poniedziałek, 23 września 2013

Czarownica piętro niżej, Marcina Szczygielskiego


Po wakacjach wpadamy w wir szkolnych obowiązków. Pracowity, zabiegany wrzesień. Może i dobrze, nie mamy czasu na tęsknotę za latem, które właśnie się skończyło. Pociechą jest paradoksalnie jesień, długie wieczory, idealne do wspólnego czytania. Ale w pamięci mamy jeszcze książki, które czytaliśmy w wakacje, pachnące truskawkami i przygodą, która czai się na każdym kroku, nawet tam, gdzie się jej nie spodziewamy. Taka jest „Czarownica piętro niżej”, która udowadnia, że wszędzie można przeżyć coś nadzwyczajnego. Nawet tam, gdzie powinno być nudno, choć wcale nie musi.


Maja wyjeżdża na wakacje trochę przymusowo. Właśnie urodziła się jej siostrzyczka, a rodzice zajęci bieganiem między domem a szpitalem (niemowlak musi przez jakiś czas pozostać w inkubatorze), nie mają dość czasu dla swojej starszej córki. Zapada decyzja o wyjeździe dziewczynki do Szczecina, do dawno niewidzianej ciabci, czyli siostry babci mamy. To dobre rozwiązanie, zwłaszcza, że trwają wakacje. Rozumiem uczucia Mai na wieść o takim wyjeździe, bo i ta daleka ciocia, i podróż pociągiem, i nieznany dom, w którym wszystko jest inne niż we własnym domu, a wszystko to na kilka tygodni. Nie tak mają wyglądać wymarzone wakacje. A w domu ciabci rzeczywiście wszystko jest inne, począwszy od kawy zbożowej, którą pije się tu na śniadanie w wyszczerbionych kubkach, z których każdy ma swoją własną historię, przez pranie, którego robienie jest prawdziwym rytuałem, przez brak telewizji od rana do wieczora, aż po ogród, w którym ciabcia uprawia swoje warzywka, pielęgnuje kwiaty i w którym zwierzęta mówią ludzkim głosem, no i dzieją się rzeczy niesłychane. A to dopiero początek odkrywania starej, rodzinnej historii i początek przyjaźni, którą można przeżyć właśnie na wakacjach.


Nie będę zdradzać szczegółów, powiem tylko, że ta opowieść przypomniała mi, że to codzienność jest najlepszą pożywką do przeżywania przygód i rzeczy wyjątkowych, pod warunkiem, że potrafimy uważnie się rozglądać i mamy choć trochę wyobraźni. Czytaliśmy tę książkę z wypiekami na policzkach i chociaż dzieci drżały jak osika podczas seansu spirytystycznego w jednej ze scen, nie mogliśmy się od niej oderwać. Wielkie brawa za komiksowe ilustracje, za napięcie, dreszczyk, adrenalinkę. Ale chyba najbardziej za relację między Mają i ciabcią, za ich codzienność. I za knedle z truskawkami.

To nasze pierwsze spotkanie z książkami pana Szczygielskiego, ale na pewno nie ostatnie.


Wydawnictwo Bajka, Warszawa 2013

Ilustracje Magda Wosik

2 komentarze:

  1. Nam się "Czarownica..." bardzo podobała i jestem strasznie ciekawa innych książek autora. Wypatrzyłam już w bibliotece "Czarny młyn", a że dziś wybieramy się do biblioteki, może uda mi się tę powieść wypożyczyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. U Ciebie znalazłam zachętę do sięgnięcia po tę książkę i nie zawiodłam się. W zapowiedziach jesiennych widzę już nową książkę autora -"Arkę czasu" i przyznam, że ostrzę sobie na nią ząbki

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :)