czwartek, 29 maja 2014

Wojna na Pięknym Brzegu, Andrzej Marek Grabowski


Każda rodzina ma swoje opowieści. Historie z czasów wojny, utrwalone na starych zdjęciach z  chropowatym brzeżkiem, w rodzinnych, pieczołowicie przechowywanych pamiątkach, w przekazach ustnych najstarszych domowników. Czasem nie ma już kogo zapytać, ale zawsze znajdą się tacy, którym o tym opowiedziano i którzy coś jednak pamiętają. Bo tak naprawdę to ile dzieci, tyle opowieści, ile rodzin, tyle różnych wspomnień.

Kolejna książka opowiadająca o czasach wojny, widzianej oczami dziecka, każe na nowo zadawać pytania o losy naszej rodziny i tamte czasy, dawne i niedawne zarazem. Czy naprawdę pierwszego wrześnie nie trzeba było iść do szkoły? Czy nie trzeba było już się uczyć? Jak to wtedy było? Przechowuję w pamięci zasłyszane opowieści, które dotyczą naszej bliższej i dalszej rodziny i naszego miasta. Wyobrażam sobie te wszystkie konkretne miejsca, dobrze znane choćby ze wspólnych spacerów, które nie zawsze były takie bezpieczne i spokojne jak dzisiaj. I też staram się dalej opowiadać.

„Wojna na Pięknym Brzegu” ukazała się w czasie, kiedy zza wschodniej granicy napływały do Polski bardzo niepokojące wiadomości. Wojna nie była gdzieś daleko, ale czaiła się blisko, za miedzą. Czytanie o tym, co teoretycznie mogłoby się powtórzyć, wydawało się niepojęte. Zwłaszcza z perspektywy fotela, ciepłego koca i książki na kolanach. Może więc po to właśnie potrzebujemy tego typu opowieści, żeby czytać i pamiętać. Bo wojna potrafi zmienić strasznie wiele.

Bohaterka książki, Krysia, ma dziesięć lat. Wakacje w Choszczówce dobiegają końca, niebawem rozpocznie się czwarta klasa. Ale ten schyłek lata jest zupełnie inny od poprzednich i w ogóle wszystko nagle się zmienia. Przede wszystkim trzeba szybciej wracać z letniska do domu. Taty, który jest wojskowym, nie ma całymi dniami. W końcu trafia do oflagu.  W domu przy ulicy Zajączka, położonego na warszawskim Żoliborzu, zostają kobiety – mama, dwie córki i babcia. Wszystkie starają się jakoś przetrwać w nowej rzeczywistości, choć czasem to trudne, zwłaszcza że zaczyna brakować jedzenia. Przez mieszkanie przewijają się kolejni lokatorzy, pieniądze z wynajmu bardzo się przydają. Oczami Krysi obserwujemy galerię postaci - uciekinierów, poszukujących bezpiecznego azylu, żołnierzy, konspiratorów, a nawet drobnych cwaniaczków. Mimo wojny w domu Krysi dzieją się rzeczy całkiem zwyczajne, zawiązują się nowe znajomości, kwitnie przyjaźń, rodzi się prawdziwa miłość. Czas płynie i Krysia dorasta, uczy się odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale także za innych, angażuje się w sprawy ogarniętego wojną miasta.

Mimo wielu smutnych wydarzeń, które powoduje wojna, bohaterka dzielnie stawia czoła przeciwnościom. „To co działo się dookoła było strasznie smutne. Ale ja na przekór całemu światu chciałam być wesoła. Zresztą taki był warszawski styl – nie wolno poddawać się i upadać na duchu (…) Przecież drzewa też, niezależnie od wojny, wypuszczają listki – myślałam. Postanowiłam, że cała wojenna machina nie zmusi mnie do smutku.”

