sobota, 15 marca 2014

Czerwony Kapturek w wielkim mieście, Aarona Frischa



Nie do wiary, że znowu sięgnęłam po Czerwonego Kapturka, a co więcej z premedytacją go nam zamówiłam. Myślałam, że ten etap mamy już za sobą, a opowieść o dziewczynce wędrującej z koszyczkiem przez las do chorej babci, spotykającej na swej drodze groźnego wilka definitywnie włożyliśmy między bajki. Ale życie jest pełne zaskoczeń, a ta baśń, którą pamiętamy z tak wielu różnych wersji,  raz jeszcze do mnie wróciła i znowu poczułam na karku znajomy dreszczyk. 

Zresztą ta historia jest na tyle aktualna, że przecież mogłaby wydarzyć się i dzisiaj, w innym lesie, w prawdziwej miejskiej dżungli, zwanej także puszczą, w której od dawna nie ma już drzew, ich miejsce zastąpiły beton i cegła, pokryte grubą warstwą graffiti. Pobocza w tym współczesnym lesie wyścielone są kartonami, w którym śpią bezdomni, ścieżki wysypane puszkami, niedopałkami i innymi odpadkami, a dawne drogowskazy, takie jak kamienie przy drodze, zastąpiły wszechobecne, pulsujące reklamy i krzykliwe billboardy. W tym mieście, z dala od głównej, wyasfaltowanej drogi, gdzie "i tak zawsze trzeba zachować czujność", bo "wszyscy patrzą, ale nikt cię nie widzi", po której przelewa się tłum samochodów i przemieszcza prawdziwe ludzkie mrowie, pełnej sygnalizatorów i znaków (częściowo zabazgranych przez wandali), które pokazują właściwą drogę, istnieją nieznane pobocza i niebezpieczne zaułki, prawdziwe leśne ostępy, grząskie i śliskie, o których nie śniło się autorom pierwowzoru. 

Innocenti zachwycił mnie obrazem miasta w jego najbardziej fascynującej, drapieżnej i kontrastowej formie. W tym dzisiejszym lesie nie brak miejsc, które wołają o uwagę, zatrzymują nas w biegu, odwracają wzrok od uprzednio obranej ścieżki. Nowoczesność i krzykliwy przepych galerii handlowych i wijących się nad miastem estakad miesza się z przykrytą falistą blachą biedą i sznurami suszącego się prania. Sam Kapturek mieszka ze swoją mamą i siostrzyczką w przytulnym, chociaż raczej niewielkim mieszkanku (widzimy tylko kuchnię), w typowym dla miejskiej architektury zatłoczonym budynku z odrapaną i mało schludną klatką schodową, która mówi nam już co nieco o rozciągającej się dookoła okolicy. Również babcia dziewczynki nie żyje w uroczej chatce na polance w głębi lasu, ale w starej, położonej na dalekich peryferiach przyczepie z utkniętą w dachu anteną satelitarną. Można tylko westchnąć, jak bardzo wszystko się zmieniło.

Obraz miasta fascynuje swoim pulsującym życiem, ilością detali, ale i przeraża potencjalnymi zagrożeniami, pokusami różnego rodzaju. Stary wilk z dawnej baśni wydaje się przy nich zaledwie dziecinnym straszakiem. Ten współczesny ma zupełnie inne oblicze, a jeśli dobrze się przyjrzeć, może nawet więcej niż jedno; jest jeszcze bardziej nieprzewidywalny i groźny. Rozdwojenie, jakie czujemy przebywając w tym dzisiejszym, miejskim lesie, jest na granicy zachwytu i strachu. I tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że prawdziwa, złota klasyka się nie starzeje.

Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2014

Ilustracje Roberto Innocenti




11 komentarzy:

  1. Książka wygląda na ciekawą. To same obrazki, czy jakiś tekst też tam jest? Ciekawa jestem, co Czerwony Kapturek zbierała zamiast kwiatków dla babci? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tekst także jest, to taka współczesna bajka. Kwiatków nie zbierała (może bardziej doświadczenia, którymi się potem dzieliła), a zamiast koszyczka miała plecaczek:)

      Usuń
  2. Rozumiem, że książka "działa" przede wszystkim obrazem, ale co z tekstem? Jak bardzo jest Grimmowski? Czy to fabuła "na podstawie"? No i jak zostaje ukarany wilk? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tekst jak najbardziej nawiązuje do Grimmów, choć ma dzisiejszy wydźwięk i realia. Zdania są krótkie, celne. We wprowadzeniu padają takie słowa: ".. baśnie są jak niebo. Mogą się zmieniać, przynosić niespodzianki, zaskoczyć was, gdy będziecie bez plaszczy. Można się w nie wpatrywać bez końca, ale i tak nigdy nie naprawdę nie wiadomo, co się stanie dalej." I coś w tym jest.

      Jeśli chodzi o wilka... sama się jeszcze nad nim zastanawiam... nad jego motywami. W końcu ta babcia to dla niego żaden kąsek. Moje dzieci w pierwszej chwili wzięły go za myśliwego, bo wygląda jak stróż prawa...

      Usuń
  3. To trudna i dziwna książka, bardzo pesymistyczna, a CzKapturek w pewnym momencie do złudzenia przypomina małą zdzirę (pardon) w wielkim mieście. Książka się kończy beznadziejnie, a potem ma łudząco-kpiąco-cyniczne pocieszenie, w które nie sposób wierzyć. Teksty napisane są w szarych lub czerwonych prostokątach. A tak na marginesie (jakkolwiek to brzmi), Aaron Frisch rok temu samobójstwo. Z drugiej strony, kto jest autorem tej książki „bardziej", gdy na okładce pierwszy ilustrator?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, klimat i padający nieprzerwanie deszcz są dość przygnębiające, trochę jak filmu Finchera. Nie jest też to dosłowna kalka oryginału. bardziej pozbawiona złudzeń wersja tego jak dzisiaj mogłaby wyglądać historia Kapturka. Zdzirowatości bohaterki nie zauważyłam;)

      Ilustratora na pierwszym miejscu widziałam. Szczegółow, dlaczego tak zrobiono, nie znam, w każdym razie te ilustracje są na pierwszym planie, to na pewno.

      Usuń
    2. Trochę też to wampiryczne. Ale przejrzałam tylko, nie wczytywałam się w szczegóły. Tak czy siak, mocny podtekst erotyczny, a raczej seksualny. Horrory to jak wiadomo ukryte opowieści o inicjacji. Tu dosyć brutalnej.

      Usuń
  4. Książka bardzo ładna. A autorowi bloga polecam znalezienie fonta z polskimi znakami – to razi zwłaszcza w kontekście tematyki. Pozdrawiam i powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uwagę. No to się teraz zastanawiam, bo byłam przekonana, że czcionka polskie znaki ma.

      Usuń
  5. Co ciekawe ta książka w oryginale ma chyba tytuł "The Girl in Red". Ja jeszcze zastanawiam się co o niej mogę napisać, bo trochę mnie jednak zdołowała... zwłaszcza zakończenie... Starszy lat 11 zachwycił się ilustracjami, Młodszy 6 lat, kompletnie nie zrozumiał.. i dobrze..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakończenie bardzo pesymistyczne, prawda, i nawet "druga opcja" nie łagodzi wrażenia.

      Usuń

Dziękuję :)