niedziela, 14 lipca 2013

Lato Stiny, Leny Anderson



Szwedzkie lato na jednej z małych wysp. Charakterystyczne, poszarpane, kamieniste, szkierowe wybrzeże. Mijaliśmy bardzo wiele takich miejsc. Właściwie większość letnich domów w Szwecji jest właśnie taka jak domek dziadka, czyli mała i praktyczna. Jest w nich wszystko i dokładnie to, co niezbędne do życia, a więc przytulne schronienie, woda dookoła w bardzo dużej ilości, żeby można było w niej pływać i chlapać się, a poza tym łódź, na której można wypływać w morze. I łowić ryby, w sam raz na pyszną kolację. Taki jest skandynawski przepis na lato idealne, który można poczuć w tej książce, nie tylko szwedzki, bo o sympatii do wysp można przeczytać i w biografii Tove Janson, i w kilku jeszcze książkach. 

Ale wszystko to byłoby na nic, i ten uroczy domek, i ta wysepka na archipelagu, nad którą unoszą się mewy, bez takiego dziadka i bez takiej wnuczki. Oni wszystko robią razem. Zawsze blisko przyrody, zmieniających się pór dnia, zjawisk pogodowych i własnych potrzeb. Rano, kiedy wstają i patrzą na morze, które jest bez jednej zmarszczki, i potem, kiedy wspólnie wypływają na morze i zbierają sieci, nie wiedząc nigdy, ile ryb się w nie zaplącze. Każdy dzień spędzony na wyspie jest trochę niespodzianką, jest taki sam, ale i trochę inny. Okraszony dziadkowym "co ty powiesz", wyspiarskimi rytuałami i szeregiem małych przyjemności, które czerpie się z leniwie płynącego lata.

Dziadek i Stina wspólnie szykują jedzenie, które najlepiej smakuje na świeżym powietrzu, zmywają naczynia (czasem Stina robi to sama), siedzą sobie w kuchni i słuchają radiowej prognozy pogody. Czasem po prostu milczą, zajęci własnymi sprawami. Ubrani w sztormiaki podziwiają nocny sztorm, bo we dwójkę jest jakoś raźniej. Fajnie jest mieć dziadka, z którym można spędzić lato. I nie nudzić się ani trochę. Bo z dziadkiem wszystko jest możliwe. Nasz urlop się kończy, ale dzięki Lenie Anderson nasze lato trwa dalej!

Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2013

Ilustracje Lena Anderson

Skąd ja to znam?
Bez czerwonych domków nie ma Szwecji.

2 komentarze:

  1. Ostatnio dużo Stiny na różnych blogach i jeszcze nie spotkałam się z negatywną oceną książki. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko kupić Młodszej i poczytać, choć cały czas życzyłabym sobie więcej tekstu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, wiele osób pisało o Stinie, to chyba najbardziej wakacyjna lektura dla młodszych dzieci tego lata. Ja najbardziej lubię w niej pokazanie relacji wnuczka - dziadek, tak ciepło i prawdziwie. U nas też tak jest w rodzinie.

      Usuń

Dziękuję :)