sobota, 4 stycznia 2014

Babcia Rabuś, David Walliams


Na kalendarzu styczeń. Nowy Rok dopisuje nam kolejną cyferkę do kalendarza. Znowu jesteśmy trochę starsi. Przed nami pierwsze święto w tym roku, czyli Dzień Babci, zatem przede mną książka, którą powinny przeczytać wnuki (i może ich babcie). Po serii bardzo udanych książek o dziadkach, ich relacjach z wnukami i o starości w ogóle, o których pisałam wcześniej, przyszedł czas na książkę z babcią w roli głównej. I dobrze, w końcu - babcia też człowiek.

Dla Bena jego babcia nie jest kimś wyjątkowym. Piątkowe spotkania, które odbywają się pod nieobecność rodziców, wychodzących w tym czasie we dwójkę do miasta, są dla Bena okropnie nudne. Co ciekawego można robić z babcią, o której nawet rodzice mówią z lekceważeniem? Babcia jest nudna, ma zepsuty telewizor, najchętniej grałaby w scrabble i uwielbia kapustę. A do tego czyta, zwłaszcza kryminały. „Skąd u niej ta obsesja na punkcie bandziorów?, zastanawiał się Ben. Oni nie mieszkają w parterowych domkach. Rabuś nie grywa w scrabble i prawdopodobni nie śmierdzi kapustą”. Wszystko zmienia się, kiedy pewnego dnia chłopiec natrafia na puszkę, wypełnioną diamentami, a babcia jest odkrywa przed nim swój sekret. 

David Walliams pokazuje nam swoich bohaterów dosadnie i trochę w krzywym zwierciadle, dobrze oddają to również ilustracje Tony’ego Rossa. Każdy z bohaterów, nie tylko babcia, na którą spadają największe ciosy ze strony młodszych pokoleń, ale także Ben ze swoim upodobaniem dla rur i kanalizacji oraz jego rodzice, zafascynowni telewizyjnym show "Taniec najsławniejszych sław" i jego gwiazdami, są na swój sposób groteskowi, karykaturalni, przerysowani.

Podążając tropem intrygi, której ślady prowadzą aż do londyńskiej Tower, przed oblicze cierpiącej na bezsenność, odzianej w koszulę nocną i włochate papucie królowej, która też jest babcią, pomyślałam sobie, że wiek to jednak rzecz umowna. Babcia Bena żyje w innym świecie, jej warunki fizyczne, niedomagania i upodobania nie znajdują zrozumienia u wnuka. Ale Ben czuje się obco także we własnym domu, wśród "współczesnych" rodziców, oczywiście, o ile przyjmiemy, że w życiu chodzi o bycie na bieżąco z tym, co aktualnie nadaje telewizja. Rodzice także nie rozumieją potrzeb chłopca. Przypadek sprawi, że to właśnie babcia (niedomagająca na słuchu) usłyszy to, co Ben o niej myśli i jako pierwsza wyciągnie z tego wnioski. Zacznie działać, by coś zmienić. Życie bywa przewrotne! To dzięki babci rodzina zacznie rozmawiać ze sobą, usłyszy się tak naprawdę. 

Akcja ksiązki rozwija się dynamicznie i zaskakuje licznymi zwrotami i chociaż od babci wymaga sił godnych superbohatera w obcisłym kostiumie, do końca jest mocno osadzona w rzeczywistości, o czym najmocniej i najdotkliwiej przekonujemy się zbliżając się do jej finału. Naprawdę śmialiśmy się i płakaliśmy podczas lektury.  

Pamiętajcie o babciach.


Wydawnictwo Mała Kurka, Piastów 2012
Ilustracje Tony Ross


5 komentarzy:

  1. Czyli angielski humor w czystej postaci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest angielsko. Jak zobaczyłam zwiastun filmu, jeszcze bardziej to poczułam.

      Usuń
    2. A czytaliście "Na szczęście mleko..."? Wyczuwam podobny charakter książki.

      Usuń
    3. Jeszcze nie. Gaiman dopiero przed nami. Ale sięgnę.

      Usuń
  2. Dzień dobry. Poszukuję jednej książki, którą znalazłem na tym blogu:) Proszę o kontakt na adres mailowy: kasztanowakuchnia@gmail.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :)