niedziela, 14 lipca 2013

Vimmerby



Na rynku okręt pod piracką banderą. Kawałek dalej pomnik. Otwarty na przybywającego czytelnika pokój, w którym spotykamy ubraną skromnie kobietę, siedzącą przy maszynie do pisania. Gotową do pisania, chociaż, jak się wydaje, szukającą może odpowiedniego słowa. O czym myśli, jaką historię ma do opowiedzenia? Można obok niej usiąść, można do niej po prostu zajrzeć w przelocie, przez otwarte okno. Obecność staruszki na rynku przed dawnym ratuszem, w którym obecnie mieści się informacja turystyczna, nikogo nie dziwi. Tym bardziej, że jej duch wciąż unosi się nad dachami Vimmerby.



Obecność Astrid Lindgren czuć w wąskich uliczkach i między drewnianymi domkami, które nie zmieniły się zbytnio od czasu, kiedy była jeszcze małą dziewczynką. Czuć ją w dobrze zaopatrzonej księgarni na rynku, której okno wystawowe wprost pyszni się książkami dla dzieci podpisanymi prawie wyłącznie jej nazwiskiem; w pamiątkach, kartkach pocztowych, które kupujemy do wysłania do domu, w drobiazgach i "miejscach" z nią związanych, a także bohaterami jej książek, których warto poszukać.



Podekscytowani, zaopatrzeni w przewodnik „Przygody Astrid – zanim została Astrid Lindgren”, który staje się naszym drogowskazem po Vimmerby, ruszamy ulicą Wielką do sklepu w którym Pippi kupiła 18 kilo cukierków. Prawda, że już sam budynek działa na wyobraźnię?












Idąc dalej skręcamy w wąską uliczkę, wyłożoną kocim brukiem, gdzie w małych, czerwonych domkach jeszcze nie tak dawno mieszkała biedota, a detektyw Blomkvist tropił swoich przestępców. Spotykamy tu przeciągające się leniwie koty i pana naprawiającego swój samochód, obok którego się przeciskamy, wąskim przejściem. Przepraszamy za nasze myszkowanie, pokazując na książkę, która nas inspiruje i... od razu spotykamy się z życzliwym zrozumieniem oraz zachętą do dalszego oglądania. To tylko jeden z wielu przejawów sympatii, której doświadczamy w Vimmerby.





Wiele miejsc prawie nie zmieniło się od czasu, kiedy Astrid Lindgren chodziła do szkoły. Niektóre budynki zmieniły tylko swoje funkcje, tak jak szkoła podstawowa przy kościelnym wzgórzu, w której obecnie mieści się pizzeria. Wspinając się w kierunku Näs pokonujemy drogę, którą córka Hanny i Samuela Augusta przemierzała codziennie, wiele lat temu. Jest to spory kawałek, ale taki spacer musiał być też przyjemny, zwłaszcza że w połowie drogi przyłączała się do niej najlepsza koleżanka, Madika. A wtedy droga mijała szybko i wesoło. A tak wygląda dom Madiki. Bardzo, bardzo chciałam go zobaczyć, mając w pamięci ptasią perspektywę ilustracji Ilon Wikland i filmową adaptację książki. Czy płynie obok niego rzeczka? Nie widziałam jej. A ogródek na tyłach domu wydał mi się mały. Sam dom był dawniej biały.



Trudno dziś to  sobie wyobrazić, ale wcześniej Näs znajdowało się poza miasteczkiem i było wsią, otoczoną rozległymi pastwiskami, z których Samuel August wykopywał swoje wielkie kamienie, do Näs prowadziła też wiejska droga. Dziś jest to teren, który jest częścią Vimmerby, rozwija się tu przemysł, produkcja, powstały osiedla mieszkaniowe i duże sklepy, a dawna sielskość rozwiała się jak poranna mgła. Mimo wszystko nie zawiodłam się, Näs jest nadal miejscem wyjątkowym, w ktorym  zadbano o to, żebyśmy cofnęli się w czasie i zobaczyli je takim, jakiem widziała je Astrid, ukryta w konarach lemoniadowego drzewa.





