sobota, 20 września 2014

jesiennie i książkowo


Zaczyna się niewinnie. 

Żeby tam tylko chodziło o krótsze dni i chłodne ranki, kiedy trzeba pamiętać o długim rękawie. I zawsze jest tak samo. Najpierw jedna zapowiedź, potem druga. Skrzętnie je notuję, żeby nie przegapić tego, co może być dla nas ciekawe. 
I nagle, zupełnie jak grzyby po deszczu, pojawiają się kolejne zwiastuny, okładki, tytuły, nazwiska, przy których blaknie wrzos i żółkną liście, bo tyle ich dookoła. Ale mimo wszystko robi się jakoś cieplej, choć coraz bardziej jesiennie. 
Lubicie książkową jesień?
Wrześniowe zapowiedzi wydawnicze to dopiero przedsmak tego, co nas czeka jesienią, staram się o tym pamiętać przyglądając się, co w trawie piszczy. 

Ale jak tu przejść obojętnie wokół epickiej sagi rycerskiej "Mysia straży. Jesień 1152", czy takiej na przykład archeologicznej "Wyspy kamieni". A ponieważ nie dwoma tytułami człowiek żyje, to i wie, że to pewnie i tak tylko przystawka do tego, co się jeszcze szykuje na wydawniczym stole. Jestem bardzo ciekawa "Antykwariatu pod błękitnym lustrem" i nowych bohaterów Martina Widmarka, czyli Dawida i Larissy, trochę starszych kolegów Lassego i Mai, którzy także nie dadzą o sobie zapomnieć i powrócą (już chyba po raz dwudziesty pierwszy) w "Tajemnicy wyścigu". Zakamarki wydały przed chwilą pachnącą jeszcze drukiem "Moją mamę gorylicę", którą także wpisuję na listę, a Mała Kurka już nęci mnie swoim "Panem Smrodkiem". Nie dajcie się zwieść pozorom i tytułowi, poprzednia książka Walliamsa śmieszyła i wyciskała łzy. Na koniec (tak, wiem, to zupełnie nieodpowiedzialne wyrażenie) nowe tytuły w serii "Czytam sobie" i już dziś zastanawiam się, jakie mury przyjdzie nam jeszcze zburzyć tej jesieni... Jak dobrze, że są biblioteki, bo domowy budżet chyba by tego nie wytrzymał...

Na co czekacie?


19 komentarzy:

  1. Na nowego Widmarka, tego dla starszych dzieci, czekam niecierpliwie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze na "Pożyczalskich na wyspie" Mary Norton, i na nową Basię ("Basia i narty") Zofii Staneckiej.

      Usuń
    2. U nas nastąpil wielki powrót do Baś, w sumie wiek dzieci już nie wskazuje (najmłodsze prawie osiem), dziś z żalem odłożyłam w księgarni dwie części, apelując w duchu do swojego rozsądku. Część z nartami oczywiście także chciały mieć.
      To mnie trochę pociesza, ale i smuci. Część zapowiedzi już poza naszym zasięgiem, zwłaszcza tych dla najmłodszych dzieci. Niech się cieszą młodsze pokolenia:)
      Mamy też trochę zaległości, na pewno sięgniemy po "Syberyjskie przygody chmurki" i może wreszcie za "Złodzieja pioruna".
      Pożyczalscy u nas nie chwycili. Żałuję. Wydanie jest cudne, no i te ilustracje.

      Pozdrawiam:)

      Usuń
    3. Mnie, przyznam szczerze, bardziej zachwyciła pierwsza część Pożyczalskich; druga momentami nudziła, ale i tak czytałam z przyjemnością. Wydanie Dwóch Sióstr jest wspaniałe i na pewno, ponieważ dwa tomy kupiłam, kupię i trzeci, tym bardziej, że starsza córka zakochała się w tych opowieściach i jej obie części podobały się bardzo.

      Dla starszych dzieci polecam "Księgę Ludensona" Staneckiej. Wczoraj skończyłam czytać tę powieść i to naprawdę fajna, przygodowa książka. W kolejce czeka "Po drugiej stronie czasu" tej samej autorki i "Cześć, wilki!" Doroty Kassjanowicz.

      Basia jeszcze u nas cały czas na topie. Czterolatka domaga się nawet ubrań w biało-czerwone paski, by wyglądać jak Basia:) O dziwo, jedenastolatka, która niby wyrosła już z Basi, słucha zawsze z zainteresowaniem kolejnej części, gdy czytam książkę młodszej. Za dwa dni wybieramy się na spotkanie z Zofią Stanecką - dziewczynki nie mogą się doczekać.

