej samej fali. Tak samo jak ci wszyscy, którzy są bardzo młodzi, błędnie dotąd sądziłam, że istnieją dwie oddzielne rzeki  - życia i śmierci. Odtąd wiedziałam już, że prąd jest tylko jeden, jedyny i niepodzielny. Ten sam nurt niósł mnie w stronę życia i zabierał Ah Wonga do domu…” („Ah Wong” s. 70)


Wydawnictwo Jaguar 2014
Ilustracje Gillian Tyler  

2 komentarze:

  1. Zakładko, dziękuję za recenzję. Miła niespodzianka. Mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :)