środa, 1 października 2014

Pan Kuleczka 2015. Kalendarz z naklejkami.



Można się zastanawiać, co jeszcze można dodać w sprawie kalendarza, który kupuję co roku i do którego wciąż mam ten sam sentyment. A jednak można, ja mogę! A wszystko dlatego, że za każdym razem potrafi mnie na nowo ucieszyć, a moje kąciki ust szybują w górę.

Ten kalendarz to TE ilustracje, to na pewno. Bez ich radosnego ciepełka i dobrej energii nasz domowy rok byłby po prostu zbiorem dni, w które wpisują się SPRAWY. Krateczkami do zapełnienia, notesem z przypominajkami, okazjonalnymi niezapominajkami. A z tym jest trochę inaczej.

Już na etapie otworzenia przesyłki, przeglądania i wąchania. I nie, wcale nie chodzi o zapach druku, tak miłego skądinąd, ale o całą feerię zapachów. Wystarczy przeskoczyć do maja i poczuć w nosie zapach świeżej trawy, która rozciąga się pod nogami jak dywan. I w pierwszym dniu października wyobrazić sobie kolejną majówkę. No czary. 

A na wszelkie smutki zawsze znajdzie się koc, niebieski. Na taki dzień jak dziś, kiedy chcemy się schować i nie wysuwać nosa ani na centymetr.

Bardzo książkowy kalendarz na przyszły rok. Jest i Pypeć wspinający się na książkowy stosik, i wspólne czytanie wieczorową porą w świetle lampy i w uściskach, jest i książkowe miejsce, może biblioteka, może domowe zacisze, gdzie każdy robi to, na co ma ochotę. Chwilo, trwaj!

O, już chyba wiem, skąd bierze się moje uwielbienie dla tego kalendarza. Dla słoneczników, które ktoś ustawił w wazonie na nakrytym pasiastym obrusem stole, dla wiosennej łąki pełnej dmuchawców - latawców, dla tego pomostu rzuconego nad wodą, dla wieczornego czytania i robienia razem różnych, najróżniejszych rzeczy. Bierze się z zachwytu nad chwilą, z których każda jest niepowtarzalna, wyjątkowa. Tu i teraz. Zresztą wystarczy spojrzeć na TE ilustracje.

Zapowiada się zupełnie wyjątkowy rok.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję :)