wtorek, 3 grudnia 2013

Dom ośmiu tajemnic, Liliany Bardijewskiej


Moje dzieciństwo upłynęło na starym osiedlu, gdzie mieszkali także moi dziadkowie, wśród pięknych, zaniedbanych kamienic. Lubiliśmy oglądać podwórka i ściany domów z odpadającymi płatami tynku. Przeciskaliśmy się przez wąskie przejściówki i bramy. Ale najbardziej lubiłam siedzieć na półpiętrze ich domu i nasłuchiwać, co aktualnie dzieje się na klatce. Drewniane schody skrzypiały i trzeszały. Dziwne, że w pamięci pozostają zapachy i przeciągi, które zatrzaskiwały drzwi wejściowe. Wiedziałam, kto i gdzie mieszkał, znałam w tym domu wszystkie rodzaje dzwonków na korytarzu.

To wszystko przypomniało mi się w trakcie czytania „Domu ośmiu tajemnic”. Rzadko trafiam na książki, które sprawiają mi tyle przyjemności i w których czuć wspaniały warsztat i wyobraźnię autora. Muszę przyznać, że lubimy książki, w których przedmioty, które zazwyczaj są po prostu rekwizytami, stają się bohaterami, czują, przeżywają, podejmują wyzwania. Czasem próbują się też z nami porozumieć, podobnie jak tytułowy Dom - skrzypnięciem podłogi, rozkołysaną firanką, klekoczącymi garnkami, odrobinką kurzu, który kręci w nosie. Kredensem, której nie można otworzyć, drzwiami wejściowymi, które zamykają się przed nosem. Ktoś powie, że to przypadek, złośliwość rzeczy martwych. Ja wolę określenie "dom z duszą".

Do Domu Numer 8 wprowadzają się nowi lokatorzy, Marcin, jego rodzice i pies. Początkowo stara kamienica traktuje "nowych" nieufnie i płata im różne figle. Marcin szybko oswaja "wydeptane schody, łysiejący dach, trzeszczące podłogi, wyrzeźbione przez korniki drewniane sufity i przyprószone siwizną mury", a Dom zaczyna odsłaniać przed nim swoje tajemnice. Marcin odkrywa nie tylko obecność domowego skrzata, ale też poznaje sekrety i przeszłość tego miejsca. Ma okazję posmakować migdałowych babeczek, które wypiekano w tutejszej cukierni przed wieloma latami, poznać obecnych i dawnych lokatorów. Każdy rozdział, w którym nie brak jest zaskakujących wydarzeń, podróży w czasie i przestrzeni i spotkań z duchami, kończy się kartką z pamiętnika Marcina. Historia pisze się cały czas.

Książka została nagrodzona tytułem KSIAŻKI ROKU przez Polską Sekcję IBBY. Na okładce znalazłam zapowiedź, że ciąg dalszy nastąpi.

Dziękuję Wydawnictwu za udostępnienie egzemplarza ksiażki. 


Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2013

Ilustracje Anna Pol

5 komentarzy:

  1. Mamy starsze wydanie "Domu ośmiu...". Przyznam, że nie czytałam, ale Starsza uwielbia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcześniej nie czytaliśmy zbyt wiele jej książek. Mieliśmy jedną z wieczorynek. Musimy koniecznie coś pożyczyć.

      Pozdrawiamy z wietrznego miasta

      Usuń
    2. Przypomniałam sobie jeszcze o serii "W lesie Marcina", bardzo nam się podobała.

      Usuń
  2. Już mi się ta książka podoba! Nie znam ilustratorki, ale okładka kusi - tym smakowiciej się zapowiada ;) Tym bardziej, że lubię takie historie i domy z duszą...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ilustracje są bardzo skromne i to jest ich wielki plus. Anna Pol jest także autorką ilustracji do książek o Agacie z Placu Słonecznego, też nam się podobały.

    Miłej lektury:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :)