poniedziałek, 3 czerwca 2013

Kuchnia pełna cudów, Marii Terlikowskiej



Na okładce drewniana deseczka i obrus w niebieską kratkę. Książka trafia do mnie jak zawsze, czyli przypadkiem, kiedy czekam na odbiór dziecka w przytulnej i pachnącej dopiero co wyjętym z pieca ciastem klubokawiarni. I rozglądam się dookoła. Poznaję ją natychmiast. Właścicielka rozstaje się z nią bez trudu, na poczekaniu organizujemy wymianę tytułów. Mówi, że taka jest idea tego regału, że książki mają krążyć. I tak wracam do domu z „Kuchnią pełną cudów”.

To chyba jedna w pierwszych książek kucharskich dla dzieci, jakie pamiętam. I wzór do naśladowania dla wielu, które dziś się wydaje. Z tekstem Marii Terlikowskiej, autorki mojej ulubionej książki "Nikt się nie trzęsie". Sympatyczna opowieść o rodzinie Kowalskich i rodzeństwie, Justynie i Tomku, które bardzo lubi przesiadywać w kuchni. I wyczarowywać w niej prawdziwe cuda. Co powiecie na regaty na liściach sałaty albo jezioro z nenufarami? Na muchomory z jajek na twardo i pomidorów albo kocie przysmaki na białym twarogu? A wszystko przyozdobione jarmużem (kto pamięta, co to takiego?) i przygotowanie na bazie tego, co aktualnie znajduje się w kuchni.

Nie potrafię zliczyć, ile razy gapiłam się na tego ogórkowego krokodyla i jak bardzo chciałam wyczarować sobie pieska z kiełbasek. Dzisiaj nie mogę się napatrzeć na kuchenne dekoracje i akcesoria, zgromadzone na ilustracjach Ewy Salamon. Na wazon z kwiatkami, stół nakryty obrusem, starannie ułożone przy talerzach serwetki i "gadżety" z tamtych czasów: serwetnik, imbryczek, pudełeczko na sól. Przypomina mi się dom mojej babci. Mimo upływu lat nie zmienia się to, że je się oczami. Mam nadzieję, że książka doczeka się wznowienia i będzie czarować swoim wdziękiem następne pokolenia dzieci.

Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1988 (wydanie III)
Ilustracje: Ewa Salamon


Justyna i Tomek, czyli kuchenne rodzeństwo
Kocie przysmaki
Przepis na jezioro z nenufarami, czyli westchnienie z dzieciństwa
Sałatka z niczego, czyli najbardziej polski przepis na sałatkę
A ten krokodyl to było coś!

16 komentarzy:

  1. mam i ja! swój egzemplarz z dzieciństwa :) zakurzony, wytarty nieco... wtedy uwielbiałam, teraz uwielbiam. a regaty a sałacie Ewa jadła na urodzinowe śniadanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, proszę, to wspaniale, że przepisy nadal w użyciu, mam zamiar coś zrobić z dziećmi, ale nie zdecydowałam jeszcze co. Może tort serowy, sezon na truskawki w pełni:)

      Usuń
  2. A ja nie znam tej książki. Bardzo mi brakuje książek o gotowaniu z dziećmi. Znacie coś jeszcze godnego polecenia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Cecylka Knedelek" Joanny Krzyżanek, "Dzieciaki do kuchni" Beaty Lipov, Gratka dla małego niejadka" Emilii Dziubak i "Ciasta, ciastka i takie tam" Agaty Królak - to tak naprawdę na szybko.

      Uwielbiam gotowanie z dziećmi, z dziecięcych i całkiem dorosłych przepisów.

      Ostatnio 6,5 latek nocował u dziadków. Babcia zrobiła mu francuskie tosty, czyli chlebki smażone na patelni. Zjadł, wziął dokładkę i zapytał: Babciu, a dasz mi przepis? :)

      Usuń
    2. Dzięki. Ja zupełnie jestem nie w temacie. U nas gotowaniem zajmuje się mąż, a książkami ja, także nie możemy się zgrać.

      A co do przepisu, to w zupełności go rozumiem, ja też lubię wiedzieć wszystko dokładnie i nie eksperymentować w kuchni. ;)

      Usuń
    3. Ja jestem wielką kuchenną eksperymentatorką. I lubię dreszczyk emocji wynikający ze zrobienia czegoś nowego do jedzenia. Często gotuję zupełnie spontanicznie. Chociaż gotować najbardziej lubię w weekendy. To dla mnie naprawdę przyjemność.

      Usuń
  3. Ja miałam, ale gdzieś się książka zapodziała. Kilka przepisów "z głowy" na stół dzieciakom podaję ;): Żaglówki, muchomory, bałwanki i krokodyl...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super:) Ja ostatnio robię kuchenny powrót do smaków Peerelu. Ostatnio jedliśmy naprzykład karpatkę, palce lizać!

      Pozdrawiam i dziękuję za odzwiedziny:)

      Usuń
    2. Na przykład - oczywiście osobno. Wsszystko przez łączenie smaków ;)

      Usuń
  4. Jezioro z nenufarami... Nie miałam tej książki, ale o jeziorze czytałam, przedrukowane w jakimś zbiorku. Co ciekawe, całe dzieciństwo byłam przekonana, że galareta występująca w tym przepisie to taka słodka galaretka z proszku i jakoś w ogóle mi się z tym nie kłóciły rybki z gotowanej marchewki i inne składniki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak miewam:) Może dlatego, że przepisy po prostu kojarzą się dzieciom słodko:) Nigdy nie zapomnę kremu Ptyś, który kiedyś zrobiliśmy. Był wściekle różowy i landrynkowy w smaku, rozczarowaliśmy się.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Nadal mam tę książkę. Bardzo, bardzo sfatygowaną (trafiła w ręce młodszego brata, gdy miał fazę na rwanie książek). Kilka lat temu, może 10, może więcej było wznowienie 'Kuchni...' . Jest też druga część, ale nie pamiętam tytułu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wiem: 'Kuchnia z niespodzianką'. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/149869/kuchnia-z-niespodzianka

      Usuń
    2. Dzięki! Nie wiedziałam, że była druga część. Poszukam jej.

      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
    3. A ja to wiem, ale nie wiem skąd. ;) Może mi kiedyś siostra napomknęła i potem wiedziałam, żeby szukać. (Jeszcze nie znalazłam).

      Usuń
    4. Liczę na piękne wznowienia obu książek.

      Usuń

Dziękuję :)