piątek, 6 czerwca 2014

O stole, który uciekł do lasu, Stefan Themerson



Są takie książki, które lubi się od pierwszego spojrzenia, od pierwszej linijki wiersza, a nawet od okładki. Ale może jest tak, że po prostu mam słabość do opowieści o przedmiotach, które są martwe z nazwy, ale wiele się z nimi dzieje. Lubię myśleć, że tak jest naprawdę, że przedmioty też mają własną "duszę".

Takim przedmiotem jest na pewno stół z wiersza Stefana Themersona, poczciwy mebel, który pewnego dnia bierze nogi za pas i ucieka do lasu. Cóż to musiała być za ucieczka! Dynamicznej, bardzo filmowej narracji wiersza nie powstydziłyby się współczesne opowieści o czerwonym krześle i innych magicznych przedmiotach.

Na stole napisano wiele wierszy, spłynęło na niego wiele różnych słów. Jakie były, czy zawsze tylko dobre, piękne? Może czasem zdarzały się też trudne, gorzkie? Możemy się tylko domyślać, co naprawdę stało za ucieczką stołu. Nie trudno za to wyobrazić sobie uciekiniera, jego wytartego łokciami oblicza, z piegami od atramentu; delikatnego rysunku słojów, które mimo upływu lat ciągle można poczuć pod palcami. Czy to one przypomniały mu o tym, gdzie warto wracać?

Stół, o którym myśleliśmy, że wiemy prawie wszystko, ale oczywiście byliśmy w błędzie, nieoczekiwanie daje drapaka. Jego ucieczka jest spektakularna. Wydaje się, że czworonożny zbieg nie ma nic do stracenia. Zakłada buty, zbiega po schodach, pędzi ruchliwą ulicą, po której jadą rozpędzone samochody. Rusza też za nim prawdziwy pościg. Wszystko cichnie na granicy lasu, do którego stół w końcu dociera. Tu zwalnia, przystaje, łapie oddech, z wolna zapuszcza korzenie. Wśród szelestu liści i szumu drzew, gdzieś na leśnej polance, może zacząć wszystko od nowa.

Przyjemna to perspektywa. Wzruszyła mnie ta opowieść, jej wartkość, która podoba się dzieciom i pełne spokoju zakończenie, które podoba się mnie. Może dlatego, że i dla nas las jest miejscem wyjątkowym, gdzie odpoczywamy od miejskiego zgiełku i ładujemy akumulatory. 

Ucieczka stołu do lasu ma także wydźwięk symboliczny. Ręka w górę, kto nie chciałby czasem cofnąć się w czasie, wrócić do przeszłości, na przykład do czasów dzieciństwa, do swoich korzeni i do miejsc, gdzie coś się zaczęło, gdzie miał miejsce jakiś ważny początek. 

Dziękuję wydawnictwu, że pozwoliło mi wrócić do mojego lasu.

Wydawnictwo Festina Lente 2013

Ilustracje Franciszka Themerson


2 komentarze:

  1. Świetne ilustracje ma ta książka!!! No i zachęcająca recenzja!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duet Themersonów wiecznie zielony i na dodatek multimedialny.
      Cieszę się, że zachęciłam - warto!
      Zapomniałam dodać o świetnej interpretacji tekstu przez Piotra Fronczewskiego na dołączonej do książki płycie. Chciałabym to tak ładnie umieć przeczytać.
      Pozdrawiam

      Usuń

Dziękuję :)