poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Auto, J.M. Brum'a



J.M. Brum - miłośnik motoryzacji, lakonicznych form literackich i solidnych, kartonowych książek. Tyle z strony wydawnictwa. Kimkolwiek jest, ze swoim „nawiązującym” nazwiskiem, sprawił mi wielką radość. Bo i cóż innego mogę powiedzieć. Czekałam na tę książkę od chwili kiedy mój synek był malutki i od kiedy samochody zaczęły wypełniać cały jego świat. Zwłaszcza te czerwone. Książkę kupiłam bez wahania, mimo wieku. Powiecie, to książka dla maluszka. I tak, i nie. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że sześciolatek za chwilę przeczyta ją sobie sam. A poza tym po prostu mi się podoba i wiem, że taką samą frajdę sprawi jemu. Podobnie jak wszystkim chłopcom, których od najmłodszych lat można znaleźć z brzuchem na dywanie. Pośród resoraków. A potem w świecie bardziej realnym, pachnącym benzyną, smarem, szybkością.

Auto jest trochę jak członek rodziny. Auto zna się jak własną kieszeń. Na zimę trzeba założyć mu grubsze opony, latem wystarczy doczepić przyczepę i już można zwiedzać świat. Kiedy auto się pobrudzi, trzeba zabrać je do myjni i zrobić mu porządną kąpiel, najlepiej w dużej ilości piany. A potem wskoczyć i jechać przed siebie, tak żeby wiatr rozwiewał włosy, a pęd powietrza szumiał w uszach. Czasem w aucie zabraknie benzyny i wtedy trzeba je zaholować do domu. Kiedy auto się psuje i „silnik skrzeczy jak dziki zwierz”, nie pozostaje nic innego jak tylko odprowadzić je do warsztatu... I czekać na rachunek (nie, nie ma  tego w książce, ale uważam, że koniecznie trzeba przegadać to z dzieckiem!). A wtedy pozostaje złapać najbliższy, żółty autobus i dobrze się trzymać...

Książka "Auto" to kilka scen z życia ojca, syna i ich samochodu. Wspaniała czerwona okładka, twarde kartonowe strony, które zniosą niejedną podróż. Genialne ilustracje Jana Bajtlika, trafiające w samo sedno, oddające istotę tematu, ruch, prędkość, przyjemność jazdy, ale i zmartwienia, które czasem dopadają każdego posiadacza samochodu. Jakby narysowane sprayem. Nie rozpraszające uwagi, skupiające się na tym, co najważniejsze. Bo auto zawsze jest na pierwszym planie. W deszczu, w śniegu, pod osłoną nocy, zawsze w świetle reflektorów. Jeden z bohaterów ulubionej animacji mojego syna powiedział o autach, że to tylko kupa złomu. Może i tak. Ale nie mówcie tego tym, którzy kochają samochody, a ich serce bije w rytmie silnika. Nie zrozumieją. I nie pokazujcie tej książki tym, których nie chcecie zarazić miłością do tych maszyn. Bo zarazicie, na całe życie.


Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2013

Ilustracje: Jan Bajtlik

Znakomite zakończenie, przyznacie. Jak mówić o tym, co ważne "przy okazji". Kropka nad "i", której nie może zabraknąć w książce o tej tematyce.
Miłośnika aut najłatwiej poznać po resoraku w ręku. Zawsze.

5 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podobają te ilustracje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też. I idę o zakład, że niejeden fan Zygzaka dałby się rozjechać po gorącym asfalcie za tę czerwoną okładkę i czerwony (jak truskawka) lakier na karoserii ;)

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Świetna jest ta książka, w święta była u nas na sesji, więc niebawem będę o niej pisać:) A zygzak to ulubiona bajka Iwa:)) Pozdrawiam cieplutko:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adrianno:) Tak sobie myślę, że to pierwsza książka z autem w roli głównej na naszym rynku, więc radość podwójna, jeśli nie liczyć książki o pewnym żółtym garbusie (która mnie jednak nie do końca się podobała, była trochę przegadana), którą młody miłośnik motoryzacji może się podelektować. Bo wcześniej to raczej musieliśmy "tropić" auta i inne pojazdy w książkach...

      Pozdrawiam ciepło (i znowu zimowo)

      Usuń

Dziękuję :)