niedziela, 2 marca 2014

Wyprawa na biegun, Rafała Witka


To pewnie ostatnia okazja, by przypomnieć sobie, że za oknem ciągle trwa zima, chociaż już niedługo, bo właśnie zaczęło się wielkie, wiosenne odliczanie. Świat za oknem też jest już inny, ze świecą szukać choćby odrobiny śniegu. Nie narzekam. Mimo wszystko ta książka bardzo mnie ucieszyła, z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że seria powiększyła się o kategorię „fakty”, a więc garść wiedzy płynącej z samodzielnej lektury. Po drugie, że pokazuje świat, w którym zima rzadko kiedy odpuszcza, a przetrwanie w takim świecie wymaga od człowieka nie lada pokory i sporych umiejętności. Po trzecie, że pokazuje pasję odkrywcy, która pozostaje niezmienna, mimo upływu lat. Od wyprawy Amundsena minęło ponad sto lat, a człowiek wciąż ma podobne pragnienie zapuszczania się tam, gdzie jest ekstremalnie trudno i wytyczania nowych, coraz trudniejszych tras, mimo że wielu stojących z boku pyta, po co i dlaczego. Nie zmieniło się też wliczanie niepowodzenia, a nawet własnej śmierci w plan takiej wyprawy, bo czasem przecież się nie wraca. Czytając o Amundsenie dowiadujemy się, że norweski globtroter nie był jedynym chętnym do zdobycia bieguna, równoległą wyprawę prowadzili także Brytyjczycy. Była to więc nie tylko walka z własną wytrzymałością w niezwykle trudnych warunkach, jakie zapewnia Antarktyda, ale także walka z czasem i o bycie „tym, który pierwszy”.

Na ilustracjach widzimy spokoje, norweskie miasteczko z początku ubiegłego wieku, z charakterystyczną zabudową i statek kołyszący się już gdzieś na fali, zabierający nas razem z załogą "Frama" w kierunku wielkiej, życiowej przygody. Mapy, plany, nad którymi przesiaduje kapitan, pykając z fajeczki. I świat, który staje się coraz bardziej niebieski i biały, skuty lodem pejzaż. Widzimy bezkresne, jakby posypane mąką przestrzenie, gdzie nie postała dotąd ludzka stopa, a jedynymi mieszkańcami są pingwiny. Przyglądamy się pracy badacza, który planuje, zapisuje, obserwuje, a dopiero potem wyrusza, walcząc ze swoimi słabościami i przeciwnościami, jakie stawia przed nim natura.

Roald Amundsen dotarł na biegun południowy 14 grudnia 1911 roku. Podobnego szczęścia nie mieli Brytyjczycy z równoległej ekspedycji, ich zamarznięte ciała na zawsze pozostały na Lodowcu Rossa. Sam Amundsen zaginął w 1928 roku, lecąc na pomoc rozbitkom z włoskiego sterowca. Nigdy nie dotarł do celu, samolot, którym leciał, rozbił się na północnym Atlantyku. Jego ciała nigdy nie odnaleziono.

Wydawnictwo Egmont, 2014
Ilustracje Ewa Poklewska - Koziełło



6 komentarzy:

  1. To chyba pierwsza książka z serii Czytam sobie, którą tak bardzo chcę poznać. Uwielbiam mroźne klimaty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo tam zimy - przeczytajcie koniecznie. A inne części znacie?

      Usuń
  2. Strasznie się cieszę z tej nowej serii "Fakty". My mamy Titanica. Pomyłką są tylko te duże liczby. Trochę za ambitnie pomyślane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Titanica też mamy, wkrótce o nim napiszę. I również bardzo się cieszę, że nie poprzestano na fikcji. Ciekawe, co dalej.

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy początek nowej serii z cyklu "Czytam sobie". Cieszę się, że pamięta się także o początkujących czytelnikach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Ale i rodzicom miło popatrzeć, naprawdę. Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń

Dziękuję :)