      Usuń
    4. Księgę Ludensona "noszę" już jakiś czas w koszyku i chyba się na nią wreszcie skuszę, zwłaszcza od kiedy przeczytałam o spacerze "śladami", o którym można poczytać na stronie Marianny Oklejak:
      http://mariannaoklejak.blogspot.com/2014/05/sladami-ludensona.html

      Domino i Muki też na mojej liście, oczywiście. Życzę Wam miłego spotkania z Autorką:)

      Usuń
    5. A ja po przeczytaniu "Ludensona" i "Domino i Muki" zdecydowanego plusa przyznaję
      tej drugiej. Według mnie jest lepiej przemyślana, bardziej dojrzała pisarsko. Liczę, że pani Stanecka nie poprzestanie na jednej części. A poza tym w "Ludensonie" bardzo czuć, że był pisany w odcinkach.

      Usuń
    6. Tak, masz rację, pamiętam jak ta książka powstawała. No to mam zagwozdkę, bo o ile Ludenson wydaje się uniwersalny, to zastanawiam się, czy "Domino i Muki" spodoba się też ośmiolatkowi. Jak sądzisz?

      Usuń
    7. Myślę, że tak. Czytaliśmy na głos 6-latkowi i 12-latce. Obojgu się podobała. Jest napisana przystępnie, dowcipnie, ale nie jest pozbawiona przesłania.

      Usuń
  2. Czekałam na "Małego Gruffalo", ale już mamy i bardzo nam z tym dobrze. :) Poza tym bardzo, bardzo czekam na "Anatomię farmy". Mam nadzieję, że się nie zawiodę. Ciekawa też jestem drugiej części "Czarownicy piętro niżej". No i czekam czy "Wnuczka do orzechów" Musierowicz jednak się ziści. W kolejce do kupienia czeka za to "Profesor Astrokot". Jeszcze nie widziałam na żywo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy starego ;-) małego Gruffala, po nową wersję nawet nie sięgam z powodu deficytu czytelników w stosownym wieku, ale dobrze pamiętam, ile było z tą książką radości przy czytaniu.

      Od Szczygielskiego muszę sobie na razie zrobić przerwę. Przeczytałam Czarny młyn i ostatnio Arkę (bardzo mi się podobała), no i na razie czuję przesyt. Ale zapowiedź, o której wspominasz, widziałam.

      A dziś jeszcze odkryłam, że jest nowy kalendarz z Panem Kuleczką z wazonem pełnym słoneczników na okładce. No pełnia szczęścia:)

      Czcionko - pozdrawiam:)

      Usuń
    2. O, nie wiedziałam, że Mały Gruffalo wyszedł też w starej, przedrusinkowej wersji. Przyznam, że do nas wcześniej Gruffalo nie trafił. Nie potrafię powiedzieć dlaczego. Przygodę z Donaldson i Schefflerem rozpoczęliśmy od "Miejsca na miotle".

      A ja Szczygielskiego jakoś jeszcze nie mam dość. Czekam, czym nas jeszcze zaskoczy. :)

      Tak, widziałam. :) Chyba jest już do kupienia.
      Ja też pozdrawiam. :)

      Usuń
    3. Mam obie stare wersje Gruffala, kupiłam dawno temu, naprawdę cudem, jako końcówkę końcówek nakładu. Gruffalo junior skutecznie wprowadza w chłodniejszą aurę, prawda?

      Usuń
    4. PS "Mały Gruffalo" był dawniej "Synkiem Gruffala" ;)

      Usuń
    5. To prawda. Ale na szczęście po zimowym lesie też brykają różne zwierzątka, które można wyszukiwać między drzewami. :)
      W "Małym Gruffalo" zaskoczyła mnie wyklejka. Jest gładka - czerwona. W "Gruffalo" była panorama lasu. A jak to wyglądało w starym wydaniu?

      Usuń
    6. Ano właśnie. Tak mi się kołatał po głowie ten "Synek". :)

      Usuń
    7. Sprawdzę wieczorem i dam znać.

      Usuń
    8. Sprawdziłam. Wyklejka w starej wersji też gładka i czerwona. Zatem zmodyfikowano tytuł i przekład.

      Usuń

Dziękuję :)