niedziela, 17 listopada 2013

Wierzcie w Mikołaja!, Lotty Olsson


Tak, wiem, że do świąt jeszcze dużo czasu. Nie dałam się zaczarować wystawom sklepowym, których twórcy próbują mnie przekonać, że już teraz powinnam rozpocząć moje gwiazdowe zakupy. Ale za to uległam książce, która zaczarowała mnie swoją czerwoną okładką i z którą w tym roku na pewno będziemy czekać na Boże Narodzenie. Wczoraj przeczytałam ją jednym tchem, mimo że ma formę kalendarza adwentowego i warto dzielić przyjemność z czytania jak w prawdziwym kalendarzu - wyjmując codziennie po kawałku czekolady.

Ta książka jest dla mnie ważna z kilku powodów, poza wzruszeniem, które autentycznie odczuwałam po jej lekturze. Myślę, że nie skradnę nikomu przyjemności z czytania, jeśli napiszę, że pewnego dnia w Sztokholmie na ulicy Widara, a potem w Szwecji i na całym świecie zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Świąteczne przygotowania spełzają na niczym, gwiazdy, które wiesza się i pali w oknach  gasną, żarówki się przepalają, choinki oblatują z igieł, a świąteczne dekoracje znikają z pawlaczy albo zamieniają się w niepodobne do niczego, pozbawione ducha "tych" świąt. Nawet w kalendarzach adwentowych są tylko puste miejsca, po czekoladkach zostaje jedynie zapach. Co gorsza znika też cały świąteczny nastrój i nawet wystawy sklepowe, od których zaczęłam, nie błyszczą, nie migoczą i nie przypominają o świątecznych zakupach. Potrzeba dwudziestu czterech dni, by dowiedzieć się, kto za tym stoi i dlaczego. Potrzeba dwudziestu czterech kalendarzowych okienek, by święta były takie, jakie być powinny.

Poznajcie Tinę i małego trolla, bohaterów tej historii. Moja starsza córka nie wierzy już w Mikołaja, mój syn – nadal tak. Kiedy przeczytałam tę książkę, przypomniałam sobie o tym, co jest ważne w świętach i czekaniu na nie. Owszem, nastrój, klimat, światełka, zapach igliwia, przygotowania, bez których świąt po prostu nie ma, ale także wiara w tego, o którym często zapominamy. Bo chociaż święta to Mikołaj, to tego prawdziwego Mikołaja jest w nich czasem najmniej. Myślę, że docenienie Mikołaja przychodzi z wiekiem, kiedy coraz większą przyjemnością jest robienie prezentów dla innych. Bycie Mikołajem - nobilituje.

Każdego roku szukam książki, która będzie z nami w czasie adwentowych przygotowań. Mamy ich już całkiem sporo. Z czasem straciłam poczucie, że powinnam kupić kolejną lekturę na ten temat, w końcu moje dzieci są już takie duże. A o Mikołaju wiedzą już wszystko, zwłaszcza to, że tego prawdziwego niełatwo jest spotkać. W tym roku mamy ten kalendarz z Zakamarków, gdzie niby wszystko jest takie oczywiste, a nowe i przyda się nam bardzo! Narysowany przez naszego ulubionego rysownika, w cudnie świątecznych, ciepłych kolorach, które pamiętam dobrze z domu Binty. Z przyjemnością otworzę z dziećmi wszystkie 24 okienka.

Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2013
Ilustracje Benjamin Chaud


23 komentarze:

  1. będziemy czytać. A czy książka nie podważa wiary w św. Mikołaja? Tzn. nie tego prawdziwego świętego, ale tego, który teraz "roznosi" prezenty... mój synek nadal bardzo mocno wierzy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tina wie, że prezenty roznosi sąsiad, Bertil. Zatem możemy stwierdzić, że bohaterka nie wierzy w TEGO Mikołaja (przynajmniej od czasu, kiedy Bertil zdjął brodę, by napić się grzanego wina). W istnienie tego prawdziwego też chyba w sumie nie wierzy. Takie są fakty na podstawie tekstu.
      Będę czytać książkę z prawie siedmiolatkiem, który wierzy w Mikołaja. Ale wiadomo, że Mikołajów przed świętami jest dużo. Na przykład w przedszkolu, czy w szkole. Zawsze zmierzam wtedy w rozmowie w tym kierunku, że wszyscy oni są pomocnikami Świętego. Mikołaj działa na wiele sposobów. Samemu też można być Mikołajem - dla kogoś. Moje dzieci dobrze to odbierają.
      Finał książki w każdym razie nie pozostawia złudzeń, w kogo wierzą dzieci.

