wtorek, 13 sierpnia 2013

Cztery strony czasu, Iwony Chmielewskiej


Okna domów na rynku widziały bardzo wiele. Patrząc na nie, można się zadumać, można zdać sobie sprawę z  upływu czasu. Czasem wystarczy jedna chwila, żeby coś się wydarzyło, a domy na rynku zmieniły swój wygląd, funkcję i przeznaczenie. Ale mimo wszystko odnoszę wrażenie, że one wciąż trwają, niczym świadkowie upływającego czasu i swojego własnego losu. Każdy z tych domów ma swoją historię. A wszystkie są skierowane tak samo, w kierunku położonej centralnie ratuszowej wieży z zegarem, zwróconym w cztery strony świata i na cztery strony rynku. A zegar każdego dnia, od stuleci, odmierza czas swoim mieszkańcom. Mieszkańcy domów przy rynku nie potrzebują innych zegarów, wystarczy, że spojrzą za okno. Za oknami tych domów wciąż toczy się życie, wzrastają nowe pokolenia, a ich mieszkańcy weselą się i martwią, "(...) otwierają kluczami drzwi, przynoszą zakupy, myją naczynia, czeszą włosy, siadają do stołu, przytulają dzieci, chorują, ziewają, przyszywają guziki, czytają książki, rozmyślają o przyszłości. Robią codziennie wszystko to, co zwykle robią ludzie - teraz i pięćset lat temu". W jednym z nich, jak dowiedziałam się na spotkaniu z autorką, które odbyło się w lipcu w Dworze Artusa, urodził się mąż Iwony Chmielewskiej. W jeszcze innym moja mama. Za drzwiami każdego zaczęła się jakaś historia. Okna tych domów mają różne kształty, warto im się przyjrzeć. Próżno szukać tu "okien z książki", chociaż chciałam je znaleźć. Można je sobie wyobrazić, zwłaszcza, że za wieloma z nich musiała się mieścić jakaś kuchnia, pracownia, pokój dziecięcy albo salon.

Ale w centrum wszystkiego zawsze był zegar.


Iwona Chmielewska zabiera nas w niezwykłą podróż. Co sto lat, począwszy od roku 1500, zaglądamy do tych samych czterech okien, znajdujących się po czterech stronach rynku, do kuchni, pracowni, pokoju dziecinnego i salonu. Czas płynie. Przemijają pokolenia, zamieszkujące te pomieszczenia osoby, zmieniają się pory roku, moda, stroje, wystrój, otaczające mieszkańców przedmioty. Wskazówki zegara na ratuszowej wieży pędzą jak szalone. Ale choć czasy się zmieniają, czujemy, że mieszkańcy domów przy rynku wciąż na nowo odgrywają swoje role, jak pisze autorka "od setek lat każdego dnia i o każdej godzinie odbywa się przy rynku teatr życia, którego aktorami są mieszkańcy miasta." Życie ludzi wciąż jest podporządkowane określonym prawidłom, trosce o bliskich, zmaganiom o dobre życie, obawie o przyszłość. I bez względu na ilość odmierzonego czasu, wydaje się niezmiennie takie same. Przeszłość splata się z teraźniejszością. Czas, o którym mówi się, że przemija, często zatacza koło. Warto prześledzić ilustracje, które snują ciekawą opowieść. Opowiedziała o nich autorka, podkreślając, że książki dla dzieci, są adresowane także dla dorosłych. Widzimy zatem przedmioty z „dawnych czasów”, które wciąż służą następnym pokoleniom. Zabawki dziadków cieszą ich wnuków. Ten sam latawiec, który w 1700 roku wymaga dokończenia i leży na stole w pokoju dziecinnym, sto lat później wesoło kołysze się za oknem, na tle tarczy zegara. W kuchni, na przełomie wieków, na naszych oczach wyrasta ciasto. Rybak z 1500 roku łowi rybę, która następnie zostaje zjedzona, kilka wieków później… Takich historii jest więcej i warto je wyłowić, pobawić się nimi. Pojawia się tu w końcu i Iwona Chmielewska w swojej pracowni, a na stole jej książka (zapewne nie śniła wtedy jeszcze o swoim sukcesie). Dekoracje się zmieniają, a życie biegnie swoim biegiem... Jak dobrze, że nad łóżkami dzieci wciąż czuwają te same dobre anioły.

