czwartek, 12 czerwca 2014

88/ 89, Michał Rzecznik, il. Przemek Surma


Nie pamiętam dokładnie dnia wyborów ani nawet plakatu z kowbojem, chociaż wiem, że coś takiego powinnam pamiętać. Ale pamiętam wiele rzeczy, które się wydarzyły przed i po. Wiele okruchów z tamtej codzienności, na którą najchętniej patrzyłam jak Adaś - z siodełka mojego składaka. 

Czasem idziemy na spacer do dzielnicy, w której wtedy mieszkaliśmy. Mimo upływu lat wciąż czuję te same zapachy - starych domów, piwnic z węglem, drewnianych schodów, pruskiego muru. Myszkuję po starych kątach i wspominam. Bo zmieniło się wszystko i nic. Nowe budynki i stare opłotki. Pełno znajomych miejsc, sklepów, skwerków, budynków. Tu wciąż mam dziesięć lat.

Wystarczy się przejść, by wrócić do tamtych  wspomnień. Tu była piekarnia, gdzie tata kupował mi oblane lukrem amerykany i gdzie pachniało świeżym chlebem. Tam warzywniak, w którym "wymieniało się" naboje do syfonu a latem "rzucali" soczyste arbuzy, w których przeszkadzały tylko czarne pestki. Dalej cukiernia, do której przychodziło się po lody z własnym termosem, żeby zjeść je potem w domu, a lody były śmietankowe. Wreszcie ulubiony sklep papierniczy, gdzie odurzaliśmy się zapachem chińskich gumek z nadrukiem jelonka. No i poczta, z ktorej dzwoniliśmy do Adasia Niezgódki i gdzie podbieraliśmy urzędowe druczki do domowej zabawy w pocztę i pisanie do siebie telegramów. Spożywczy- tu staliśmy w ogonku za pomarańczami i czekoladą – było warto. I wreszcie kiosk ruchu, miejsce magiczne, bo ze „Świerszczykiem”, a potem „Płomyczkiem". Nie mogliśmy tylko zrozumieć, dlaczego to „Kraj Rad” miał taki ładny, błyszczący papier.

Może było szaro, może nic nie było na półkach w sklepach, a jak było to na kartki i do "wystania" w kolejce, ale nam chyba niewiele wtedy do szczęścia brakowało i wszystko wydawało się na swój sposób kolorowe.

Komiks „88/89” nawiązujący do wydarzeń sprzed 25 lat, czyli okrągłego stołu i pierwszych wolnych wyborów, jeszcze raz przenosi mnie do tamtych czasów. Na pierwszy plan wysuwa się codzienne życie zapisane we wspomnieniach dziesięcioletniego wówczas Adasia. Wielka historia jest gdzieś w tle, choć pobrzmiewa echem w rozmowach i zabawach dzieci. Trudno nie czytać i nie znajdować w tych wspomnieniach i ilustracjach drobiazgów z tamtej epoki - szklanek z plastikowym koszyczkiem, w których piło się sypaną kawę (mieloną w młynku), stacjonarnych telefonów, butów marki Relax, placów zabaw z trzepakiem i wielu innych. Na tę rzeczywistość patrzymy oczami Adasia, by się przekonać, że życie niezależnie od czasów bywa tak samo słodko-gorzkie. Jest w tej książce wzruszające wspomnienie ulubionego dziadka, wspólnie spędzonego czasu, wakacyjnego odpoczynku nad jeziorem, choroby i straty.  

Opowieści Adasia spina klamra dwóch wspólnych wypraw na ryby, właśnie w towarzystwie dziadka, z których tylko ta pierwsza wydarzyła się naprawdę. Myślę sobie, że w takich chwilach na łódce, gdzieś nad ranem można powiedzieć sobie wszystko. 

Ale czas płynie i o wielu rzeczach zapominamy.

Wydawało mi się, że Marzi przypomniała mi o wszystkim. Cieszę się, że teraz poznałam także Adasia.

Wydawnctwo Widnokrąg, Piaseczno 2014



4 komentarze:

  1. Przepraszam, ale będę się czepiała: stawiała na oknie święty obrazek = była zabobonna... Czy więcej takich ponowoczesnych kwiatków można znaleźć w tekście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziadek Adasia akurat z tych, co wolą się miło rozczarować. Co nie zmienia faktu, że jest dobrym dziadkiem. Pamiętam, że podobne rozterki miałam po Marzi, ale doszłam do wniosku, że ludzie różnie patrzą na te sprawy. I czasem też bardzo upraszczają, jak z tym obrazkiem.

      Usuń
    2. A nie uważasz, że dzieci opinie pozytywnych bohaterów przyjmują jak własne? Zwłaszcza jeżeli same nie potrafią jeszcze zmierzyć się z jakimś tematem. Według mnie na tym m.in. polega wychowanie, żeby kontrolować jakie treści i jak ubrane docierają do naszych dzieci. A tu dodatkowo mamy na tapecie komiks, który zwykle czyta się samemu i bez komentarza.

      Usuń
    3. Nie wiem, czy tak jest, muszę się nad tym zastanowić. Ale może jest tak, że czasem na pewne rzeczy bardziej zwracamy uwagę my, dorośli.
      Zdanie z obrazkiem jest niefortunne (i nieprawdziwe dla ludzi wierzących), masz absolutną rację, ale pada w szerszym kontekście - wiary babci w przesądy, bo przesądem jest przekonanie, że od patrzenia w ogień się siusia do łóżka, a od ciągnięcia chorego wozem po koleinach ten chory zdrowieje. Babcia mogła być wierząca, ale i wierzyć w przesądy (jedno nie wykluczało drugiego, zwłaszcza w dawnych czasach). Czasem mówi się różne rzeczy, na przykład przy ognisku, w luźnej atmosferze, ale może nie zawsze musi to mieć ukryty kontekst.
      No tak sobie to tłumaczę.

      Usuń

Dziękuję :)