Nie byłoby tej książki bez Żoliborza. Czy wiecie, że nazwa oznacza po francusku Piękny Brzeg? Czy to nie wystarczająca zachęta do kolejnego długiego spaceru, zwłaszcza, że do książki dołączono również mapę?

Wydawnictwo Literatura, Łódź 2014
Ilustracje: Joanna Rusinek



18 komentarzy:

  1. Otóż to, ta "wojna za miedzą" bardzo wpłynęła na nasz odbiór książki. Tomek cały czas miał to gdzieś z tyłu głowy. Czułam nawet jego lekki niepokój.
    A Krysia z panem Tik-takiem ;) rozdawała autografy na warszawskich targach książki. Widziałam niestety tylko na zdjęciu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za przypomnienie o panu Tik-Taku;) To takie odległe, że dziś aż trudno połączyć (także tematycznie).

      Usuń
    2. A mi ten Pan Tik-Tak cały czas tkwi w głowie. :) Czytałam w wywiadzie, że podobno popularność bardzo go męczyła, dlatego sam zrezygnował z udziału w programie na wizji. Ciekawe czy nadal jest rozpoznawany na ulicy. Dla mnie to właśnie on jest twarzą Tik-Taka, a nie Krzyś, który przecież dłużej był na wizji.

      Usuń
    3. Ja akurat aż tak uważnie nie śledziłam tego programu, bo ja raczej z frakcji Pankracego, ale przeczytałam uważnie wszystko, co napisałaś. I przypomniała mi się wcześniejsza książka autora o piracie Jędrusiu, muszę zajrzeć zanim wyrośniemy.

      A Żoliborz nadal taki ładny jak go przedstawia książka?

      Usuń
    4. :)
      Żoliborz to jedna z najbardziej zielonych dzielnic miasta. Stare kamienice i wille, lasek bielański z klasztorem pokamedulskim, ale też niezbyt urodziwe osiedla mieszkaniowe, ruchliwa trasa toruńska i metro. Ja jestem z południowej Warszawy, więc do Żoliborza nie czuję sentymentu, ale obiektywnie patrząc to bardzo przyjemna okolica. Wybieracie się na wakacyjne zwiedzanie Warszawy?

      Usuń
    5. Nie, nie w tym roku. Ostatnio byliśmy podczas ferii dwa lata temu, ale rzecz jasna nie skreśliłam jeszcze wszystkich pozycji z mojej listy "must see". Zatem w perspektywie - na pewno. A ponieważ lubię budować plany podróżnicze na tym, co przeczytałam, kto wie czy nie będzie to już niebawem.

      Dzięki za pocztówkę z Żoliborza:) Podoba mi się.

      Usuń
    6. Bardzo jestem ciekawa jaką macie metodę na zwiedzanie Warszawy. Ja sama nie bardzo umiem oprowadzać po swoim mieście. Zresztą zauważam, że ostatnio zmieniły się te "must see". Powstały nowe muzea i to one przyciągają turystów, a nie starówka, Łazienki i Wilanów. I czy faktycznie najbardziej rozpoznawalnym punktem stolicy jest teraz palma (wyczytałam to w przewodniku "Zrób to w Warszawie" wydanym przez Agorę)? Można powiedzieć - dobrze że nie tęcza...