      Mam nadzieję, że udało mi się odpowiedzieć.

      Usuń
    2. Anonimowe Zakamarki ;)

      Jednym z głównych bohaterów (acz ukrytym) jest ŚM ;) Wkurzony na ludzi, że przestali w niego wierzyć, postanawia nie doprowadzić do Świąt... ŚM istnieje, oczywiście! Jedynie poddaje (sam ŚM) w wątpliwość to, że wszystkim przynosi prezenty, no bo jak jeden brodaty staruszek miałby obdarować wszystkie dzieci ;) Ale istnieje!!! ;)

      Usuń
    3. Pewnie, że istnieje! Potwierdzam!

      Usuń
  2. Mamy książkę od dnia premiery, ale chociaż kusi to nie zaglądam:) czekam do 1 grudnia... oj będzie się działo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zazwyczaj też czekam i lubię czytanie razem z dziećmi, dzielenie z nimi przyjemności po kawałeczku.
      W tym roku miałam trochę wątpliwości, czy książka będzie jeszcze dla nich odpowiednia, więc... zajrzałam.

      Usuń
  3. Co roku robimy sami swój adwentowy kalendarz. Staramy się, żeby był w nim tyle "okienek", ile dni ma adwent w danym roku. Podczytałam sobie "Wierzcie w Mikołaja!" na Merlinie i mam problem. W książce niestety wyraźnie jest napisane, że pierwszy dzień adwentu to pierwszy grudnia. W tym roku akurat tak, ale nie zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też mamy swój własny, każdego roku trochę w innej formie, z zadaniami na każdy dzień. Przypomniałaś mi, że już czas obmyśleć konecept na ten rok.

      Książka jest podzielona na 24 rozdziały (24 dni), ale tak jest przy wszystkich gotowych kalendarzach, bez względu na to, kiedy rzeczywiście wypada pierwsza niedziela adwentu. My zaczynamy z kalendarzem pierwszego grudnia, ale w przypadku domowego kalendarza wcześniejsze dni można ująć rozszerzając go o brakujące okienka. W książce jest ich, ile jest.

      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Masz rację, że standardowo są 24, ale tu dodatkowo wyraźnie jest powiedziane, że 1 grudnia = 1 dzień adwentu i to mi nie pasuje, bo nie pozostawia miejsca na komentarz.

      Usuń
    3. Fakt, jest w tym pewna nieścisłość. Ale dla wielu osób, tu wyznam, że także dla mnie, adwent po prostu kojarzy się grudniowo. Zawsze staram się wyjaśniać to dzieciom, przypominać. Kilka razy jednak już tak się zdarzało, że widziały pierwszą zapaloną świecę, a z samym kalendarzem ruszaliśmy po dwóch, trzech dniach. Zależy jaki jest rok.

      Usuń
    4. Dlatego właśnie napisałam, że ja mam problem. Wiem, że dla większości czytelników będzie to detal pewnie niezauważalny. Ja nie umiem sobie jednak wyobrazić, że miałabym moim dzieciom utrwalać błędne przekonanie, że adwent to tylko te 24 dni. Myślałam nawet o tym, żeby pomijać ten element przy czytaniu, ale Najstarsza na pewno wyczyta to sobie sama i reszta też zostanie poinformowana, że z tą książką nie wszystko jest w porządku. Bo co innego kalendarz z czekoladkami, co do którego przyzwyczaili się, że obejmuje tylko grudzień, ale nikt nie mówi, że to cały adwent, a co innego stwierdzenie wprost: "Jest pierwszy grudnia, pierwszy dzień adwentu...".

      Usuń
    5. Pytanie jeszcze, jak to jest w Szwecji z tym pierwszym dniem, skoro padają takie słowa w tekście. Postaram się to sprawdzić.

      Usuń
    6. We wszystkich Kościołach chrześcijańskich adwent trwa od czwartej niedzieli poprzedzającej święto Bożego Narodzenia.

      Usuń
    7. W takim razie jedynym wytłumaczeniem, jakie przychodzi mi do głowy jest to, że tak było akurat w tym przypadku, w tym konkretnym roku, kiedy dzieje się akcja tej książki.
      Pierwsza niedziela adwentu jest dniem ruchomym, innym każdego roku, w 2013 wypada akurat podobnie tak jak w książce, w przyszłym roku już inaczej, nie ma przekłamania, jeśli o tym wiemy.
      Ale może to być także pewne uproszczenie, o którym pisałam wcześniej. Nie sądzę, żeby dzieci przykładały wagę do samej daty, skoro wiedzą, że rozpoczęcie adwentu ma ruchomą datę. Wyznacznikiem jest niedziela, kiedy w kościele jest zapalona pierwsza świeca, a sama data bywa różna co roku.
      Sprawdzam jeszcze, co na ten temat sądzą szwedzcy przyjaciele.
      Ja sama już chyba nic nie jestem w stanie dodać w tym temacie;)

      Usuń
    8. Ja już chyba też niewiele. ;)

      Usuń
    9. W Szwecji tak jak w Polsce. Cztery niedziele przed. Pierwszy dzień grudnia nie jest dniem rozpoczęcia adwentu.
      Jestem w stanie przyjąć, że zdanie, które napisała autorka książki, jest nie tyle nieprawdziwe, ile mieszczące się w granicach prawdy. Bo bywa i tak. Ale patrząc na nie dosłownie - może wprowadzać w błąd.

      Myślę, że damy sobie z nim radę:)

      Usuń
    10. Zakładko! Kupiłam. Zaczynamy 1. grudnia.

      Usuń
    11. My też wspólnie od pierwszego.
      Ja tymczasem zastanawiam się, czy uda nam się podzielić tekst na 24 adwentowe kawałeczki, czy też połkniemy go na raz. Zobaczymy. Obawiam się, że będziemy zmagać się z naszym (ksiażkowym i czekoladowym) łakomstwem;)

      Usuń
    12. A ja odwrotnie. Martwię się, że nie starczy nam czasu, żeby codziennie, rodzinnie usiąść do czytania i będziemy musieli nadrabiać zaległości w weekendy...

      Usuń
    13. Ostatnio mamy podobnie. Nawał lekcji razy dwa i wieczorem dosłownie kilka linijek tekstu, który jestem w stanie przeczytać. Bo wiem, że rano trzeba jednak wstać. Liczę, że grudzień będzie nieco lżejszy w szkole!

      Usuń
  4. Przeglądałam tę książkę ostatnio w bibliotece i cały czas "noszę" ją w pamięci.
    Od 1 do 24 grudnia można też czytać jedną z książek Janosha, a ze starszym dzieckiem "Tajemnicę Bożego Narodzenia" Gaardera - czytałam w tamtym roku dziewięcioletniej córce i M. była zachwycona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeglądałam ją w księgarni, a nie w bibliotece - z biblioteki to bym tę książkę bez chwili zastanowienia wyniosła:)

      Usuń
    2. Janosch mnie kiedyś trochę zaszokował, ale to było dawno, muszę sprawdzić jak jest teraz. "Tajemnicę" bardzo lubię - czytałam będąc w ciąży z synem i bardzo się niecierpliwiłam, żeby z zdążyć. Ale wspólnie jej jeszcze nie czytaliśmy,

      Chęć wyniesienia rozumiem- jak dobrze że są biblioteki i można bezkarnie wynosić (i potem oddawać)

      Pozdrawiam, miłej lektury.

      Usuń

Dziękuję :)