poniedziałek, 23 grudnia 2013

Myślobieg. þankaganga, Vala Þórsdóttir


Susanna jest pół Polką i pół Islandką. Książka też dzieli się na dwie połowy. Pierwsza opisuje życie dziewczynki i jej rodziny na Islandii, życie oparte na byciu emigrantem w obcym kraju (tylko mama dziewczynki jest Islandką), druga wyprawę całej rodziny do Polski. Przeczytałam, że pomysł na książkę zrodził się na kursie językowym, na który uczęszczały Vala i Agnieszka, a jej powstanie poprzedziły rozmowy z dziećmi z rodzin emigrantów, a zwłaszcza rodzin mieszanych, mieszkających na Islandii, w świecie dwóch kultur i języków.
  
Dziesięcioletnia Susanna nigdzie tak do końca nie czuje się u siebie. Ale, jak mówi jej dziadek, ma dzięki temu szansę czerpać z obu kultur to, co najlepsze. Na Islandii jest Polką, której rodzina zmaga się z barierą językową i brakiem pieniędzy (ale czyni to na swój własny, przekomiczny czasem sposób, zwłaszcza babcia), musi walczyć o miejsce w szkole. A pech chciał, że Susanna sepleni, co stara się ukryć, posługując się słowami, nie zawierającymi „s”. Ale i w Polsce jest przybyszem z innego świata, narażającym się już na samym wstępie fioletowej cioci, przekręcającym wyrazy. Wiele rzeczy ją dziwi. Wiele zachwyca. Poza tym wydaje się naprawdę szczęśliwa.

Dawno nie spotkałam się z tak wyrazistym, prawdziwym portretem rezolutnej dziesięciolatki (wcześniej była na pewno Marzi), która myśli, patrzy, słucha, przygląda się otaczającej ją rzeczywistości. A ta bywa skomplikowana, jak tylko może być skomplikowane życie w obcym, zimnym kraju, o którym nie ma się zbyt wielu wyobrażeń, w mieszanej, polsko-islandziej rodzinie, stojącej jedną nogą „tu”, a drugą „tam”, gdzie co chwila zdarza się coś zaskakującego. I jeszcze coś, na co zwróciłam uwagę. Kiedy Susanna czegoś nie wie, biegnie do biblioteki. A na jej regale stoi i „D.O.M.E.K”, i „Sekretne życie krasnali w wielkich kapeluszach”, i „Bajarka opowiada”.

Myślobieg, czyli po islandzku þankaganga, to jedno ze słów wymyślonych przez Susannę, które znaczy „myśleć bez przerwy”. Książka przypomina mi notes, w którym zapisuje się różne myśli, zbiera okruchy codzienności. Trudno nie polubić Susanny i jej rodziny, nie pobiec śladami stóp, skrywających sprawy, emocje, obserwacje, widoczne także na ilustracjach. No właśnie, bez tych skromnych, prawie graficznych, ale bogatych w szczegóły ilustracji, które są także zabawą dla czytelnika, książka byłaby niepełna. Wspaniałe połączenie.

I jeszcze na koniec. Pomyślałam sobie, że za kilka lat, biorąc pod uwagę temat, książka ma szansę stać się szkolną lekturą obowiązkową. 

Wydawnictwo Widnokrąg 2013
Ilustracje Agnieszka Nowak


Dziękuję Wydawnictwu za podróż na Islandię i z powrotem.

2 komentarze:

  1. Książka wydaje się być bardzo ciekawa. Szczególnie, że temat Islandii jest mi bliski - jestem zafascynowana Islandią. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem przeczytaj koniecznie. Ja nie mam zbyt wielu skojarzeń na temat Islandii, może poza Björk. Czuję niedosyt.
      To w ogóle świetna lektura dla tych, którzy wyjechali i żyją "na dwa domy".

      Pozdrawiam jeszcze świątecznie!

      Usuń

Dziękuję :)