      Usuń
    7. Teraz się ogląda to: ;)
      http://youtu.be/0gSKbsWBqto?t=1m35s

      Usuń
    8. To "must see" to oczywiście nasz bardzo subiektywny wybór. Najczęściej jest tak, że coś przeczytam i chcę to zobaczyć, chociaż teoretycznie to może "nic wielkiego". Potrafię na przykład przeczesać teren w poszukiwaniu jakiegoś małego pomniczka. Ale ja lubię takie drobiazgi, detale. Czasem układamy trasę bardziej tematycznie, pod kątem jakiejś postaci. Wszystko zależy też od pory roku, latem nie ma problemu. Kiedy jednak ostatnio byliśmy w Warszawie, była zima i nie ryzykowałam nawet wpuszczenia dzieci do Łazienek, bo były zasypane śniegiem, a my nie mieliśmy zapasowych butów. No i instynktownie szukaliśmy ciepłego kąta do schowania się chociaż na trochę. A zatem te nowe muzea, o których piszesz, bardzo nam były na rękę. Centrum Nauki Kopernik - żałowałabym, gdybyśmy nie poszli. Z drugiej strony bardzo lubimy spacery i wiele rzeczy oglądamy spacerując. Przed wyjazdem planuję tylko trasę spaceru. Stare Miasto to rzecz obowiązkowa. Ale ogólnie to rzadko trzymam się tras, takich charakterystycznych punktów, choć i one są ważne. Wolę poszukać fajnych miejsc z książek, chociaż do Złotej Kaczki nie dotarliśmy...

      Usuń
    9. Pani Zorro, hehe :):):)

      Usuń
    10. Widocznie nie byliście w muzeum Chopina, bo Kaczka pływa pod samym wejściem. Stamtąd dwa kroki pod pomnik Kopernika i na Nowy Świat. Można też zahaczyć o ul. Kubusia Puchatka, póki jej jeszcze nie zlikwidowali. Masz rację, że najciekawsze są te perełki, miejsca o których mało kto wie lub mało kto je odwiedza.

      Usuń
    11. No właśnie, to muzeum ostało się na mojej liście, żeby tylko to jedno... Następna wizyta wypadnie latem, to już postanowiłam. A karuzelka ze zwierzakami Wilkonia wciąż jest?

      Usuń
    12. Chyba tak, chociaż wstyd się przyznać, ale ostatni raz byłam obok, kiedy broniłam swoją pracę mgr. Najstarsza miała wtedy parę miesięcy i karuzela nie robiła jeszcze na niej wrażenia.
      To teraz pewnie czeka Was spacer śladami "Mojego taty szczęściarza". I "Arka czasu" też daje duże pole do manewru... A z filmowych rzeczy bardzo działa na moją wyobraźnię blok z Alternatywy 4. Stoi i nic się nie zmienił ;).
      Zakładko, daj znać co jeszcze warto zobaczyć, jak już przyjedziecie tu na miejsce z gotowym literackim przewodnikiem ;).

      Usuń
    13. O "Moim tacie..." myślałam także, oczywiście. Czekam tylko aż dzieci jeszcze trochę podrosną, żeby z nimi od razu i do Muzeum Powstania skręcić.
      Blok z Alternatyw wzruszyłby mojego męża, z radością doniosę mu, że ciągle stoi.
      Ale nie czarujmy się - Ty o wiele lepiej znasz zakamarki stolicy niż ja.
      Zatem pozwolę sobie podpytywać Cię i konsultować się jak już plany wycieczkowe nabiorą rumieńców. Póki co będę tropić ciekawe miejsca z pewnej odległości i mam nadzieję - omijać mielizny i inne palmy:)

      Usuń
  2. No nie wiem, nie wiem, pewnie sama wiesz jak to jest, gdy się ma coś pod samym nosem. Zawsze najtrudniej to namierzyć i się wybrać. A jeśli chodzi o Muzeum PW to nie musisz zwlekać. Warszawskie dzieciaki chodzą tam co chwila na lekcje muzealne itp. Jest naprawdę przyjazne nawet najmłodszym szkolniakom.
    W razie jak będziesz potrzebowała namiar na Alternatywy 4, to daj znać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem jak to jest. Ja też nie jestem z wszystkim na bieżąco, chociaż się staram. Ostatnio odkryłam, podkreślam JA odkryłam, bo miejsce działa już jakiś czas, świetne miejsce w moim regionie. Miło dać się zaskoczyć.
      Poproszę o namiar na Alternatywy 4 !

      Usuń
    2. Marii Grzegorzewskiej 3 :)

      Usuń

Dziękuję :)