wtorek, 28 maja 2013

Jak mama została Indianką, Ulfa Starka




Skoro maj, zatem będzie o mamach. Bo bez mamy nie ma książki dla dzieci, nie ma czytania, chociaż coraz więcej w książkach i w czytaniu ojców, z czego można się tylko cieszyć. Ale dziś chcę napisać tylko o mamach. Przejrzałam nasze książki i widzę, że uzbierała się spora kolekcja, chociaż zdjęłam z półki tylko najchętniej czytane tytuły.  Przede mną galeria mam i różne odcienie macierzyństwa. Jakie są książkowe mamy? Z którą z nich jest wam najbardziej po drodze? Na początek kilka ilustracji.

Billy i potwór/ Jak mama została Indianką/ Basia i mama w pracy
Filip i mama, która zapomniała/ Mama bohatera/ Różowe życie

Pierwsze wrażenie w temacie to matki zabiegane, zmęczone, zagubione w codziennym matriksie. Kiedy na nie patrzę, czuję duchową więź, bo żyjemy dosłownie tak samo. Książkowe mamy wiele potrafią znieść. W ekstremalnych przypadkach, kiedy sytuacja je przerasta, zamieniają się w różowe smoki albo przyoblekają w indiańskie barwy. Są dzielne, nie poddają się. Często widzimy je w tle, niemal w ułamku sekundy, przemykające z odkurzaczem, na drugim planie właściwej opowieści. Schowane za linkami rozwieszonego prania. W kuchni, w chaosie, w samym środku bitwy. Stereotyp? Patrzę i myślę, że nie, po prostu proza życia.

Czy robią coś dla siebie? Na szczęście tak. Między obowiązkami i wieczną gonitwą czasem tak. Chodzą na tańce, można zobaczyć je z książką w ręku. Jeśli siedzą przy komputerze, to raczej pod kątem pracy, wyznaczonego celu, rzadziej przyjemności pobuszowania sobie w internecie. Jeśli pracują, to i tak zazwyczaj z marudzącym potomkiem za plecami. I raczej bez słowa skargi. Takie życie. Na szczęście istnieje coś takiego jak podzielność uwagi. I lista zadań dla domowników, w tym dzieci. A skoro o dzieciach mowa, książkowym matkom też trudno jest pogodzić się z faktem, że dziecko dorasta. Mama takiego bohatera jest zawsze gotowa do działania. A i ubranko przeprasuje.

Czy książkowa mama w ogóle odpoczywa? Tak, na wakacjach. To magiczny czas w roku, kiedy zabiegana mama na chwilę przestaje być zabiegana. Odpuszcza, nie spina się i nie walczy z codziennością. Wypoczęta (wypoczywająca) mama niesie swoje potomstwo na barana, zmęczona ciągnie je za rękę, to znak rozpoznawczy. Wypoczęta śpiewa przy ognisku harcerskie piosenki i niewiele rzeczy potrafi ją wyprowadzić z równowagi. Na wakacjach znowu staje się "tamtą dziewczyną". Ładuje akumulatory. Cieszy się chwilą.

Po tak długim wstępie przechodzę do sedna. Książka o mamie Indiance to moja ulubiona książka w temacie matek. Łączy kilka ważnych tematów. Po pierwsze, że matka to też człowiek, w życiu którego istnieje coś jeszcze poza prowadzeniem domu. Przeszłość, marzenia. Mama Ulfa „urywa się” na jeden dzień od swoich obowiązków, ale nie od bycia matką, na swoją wyprawę rusza razem z dzieckiem. Zresztą nie o ucieczkę od smażenia kotletów tu chodzi, ani od tego, co powszednie, raczej o ucieczkę od tego, co sztywne i nie do końca prawdziwe. Od ról życiowych, które czasem nas ograniczają. Mama i Ulf uczą się  patrzeć na siebie od nowa, widzą siebie z nowej perspektywy. Odkrywają rzeczy, których o sobie nie wiedzieli. I cieszą się tym. Mama, zainspirowana synowską zabawą w Indian, rozpuszcza swoje starannie upięte włosy i maluje sobie na twarzy indiańskie wzory. A to dopiero początek bardzo długiego dnia, który spędza ze swoim dzieckiem. Ilekroć czytam tę książkę, mam wielką ochotę pójść w jej ślady. 

Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2008

Ilustracje: Mati Lepp


"Nigdy wcześniej jej takiej nie widziałem."

4 komentarze:

  1. Mamę Indiankę też lubię. Przyznam, że nie wszystkie książki Ulfa Starka przypadły mi do gustu, ale ta akurat tak:)

    I Basi mamę lubię bardzo. Właśnie czytamy z Młodszą "Basię i słodycze" i uśmiecham się pod nosem, gdy mama Basi w księgarni kupuje prezent (wiadomo jaki) dla jakiegoś dziecka ("bo książek nigdy za wiele") i przy okazji kupuje książki dla całej rodziny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też najbardziej lubię właśnie te dwie mamy. A mama Basi jest świetna. Części o słodyczach wprawdzie nie mamy, ale widziałam ilustracje do niej i mam przed oczami księgarnię, o której piszesz. No, cóż, wiele z nas może odnaleźć w tej mamie siebie:)

      Miłego dnia!

      Usuń
  2. Moja ulubiona książkowa mama? Mama Muminka. Chyba nieświadomie posiadłam trochę jej cech: przygotowana na każdą ewentualność, drobiazgowa do przesady, oaza spokoju i strażnik bezpieczeństwa wszystkich domowników. ;)
    Mamy Indianki nie znamy. Musimy nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie! Przy okazji mogę Was trochę lepiej poznać:))

      Usuń

Dziękuję :)