niedziela, 29 grudnia 2013

Był gdzieś haj taki kraj/ Była gdzieś taka wieś, Stefana Themersona


Oglądam, czytam i jeszcze raz wpatruję się w to małe wydawnictwo w niebiesko- kremowej okładce i stwierdzam, że niektóre książki się nie starzeją. Zatem warto o nich wspomnieć pod koniec kolejnego, mijającego roku. Trudno uwierzyć, że te dwa opowiadania Themersonów ukazały się po raz pierwszy w 1935 roku, potem cztery lata później zostały wznowione i następnie opublikowane w 1946 roku jako dodatek do pewnego wydawnictwa, by wreszcie całe lata przeleżeć w zapomnieniu. My też dotąd ich nie znaliśmy.

Dwa opowiadania, które można przeczytać odwracając książkę do góry nogami. Nie jest to w każdym razie zabieg przypadkowy, bo i nic nie dzieje się przypadkiem. Pierwsze opowiadanie traktuje o pewnym kraju w Afryce, z bardzo długą nazwą, drugie o pewnej wsi- pozbawionej nazwy w ogóle. Pojawiają się ci sami bohaterowie, ludzie i zwierzęta. Na pierwszy rzut oka oba miejsca dzieli wszystko, nie tylko geografia. I w pewnym sensie tak właśnie jest.

Każde z opowiadań mówi o stracie, która nie zawsze oznacza to samo, może być dobra (pożądana) albo bardziej dotkliwa, związana z utratą czegoś. Wszystko zależy od naszych decyzji, których tak wiele podejmujemy każdego dnia, że czasem już się nad tym zupełnie nie zastanawiamy. Czasem te decyzje mogą zmienić wszystko. 

Oba opowiadania tworzą całość, można powiedzieć: dwie strony medalu. Pokazują różne skutki wyborów, które podejmujemy, lustrzane odbicie różnych decyzji. Bo prawdą jest, że nic w życiu nie dzieje się samo. Jest w prawo albo w lewo. Czasem musimy tupnąć nogą i zaprotestować. Czasem odrzucić to, co nam przeszkadza, na przykład lenistwo. Często wiele od tego zależy, a nasz wybór dotyczy nie tylko nas samych, ale także innych, naszego otoczenia.

Patrzę na tę książkę i zachwycam się jej bogactwem, pomysłem na nią. Ot, powiecie, historia o  ludziach, muchach, lisach i krokodylach. Ale nie tylko, jest tu i zabawa słowem, i precyzja przekazu tego, co autorzy chcą nam powiedzieć, na co zwrócić naszą uwagę. Do tego starannie przemyślana forma, minimalizm w zakresie ilustracji, nawet doboru kolorów. Świadome łączenie tekstu i obrazu, i przemyślane oddziaływanie nimi na czytelnika. Bez niepotrzebnych ozdobników, w samo sedno. Może tak właśnie rodzą się evergreeny?
  
Wydawnictwo Widnokrąg, Piaseczno 2013
Ilustracje Franciszka Themerson


2 komentarze:

Dziękuję :)