Muzeum i wizyta w domu rodzinnym Astrid to punkt obowiązkowy naszego pobytu w Näs. Poza oczywistym "chłonięciem atmosfery" okolicy. Muzeum przyciąga bogatym archiwum, dostępem do multimediów (brakuje tylko polskiego lektora w wersji audio), a sklepik obok kas kusi pamiątkami dla dzieci. Natomiast dom rodzinny pisarki wywołał we mnie czyste wzruszenie. Za wizytę w domu rodzinnym, czerwonym domu, płaci się oddzielnie, ale koniecznie trzeba się na nią zdecydować. Astrid odnowiła swój rodzinny dom i urządziła go dokładnie tak, jak wyglądał w czasach jej dzieciństwa. Na ścianie w kuchni wciąż wiszą kapelusze Samuela Augusta i Hanny, w sypialni stoi to samo łóżko, w którym się urodziła i o miejsce w którym toczyła walki ze starszym bratem Gunnarem. Na podłodze leżą pasiaste dywaniki. Na stołach stoją świeże kwiaty przyniesione z ogrodu. Zwiedzanie odbywa się w małych grupach, z przewodnikiem i niestety nie można fotografować. W sypialni, pod lustrem, znajduje się szkatułka pełna listów pisanych przez ojca do matki. A werandę oplatają róże. Jest tu po prostu pięknie.







To jeszcze zajrzyjcie do sklepu i na chwilę do muzeum.



Wracamy do Vimmerby. Z nieba leje się upał. Na chwilę siadamy na małej ławeczce pod kościołem, gdzie kiedyś rósł stary jesion i gdzie wszystko się zaczęło, cała opowieść.


A potem trafiamy na targ staroci. Stara czy nowa - Astrid Lingren smakuje tak samo wybornie! 


9 komentarzy:

  1. Zakładko, ale mieliście fantastyczną przygodę. Planuję taką na Kiedyś. Na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odwiedzenie Vimmerby to była tylko część tych wakacyjnych przygód:) Przyznaję, że marzyłam o tym od dawna i bardzo się cieszę, że udało nam się pojechać. I że było tak, jak to sobie marzyłam. Podobnie pięknie było i w innych miejscach, a zwłaszcza Bullerbyn, które oglądaliśmy w promieniach popołudniowego słońca, zagrodach w Katthult i parku ALV. Ale też tych całkiem nieznanych miejscach "gdzieś przy drodze". Może napiszę na ten temat więcej w kolejnym poście.

    Póki coś delektuję się końcówką urlopu. Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna wyprawa! Miło mi znów wrócić do Vimmerby. Nam też tam się bardzo podobało. Podobnie jak zresztą w całej Smalandii. Z ciekawością czekam na dalsze relacje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do poduszki czytaliśmy dziś "Lato Stiny", trochę na przedłużenie tych wakacji. A o Szwecji będzie jeszcze na pewno! Miłego wieczoru!

      Usuń
  4. Pięknie!!!Prawie codziennie w drodze do pracy mijam tablicę z napisem Hultsfred, Szwecja 500 km. Czuję, że powinnam za nią podążyć zanim dzieci wyrosną;) Poproszę o więcej szczegółów z waszej wyprawy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczegóły już wieczorem. Proszę zaglądać!

      Usuń
  5. Świetnie! Może za rok? Wprawdzie ustaliliśmy, że dopóki dzieci będą chciały jeździć na miesiąc wakacji do babci na południe - będziemy raczej tam ruszać na urlop odbierając ich po drodze - ale jeżeli będą chciały odwiedzać babcię do osiemnastki naprawdę mi wyrosną z AL!!! A do Szwecji mamy bliżej niż do babci;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tzn. zajrzę wcześniej niż za rok;)) Upał źle wpływa na stan umysłu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja własnie uznałam, że to dobry moment, żeby tam pojechać, bo za chwilę pojawią się inni bohaterowie, inne lektury. A tak bawiły się aż miło w Ronję i Birka na naszym kempingu!

      U nas też ciepło, ale pracuję!

      Usuń

Dziękuję :)