Pokój dzieci, rok 1500
1600
1700
1800
1900
i 2000
Opowieść o „Czterech stronach czasu” też zatoczyła koło.... Przebyła daleką drogę z Torunia do Korei (gdzie po raz pierwszy została wydana) i następnie z Korei do Torunia, ale drogą wiodącą przez Poznań, w którym zdecydowano się ją wydać i to po królewsku, bo zachwyca w niej także staranność wydania. Cieszę się, że znowu jest w Toruniu.

Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2013

Wszystkie cytaty zawarte w tekście pochodzą z książki.

8 komentarzy:

  1. Świetna książka, aż chce się przeczytać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto. Z każdym czytaniem odkrywa się w niej coś nowego. Ostatnio namiętnie przesiadywałam w kuchni, zwłaszcza tej z roku 2000. Świetna zawartość kuchennych półek, ten Dr. Oetker, Lavazza i czekoladki m&m's.

      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Super pomysł i piękna ksiązka. Musimy ją przeczytać.
    Okna kamienic staromiejskich - niestety pustoszeją. Coraz mniej w nich zycia, takiego jak w ksiązce. Mam nadzieję, że jednak kolejne pokolenia będa mogly dopisywac do nich swoją historię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ludzie uciekają z miasta, i życie, takie prawdziwe, związane na przykład z rzemiosłem, w dużej mierze też. Mamy za to wysyp banków. Ale codzienne życie ludzkie toczy się za tymi oknami na pewno. Można się zastanawiać, jaki rozdział dopisze historia za kolejne sto lat i jak będzie wyglądało życie dookoła rynku...

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Nadal jeszcze nie miałam jej w ręku. Trochę się boję, bo Toruń jest mi dość obcy. Czy książka mimo to zadziała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio przeczytała ją moja znajoma, spoza Torunia, i nie kryła swojego zachwytu. Ja zyskałam nadzieję, że teraz na pewno się do Torunia wybierze.
      Cieszę się, że ta książka opowiada o Toruniu, to piękny prezent i wielkie wyróżnienie dla miasta, ale - jak to u Iwony - jest tak uniwersalnie i pięknie, że gdyby powiadała o Krakowie czy Poznaniu, to też chciałabym ją mieć.
      Mówi o konkretnym mieście położonym nad Wisłą, z bogatą historią, której świadkiem jest zegar, ale poza ogólnym zarysem i tłem historycznym jest to opowieść raczej fikcyjna.
      Iwona opowiada o Toruniu, który na taką opowieść zasługuje. Czy ją doceni?

      Czy trzeba znać Toruń by się w niej zakochać? Nie, myślę, że nie. Miasto jest punktem wyjścia opowieści o czasie, przemijaniu, powtarzalności losów ludzkich, to rzeczy bliskie nam wszystkim.

      Jeśli nie jesteś pewna, pożycz z biblioteki, ale może się zdarzyć, że szybko jej nie oddasz:)

      Usuń
    2. To chyba ja, spoza Torunia, aż miło na sercu na wspomnienie o tej książce.
      Ciagle leży na wierzchu, jak już stanie pionowo na półce miedzy innymi trochę się zapomina i zaciera ...
      Kiedy jest na wyciagniecie ręki jest jakby w czytaniu ciągłym. Tak jak życie biegnie i te historie się piszą dalej same.
      Pozdrawiam Agnieszko
      Toruń kiedyś odwiedzę :)
      Z

      Usuń
    3. To teraz trzymam Cię już za słowo:)

      Usuń

Dziękuję :)