poniedziałek, 19 maja 2014

Hilda i ptasia parada, Luke Pearson


Niebieskowłosa Hilda – dziwczynka w czerwonych botkach i niesionej wiatrem beretce – powraca. Bardzo mnie to cieszy, zwłaszcza że pisząc te słowa wiem już o kolejnej części jej przygód. Hilda na dobre wyniosła się ze swojego pustkowia i zamieszkała w naszym domu. A razem z nią – kawałek jej świata, który chce się poznawać. Bo Hilda ma w sobie to coś – no i da się lubić. Przy trzeciej części jesteśmy już ze sobą porządnie zakolegowani. Wyłapujemy wszystko, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić, a co jest inne, jak choćby odmieniony kolor futerka Rożka, ni to jelonka, ni to liska - czworonożnego przyjaciela Hildy, który nie opuszcza jej na krok. 

Nowa część to wielka zmiana dekoracji. Bardzo odważny początek, który jednak nie daje poczucia, że to, co znaliśmy i lubiliśmy, przepadło. Bo Hilda wszędzie jest sobą – młodą i ciekawą świata istotą, a do zmian trzeba po prostu się przyzwyczaić. Tak coś czułam, że Hilda i jej mama opuszczą swoją drewnianą chatkę w głuszy i przeniosą się do miasta. No stało się. Książka rozpoczyna się dokładnie w rok od ostatnich wydarzeń. Jest zimowy poranek. Miasto Trolberg budzi się ze snu, a wraz z nim Hilda. Jeszcze kilka dni temu wszystko było inne, swojskie, znajome. Połknięte w biegu śniadanie, przekąska na drogę, szkicownik, ołówek i witaj przygodo. Co tam trolle, pradawne olbrzymy, kiedy zna się każdy kamyczek, każdą skałkę i każdy strumyk w okolicy. 

W mieście nic nie jest takie same. Zamiast miłych słów na drogę i słodkiej perspektywy sam na sam z naturą pojawia się niecodzienna propozycja porysowania sobie w domu i pooglądania telewizji. Jeśli wyjście - to tylko z mamą. Bo przecież miasto jest duże, obce, pełne niebezpieczeństw. Oczywiście nie dla Hildy, której w końcu udaje się wyjść z domu w towarzystwie szkolnych kolegów. W mieście wszystko jest inne, inne są też zwyczaje i zabawy. Hilda nie ulega presji, tu czy tam - jest sobą. Szybko odkrywa, że miejski teren też można poznać i umieścić na mapie, na której wyznacznikami są różnorakie fronty drzwi, kominy (każdy inny), a nawet przebijające się przez beton kępy zielska, po śladach których można wieczorem wrócić do domu. Miasto to także interesująca przestrzeń do zbadania. Ile tu przejść, skrytek, zakamarków, schodów, tajnych murków, z których rozciąga się fantastyczny widok. W mieście też można wyruszyć w nieznane i przeżyć coś ciekawego.

Ale nie tylko o tym opowiada ta część, moją uwagę zwróciły relacje między Hildą i jej mamą. Ile prawdy w obrazkach, w krótkich dialogach. I tak sobie myślę, wędrując razem z tą dwójką stromymi uliczkami ich miasteczka, że może jest tak, że do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć, pewnych przestać się bać, a po inne schylić się i przejść przez dziurę w płocie, by móc przeżyć je z dzieckiem, by razem popatrzeć...

Wydawnictwo Centralka (komiksy dla dzieci mądrych rodziców) 2014



2 komentarze:

  1. A my się zastanawiamy, czy Drewniak przyjdzie się wygrzewać przed ich... klaoryferem (?), bo chyba kominka nie mają. Drewniaka nam brak, oj brak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Drewniaku nie pomyślałam... Nigdzie go nie widać, więc pewnie został na odludziu. Ciekawe, czy powróci w kolejnej części.

      Usuń

Dziękuję :)