czwartek, 11 września 2014

Pustelnik, Martin Ernstsen


Wakacje już za nami, na szczęście w niektórych książkach lato wciąż w pełni. Leniwe, nieśpieszne, spędzane obowiązkowo poza domem, kiedy każdy dzień ciągnie się i ciągnie w nieskończoność. 

Akcja „Pustelnika” rozgrywa się podczas takich właśnie wakacji, podczas pierwszego samodzielnego wyjazdu, a my przenosimy się aż do Norwegii. Mały chłopiec przyjeżdża na wakacje do babci mieszkającej w drewnianym domku nad morzem. Pierwsze chwile pobytu u babci, gdzie wszystko jest niby znajome i takie jak zawsze, ale jednocześnie trochę nowe, przynoszą pewne rozczarowanie. Można domyślić się, co czuje chłopiec. No bo co można robić na odludziu, gdzie jest tylko woda, piasek, kamienie, a w telewizorze można złapać tylko jeden kanał? Dobrze, że jest babcia, która cieszy się z przyjazdu wnuka i zachęca go korzystania z pobytu i zobaczenia sobie tych wszystkich „interesujących rzeczy” nad morzem. Z obrazka na obrazek wąska perspektywa zaczyna się zmieniać.

Najpierw, gdzieś pod rynną, chłopiec dostrzega wiadro, które z pewnością świetnie nadaje się do zabawy. Wiadro można na przykład napełnić wodą. Brodząc w morzu chłopiec odkrywa, że i dno morskie skrywa ciekawe przedmioty, muszle, wodorosty, różne żyjątka, które można sobie przełożyć do wiaderka i je obserwować. A takie raki pustelniki to można nawet nakarmić, zwłaszcza że babcia świetnie gotuje. A to dopiero początek wakacyjnej przygody i tego, co się wydarzy, co można przeżyć będąc na wakacjach.

Autor pokazuje proces poznawania, zbierania doświadczeń przez dziecko, kiedy rzeczy zwykłe stają się zupełnie niezwykłe. Przypominają mi się nasze łódki robione z kory i pałki od ciasta, które stanowiły "bazę" naszych lalek. W komiksie morskie wybrzeże staje się miejscem niezwykłego spotkania z mieszkańcem głębin, a stara stodoła, w której można spaść z wysoka i wcale się nie potłuc, kopalnią skarbów, które można wygrzebać ze starych kartonów i dalej wykorzystać w zabawie. To książka o wyobraźni, fantazji, gdzie wszystko jest zawsze początkiem czegoś innego, o świecie dziecięcych zabaw, który nie jest jednak zarezerwowany tylko dla dzieci, bo i dorośli czasem biorą w nim udział!

No właśnie, na koniec muszę jeszcze wspomnieć o babci chłopca, dyskretnej, nie narzucającej się, inspirującej. Jest w tej książce nić porozumienia łączącą tych dwoje bliskich sobie ludzi, dobra komitywa, szacunek, przyjaźń. Czy to nie piękna pamiątka z wakacji?


Fundacja Tranzyt/ Centrala Mądre Komiksy, Poznań 2013



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję :)