czwartek, 10 października 2013

Chusta babci, Åsy Lind




Pod namiotem z chusty babci jest spokojnie. Nie docierają tam hałasy z zewnątrz, krzątanina i zamieszanie, które wywołuje obecność dorosłych. Pod chustą w czerwone kwiaty można zebrać myśli, poukładać sobie wszystkie elementy układanki, zrozumieć to, wymaga przemyślenia, zastanowienia.

Książka rozpoczyna się powrotem babci ze szpitala. W mieszkaniu zbiera się cała rodzina. Pobrzękują filiżanki, ktoś wylewa herbatę, jedno z dzieci kaleczy się w palec. Pod nogami, na dywanie, pełzają maluchy. Pies, nieprzyzwyczajony, szczeka skołowany. Ktoś z sąsiadów płacze, a mama tłumaczy, że to „ze szczęścia”. Czyżby w obawie przed obarczeniem dzieci niepotrzebnym lękiem?

Mieszkanie jest wypełnione dorosłymi, którzy próbują opanować sytuację z babcią, a przy okazji udowodnić, że mimo choroby nic się nie zmieniło, że wszystko jest tak, jak zawsze. W tym zamieszaniu, bieganiu między kuchnią a stołem, podawaniem klopsików i opatrywaniem ran, nie ma zbyt wiele czasu na myślenie, na roztrząsanie tego, co się dzieje. A pewne myśli najlepiej zagłuszyć. Tak myślą dorośli.

Na uboczu opowieści znajduje się babcia, właścicielka chusty, sprawczyni całego zamieszania, spowita ciszą i spokojem. Babcia i dzieci, które szukają sobie miejsca. Dosłownie i w przenośni. Niestety, ani wietrzny balkon, ani łazienka, do drzwi której co chwilę ktoś się dobija, nie wydają się dla nich odpowiednie. Na dodatek dzieci otrzymują od rodziców jasny komunikat. Mają "się zachowywać", nie przeszkadzać i nie komplikować. I wygląda na to, że także nie analizować, nie rozmyślać. Ale dzieci różnią się od dorosłych.

Przypomniała mi się ostatnia Wigilia mojej babci. Babcia była już bardzo słaba i nie wstawała z łóżka. Pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy, co się z nią dzieje, w jakim jest stanie. Mimo to dorośli, którzy siedzieli przy wigilijnym stole, zachowywali się tak „jak zwykle”. I też wydawali się nie dopuszczać do siebie pewnych myśli, starali się właśnie "nie myśleć". Życie toczy się nieprzerwanie. Tak myślę o tamtych wydarzeniach z perspektywy czasu. Wtedy czułam jednak, że z babcią nigdy już nie będzie „tak, jak zawsze”. Ale nie rozmawialiśmy o tym.

Początkowo sądziłam, że "Chusta babci" to książka o śmierci, o przemijaniu i starości, ale tak naprawdę choroba babci jest w niej potraktowana dość pobieżnie, jak zresztą i sama babcia, znajdująca się trochę na uboczu całego zamieszania. A jednak to ona staje się strażniczką dzieci i ze swojej nadwątlonej pozycji broni dostępu dorosłych do świata schowanego pod swoją chustą, w którym dzieci mają prawo odczuwać to, co chcą. I to z babcią dzieci mogą porozmawiać o wszystkim, co jest dla nich ważne, „o życiu, o śmierci i o donicach, a najwięcej o łodziach ratunkowych i żonglerach”. Babcia jest, słucha, nie przegania, nie zafałszowuje rzeczywistości. Uczy dzieci życia takim, jakie jest naprawdę. W różnych odcieniach, utkane z radości i smutku, z różnych zaskakujących myśli i emocji.

 Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2013

Ilustracje Joanna Hellgren


8 komentarzy:

  1. Bardzo podoba mi się Twoja recenzja. Wiele recenzji tej książki czytałam, ale ta ten opis jakoś najbardziej mnie porusza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Ta książka przypomniała mi o wielu sprawach, dokładnie tak wspominam wiele chwil z mojego dzieciństwa. Te relacje między dziećmi i dorosłymi, to jest kapitalnie pokazane. Niesamowite, że mówimy o książce dla dzieci, która dotyka też dorosłego. Praktycznie mogłabym przeczytać ją tylko sobie.

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Masz dość zbieżne poglądy z moimi na ten tytuł, a czytałam już mnóstwo interpretacji - dla mnie to też nie jest książka o śmierci. I moim zdaniem Babcia rozumie Dzieci dlatego, że już przestała się spieszyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, babcia nie musi już się śpieszyć i jest daleko od tego, czym zajęci są inni dorośli. Przypuszczam, że to zaabsorbowanie pozwala dorosłym nie myśleć, odciąga ich myśli od tego, czego najbardziej się boją. Może dlatego zachowują pozory, że "wszystko jest jak zawsze". W przeciwieństwie do dzieci i babci, którzy nie uciekają przed niczym, o wszystkim mogą pomyśleć i porozmawiać. Czyżby zatem dorośli bali się bardziej?? Dziwna myśl, zazwyczaj myślimy, że jest odwrotnie...

      Z drugiej strony przypomina mi się scena z filmu "Łowcy jeleni", gdy z Wietnamu nie wraca jeden z przyjaciół. Pozostali spotykają się. Łzy płyną po twarzy, ktoś z obecnych zabiera się za robienie jajecznicy. Życie, mimo cierpienia, toczy się dalej...

      Usuń
  3. Od dłuższego czasu zastanawiam się, kupić, nie kupić. NIestety nie mam tu żadnej księgarni ani biblioteki, żeby móc do książki zerknąć i samej ocenić, czy to jest właśnie to... Twoja słowa zachęciły, choć ilustracje jakoś nie przemawiają. Wydaje mi się, że brakuje w nich ciepła, które sobie wyobrażam myśląc o babci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to był chyba pierwszy kontakt z ilustracjami Joanny Hellgren. Powiedziałabym, że rysuje w duchu, do jakiego zdążyliśmy się już przyzwyczaić, na pewno jest w tych ilustracjach jakaś oszczędność wyrazu. Ale pod wełnianą chustą babci i w umysłach tych dzieciaków, w ich wyobraźni wiele się dzieje. Jest też ilustracja, której akurat nie sfotografowałam, ale mogę podesłać Ci mailowo, gdzie to ciepło i porozumienie jest wyraźne, cała trójka siedzi na fotelu, widzimy, że dzieci gestykulują, opowiadają, a babcia słucha, patrzy na nie z uwagą; patrząc na nią nie mam wątpliwości, że babcia i dzieci rozumieją się bez słów.

      Usuń
    2. Dziękuję, właściwie się zdecydowałam :) tak czy siak ilustracje bardzo mi się podobają...

      Usuń

Dziękuję :)