wtorek, 7 października 2014

Moja mama Gorylica, Frida Nilsson



Kiedy do domu dziecka Czysty Kąt przyjeżdża Gorylica, nikt nie ma wątpliwości, że nie jest to mama, o jakiej się marzy. Nawet w takim miejscu jak dom dziecka. Może dlatego, że Gorylica jest trochę karykaturą mamy. Olbrzymia, niezdarna, owłosiona, nieokrzesana, ubrana w niechlujne, rozciągnięte pantalony. Kto chciałby mieć taką mamę? Na pewno nie Jonna, choć to właśnie ona zostaje wybrana do adopcji i trafia pod opiekę Gorylicy. Pierwszego wrażenia nie zaciera kolejne. Mieszkanie Gorylicy znajduje się w opuszczonej fabryce na obrzeżach miasta, podwórko tonie w błocie. Działka, na której znajduje się dom, przeznaczona jest pod budowę prestiżowej pływalni, jedyną włascicielką, która nie chce sprzedać gminie swojego gruntu, jest Gorylica. W najlepsze handluje złomem i starociami, stosując przy tym własne, dość niekonwencjonalne metody. Czy można trafić gorzej?

Nie sądź po pozorach, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Myślę, że to najważniejsze przesłanie tej książki. Nic w tej opowieści nie jest takie, jakie się początkowo wydaje. Nawet nazwy wiodą nas na manowce, są cynicznym, wykrzywionym odbiciem rzeczywistości. Czy dom dziecka naprawdę może nazywać się Czysty Kąt? Może, jeśli o czystość, a nie o przebywające w nim dzieci chodzi. A dzieci, jak wiadomo, czyste bywają z rzadka, jeśli nie nigdy. Podobny zgrzyt pojawia się też w przypadku sloganu reklamowego gminy, z którą wojuje Gorylica – czym tak naprawdę jest owa Gmina Sukcesu, jeśli sukces jest tu udziałem nielicznych, a walka o byt codziennością stworzeń pokroju Gorylicy.

Własnie, Gorylica, co do której można pomylić się chyba najbardziej. Pod grubym futrem (które łatwo pomylić z grubą skórą), pod mało wyszukanym, wymykającym się modnym stylizacjom ubraniem (który można pomylić z brakiem ogłady), pod budzącym przestrach obliczem małpy (tu nawet fakt, że „człowiekowatej” na niewiele się zda) kryje się wrażliwa miłośniczka książek, która marzy o własnym antykwariacie, a dla ukochanego woluminu gotowa jest na niejedno wyrzeczenie. Ale Gorylica to nie tylko fanka czytania, to chyba przede wszystkim mama, którą chce i potrafi być. W jej piersi bije serce, które daje dziewczynce ciepło, którego na próżno szukać w sterylnych, jałowych placówkach  typu Czysty Kąt. Gorylica to taka mama bez ściemy, która może nie przejmuje się drobiazgami i nie wpada w panikę na widok brudnych rąk swojej pociechy, ale za to jest, czuwa, przygląda się, wspiera, no i kocha swoje dziecko. Nie udaje, nie tworzy wizerunku, zresztą to, co pomyślą sobie o niej inni, chyba mało ją obchodzi.

Zakończenie książki przypomniało mi filmy, w których bohaterowie stawiają wszystko na jedną kartę. Może czasem nie można inaczej... Trzymamy kciuki za Gorylicę i Jonnę.


Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2013
Ilustracje: Lotta Geffeblad

4 komentarze:

  1. Jestem ciekawa tej książki. Możesz napisać, czy nadaje się do czytania czterolatce, czy to lektura dla starszych dzieci?

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam razem z dziesięciolatką i ośmiolatkiem. Nie wiem, czy czterolatka wychwyci wszystko, na stronie wydawnictwo określa wiek czytelnika na 6+. Z drugiej strony nie ma tu moim zdaniem żadnych niestosownych treści, więc może Młodsza posłucha jak czytacie:) U nas Młodszy często przysłuchiwał się lekturom siostry, w ostateczności słuchał... i bawił się ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę, muszę tę książkę przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto. Nie wiem, czy wiesz, że na święta ukaże się kolejna książka autorki.

      Usuń

Dziękuję :)