środa, 22 stycznia 2014

Bartnik Ignat i skarb puszczy, Tomasza Samojlika



Tomasz Samojlik znowu zaprasza mnie na Podlasie. Jak mu odmówić? Z wdzięcznością przyjmuję zaproszenie, przymykam oczy i przenoszę się do krainy otwartych okiennic, przechadzających się po polach bocianów, majestatycznych żubrów, starych drzew, które pamiętają polowania królów, wykrotów, białowieskich ostępów. Do krainy ludzi związanych z puszczą, dawniej bartników i budników, dziś naukowców i miłośników przyrody skupionych w swoich działaniach wokół Białowieży. I znowu chcę tam wrócić, zatrzymać się i poczuć tamten niepowtarzalny klimat.

Akcja książki przenosi nas do osiemnastego wieku. Życie w białowieskiej puszczy toczy się niespiesznym rytmem. Na straży puszczy stoi stary bartnik. Ignat zna w puszczy każde drzewo, każdą barć, każdego mieszkańca lasu, z którym jest za pan brat. Jego zamiłowanie do natury podziela mieszkający w pobliskim Kraśniku Franciszek Karpiński i jego wnuczka Łucja. Ale życie poza leśną głuszą, w której czas zatrzymał się w miejscu, nie zwalnia; w końcu także do bram puszczy puka wielka historia. Na mocy traktatu rozbiorowego teren puszczy trafia w ręce Rosji i carycy, która przekazuje ją pod opiekę niejakiego generała Sobakiewicza (mającego swój odpowiednik historyczny), niezbyt przyjemnego jegomościa, wspieranego przez grupę prymitywnych, mało rozgarniętych opryszków. Nie muszę dodawać, że nie jest on specjalnie zainteresowany pielęgnowaniem puszczańskiej przyrody, ani pogaduszkami z rosnącymi tu lipami, jak ma w zwyczaju Ignat, o wiele bardziej interesują go praktyczne strony owego nabytku, a zwłaszcza legendarny, ukryty skarb, do którego za wszelką cenę zamierza się dobrać.

Książka ma komiksową, współczesną formę i wartką, trzymającą w napięciu akcję. Samojlik łączy w niej przeszłość i teraźniejszość, pokazuje świat, którego już nie ma, zwyczaje panujące w puszczy, portrety ludzi z nią związanych, ich język, filozofię życiową. Mamy tu autentyczne postacie (lub ich literackie odpowiedniki) i wydarzenia, związane z tym miejscem. Całość uzupełniają zebrane na końcu przypisy, które zawsze czytam z przyjemnością. 

Czytając tę książkę trudno sobie nie uświadomić, że przyroda w czasach rozbiorów znajdowała się w podobnych tarapatach, co obecnie, kiedy wiele gatunków w równym stopniu zagrożonych jest wyginięciem. Pozostaje żal, że nie ma już dawnych bartników, strażników puszczy, choć na szczęście nie brakuje pasjonatów, przyrodników i ludzi związanych z ochroną miejsc takich jak to. Obowiązek dbania o przyrodę spoczywa dziś na każdym z nas. Samojlik przemyca tę myśl bez zbędnego dydaktyzmu, pozwala jej swobodnie zakiełkować w duszy czytelnika. A przy okazji zachęca do historycznego poznania puszczańskich zakamarków i utrzymania ich w dobrej kondycji, także z myślą o przyszłych pokoleniach. I słusznie, bo my na pewno tam wrócimy.

Wydawnictwo Centralka, Poznań 2013

4 komentarze:

  1. widzę, że u Was królują ostatnio komiksy:) na razie zakupiłam Hildę, ale ten też wygląda bardzo obiecująco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, ale jak tu przejść obojętnie, kiedy są takie dobre? A w zanadrzu czeka już druga Ryjówka i druga Hilda.

      Usuń
  2. "Bartnik..." to najlepszy, moim zdaniem, komiks tego autora; w tym roku ma się ukazać 3 tom "Ryjówki przeznaczenia" oraz wznowienie "Ostatniego żubra" (z kolorami!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, nie wiedziałam o trzeciej części Ryjówki, to super wiadomość. Ostatniego żubra mam w wersji czarno - białej, aż prosi się o pokolorowanie, fakt.

      Dzięki za dobre wieści:)

      Usuń

Dziękuję :)