czwartek, 19 czerwca 2014

Muzeum Piśmiennictwa i Drukarstwa w Grębocinie


Zapach druku, rodzaj papieru, szelest stron - to wszystko stanowi nasze pierwsze doznanie, kiedy sięgamy po książkę. Żaden czytnik, poza oszczędnością miejsca na regale i zebrania w jednym miejscu licznych tomów (które w tej formie na dodatek nic nie ważą), nie jest w stanie zastąpić uczucia, którego doświadczamy sięgając po książkę. Ale nie zawsze było to takie proste jak dzisiaj.

Rzadko trafiam do miejsc, które powstają z prawdziwej pasji ich twórców. To wspaniałe doświadczenie trafić pod dach i do ludzi, którzy czymś żyją, coś gromadzą, zbierają, kolekcjonują, układają, no i pragną podzielić się tą swoją pasją z innymi.

Przekonałam się już, że prawdziwe perełki często są na wyciągnięcie ręki, a im bliżej do nich, tym bardziej ich nie dostrzegamy. Muzeum Piśmiennictwa i Drukarstwa w podtoruńskim Grębocinie powstało w 2004 roku, można więc napisać, że jest to miejsce, które okrzepło i prawdziwie wpisało się na listę atrakcji w regionie - tych docenionych i wartych zobaczenia. Cieszę się zatem, że wreszcie i my się tam wybraliśmy.

Niesamowite jest to, że muzeum mieści się w XIII wiecznym kościele pw. Św Barbary, który przez lata popadał w ruinę, a w końcu został odbudowany i zaadoptowany na cele muzealne przez pana Dariusza Subocza. Nie ma wątpliwości, że dokonano tu wspaniałej pracy. Miejsce zrobiło na mnie niezwykłe wrażenie, od momentu przestąpienia furtki i jeszcze zanim weszliśmy do środka. Panuje tu wspaniały klimat, zwłaszcza że przed zwiedzaniem można po prostu pogawędzić z gospodarzem. Można tylko podziwiać, ile serca włożono w to miejsce, a przecież prace przy obiekcie cały czas trwają.


Otoczenie kościółka zdobią maszyny drukarskie, wypielęgnowana zieleń, ławeczki, miejsca, gdzie w sezonie można prowadzić warsztaty pod chmurką. Panująca atmosfera sprzyja obejrzeniu się za siebie, powróceniu na chwilę do czasów, kiedy nie było komputerów, maili, a papieru nie kupowało się w ryzach i z półki pierwszego z brzegu supermarketu, podobnie jak książek, które z uwagi na swój proces powstawania były drogie i trudno dostępne.




Prawdziwe atrakcje skrywa jednak wnętrze kościółka. Tu znowu podziw dla dbałości właścicieli o detale, wystrój, klimat i aranżację, wreszcie liczne zgromadzone eksponaty, dzięki którym mogliśmy nie tylko własnoręcznie czerpać papier, ale także obejrzeć i zapoznać się ze sposobami działania pras, matryc, czcionek, poznać sposoby obróbki papieru i metody drukowania książek. 


Piętro muzeum stanowi „szkolna sala”, gdzie w zabytkowych, szkolnych ławach, dzięki fachowej pomocy naszego „nauczyciela”, mogliśmy odbyć podróż śladami papiernictwa i drukarstwa, które w regionie ma bogate tradycje (muzeum swoją działalnością nawiązuje do papierni działających w Pruskiej Łące i Lubiczu). Dla dzieci niewątpliwą atrakcją była także możliwość pisania gęsim piórem i wprawianie się w trudnej sztuce kaligrafii. 


Wizytę w muzeum kończy otrzymanie certyfikatu. Ale i bez niego wyszliśmy z głowami pełnymi wiadomości. Było naprawdę wspaniale. Następnym razem wpadniemy popuszczać latawce!


Muzeum Piśmiennictwa i Drukarstwa w Grębocinie
Ul. Szkolna 31
87-122 Grębocin

www.muzeum.grębocin.pl


3 komentarze:

  1. Dzięki za link! Mam kolejny powód, aby wreszcie wybrać się do Torunia i jego okolice! Stare ławy szkolne, pisanie piórem - ekstra! Nie mówiąc już o samym czerpaniu papieru! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dziękuję na info o Konstancinie J. :-)

      Usuń
  2. No proszę, mieszkam tak blisko, a nie wiedziałam, że jest takie muzeum. Pewnie w najbliższym dłuższym wolnym czasie je obejrzę :) Trzeba się chociaż na trochę ruszyć z domu i poznać swoje kąty... :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :)