sobota, 7 września 2013

Kajko i Kokosz. Szranki i konkury, Janusza Christy




Ciągle jeszcze pozostaję w klimatach wakacyjnych, bo choć lubię wrzesień i powrót do szkolnych obowiązków moich dzieci, nie ukrywam, że wakacje mogłyby dla mnie trwać i trwać. Jedną z lektur, która pozwala mi myśleć o lecie, jest „Kajko i Kokosz”, a wśród licznych albumów część „Szranki i konkury”, od której zaczęła się moja przygoda z tym komiksem i jego bohaterami.

Dostałam tę część od rodziców, którzy przyjechali mnie odwiedzić na moich pierwszych w życiu koloniach. Który to był rok? Pierwsze dwuczęściowe wydanie "Szranek i konkur" ukazało się w 1985 roku, więc chyba by się zgadzało. Przypomina mi się kolonijny dworek i drewniane poręcze schodów, które prowadziły do naszych sypialni na piętrze. Pamiętam park dookoła i duże czerwone drzewo, w dziupli którego chowaliśmy karteczki - wskazówki do zabawy w podchody. W dolnej części parku było niewielkie jezioro, nad brzegiem którego w pewien mglisty poranek przeszliśmy kolonijny chrzest. I pamiętam te Kokosze, które osładzały mi trochę rozłąkę z rodzicami.

Nowe wydanie, które ukazało się nakładem Egmontu, składa się z trzech zeszytów i jest pokolorowane. Moje nie było, miało też poziomy format. Ale jakie to miało znaczenie, kiedy chciało się je czytać i to czytać jednym tchem! I podążać śladem dzielnych wojów księcia Mirmiła, dzielić ich przygody, razem z nimi szukać złotego jabłka, złotego jaja i złotej korony Rangara! Jest w tej książce wszystko, co może się podobać czytelnikowi i to w każdym wieku, akcja, przygoda, humor, bohaterowie z krwi i kości, których się nie zapomina. Także postacie drugoplanowe zostały przedstawione soczyście i z charakterem.

Nie pamiętam, ile razy sięgałam po tę książkę, czytając ją od początku do końca albo na wyrywki, od dowolnego miejsca, ulubionego wątku. Zaśmiewając się. Bardzo lubiłam! I chociaż moje kolonijne egzemplarze zaginęły, wciąż je pamiętałam. 

A wszystko przez kapryśną Fochnę, na punkcie której oszaleli dwaj rycerze, Wojmił i Wit. I nie tylko zadurzyli się w niej bez pamięci, ale jeszcze postanowili zdobyć jej rękę, spełniając jej trzy życzenia. Od czego jednak ma się wiernych wojów, a zarazem przyjaciół, w osobie Kajka i Kokosza? 

Na osłodę minionych wakacji - polecam.

Wydawnictwo Egmont, Warszawa 2012
Kolorował: Jacek Skrzydlewski





4 komentarze:

  1. Kajko i Kokosz! uwielbiam!! jeden z nielicznych komiksów, które kocham ( bo jakoś z komiksami było mi zawsze na bakier)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza Kokoszami bardzo lubiłam "Jonka, Jonkę i Kleksa" (i właśnie kupiłam sobie pierwszą część w ramach wspomnień). Miałam też jakieś komiksy o Tarzanie i w ogóle Świat Młodych w bibliotece wertowaliśmy w poszukiwaniu tych krótkich komiksów na ostatniej stronie...

      A czytałaś Marzi?

      Usuń
  2. Uwielbia(łam)m kokosze! I wciąż mam moje poziome egzemplarze:)
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje gdzieś przepadły, choć podejrzewam, że są po prostu dobrze schowane gdzieś w piwnicy.

      Pozdrawiam i ja.

      Usuń

Dziękuję :)