niedziela, 3 marca 2013

Poszukiwany, poszukiwana...


Dziś prośba z cyklu „ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”.

To książka mojego dzieciństwa, z której wiersze czytaliśmy dawno temu w domu. Jeden z tych wierszy, a może nawet dwa (świadkowie wydarzenia nie są zgodni, czy był to tylko wiersz „Lis biedaczek”, czy w ślad za nim podążał jeszcze drugi, o podobnym temacie, pod tytułem "Potargana kita"), recytowałam podobno na zakładowej gwiazdce. Miałam wtedy trzy lata i niewiele pamiętam. Niewiele, poza Świętym Mikołajem w plastikowej masce i tureckim, odwróconym na drugą stronę kożuchu, którego odgrywał mój osobisty tata, herbatą w szklankach z cienkiego szkła, podawaną  na grubych podstawkach (a może to były wiklinowe koszyczki?) i pączkami, oblanymi słodkim lukrem. W zasobach rodzinnej pamięci zachował się wiersz, który wtedy deklamowałam, ponoć z dużym przejęciem. I bardzo mgliste wspomnienie książki, z której pochodził. Autora nikt nie pamięta. "To była chyba Kulmowa". Jedno jest pewne. Musiałam ten wiersz (lub wiersze) bardzo lubić, bo znałam je na pamięć i recytowałam bez najmniejszego zająknięcia.

 „Lis biedaczek”

 Lis biedaczek
głośno płacze,
bo mu krzaczek
podarł fraczek!

Gdyby jeża znaleźć w borze,
toby fraczek zeszył może.
Ale wszystkie jeże śpią
i o wiośnie słodko śnią.

Więc do sosny idzie lis:
- Sosno, zaszyj fraczek dziś!
Dobra sosna, jak umiała,
frak igłami pospinała.
Nie myślała dotąd nigdy,
komu zdadzą się jej igły.

Kilka lat temu, dzięki pytaniu rzuconemu na książkowym forum i zrządzeniu losu, skontaktowała się ze mną osoba, która przypomniała sobie wiersz o biedaczku i odszukała na jakimś bardzo wysokim regale, a może nawet strychu, tę książkę. I przesłała mi ksera tego, co z niej zostało. Niestety, niewiele, chociaż to i tak więcej niż z mojego zaginionego egzemplarza. Kilka stron, kilka wierszy, na widok których bardzo szeroko się uśmiechnęłam, o, choćby tego o rybach i raku, przypominającego wyliczankę do powtarzania sobie podczas skakania w gumę:

"Er się mówi tak"

Ryba śpiewa
barytonem!
Ryba, rak.
Ryba, rak.

Wybijając 
rytm ogonem.
Ryba, ryba, rak. 
(...)

Ale dobre i to. Brakowało tylko okładki, tytułu, autora. Czegokolwiek, co poza radością z odzyskanego wspomnienia, pozwoliłoby mi wpaść na trop samej książki. Szukam jej do dziś. Wiele razy przyglądałam się ilustracjom, które na pewno były kolorowe. Jedyne moje skojarzenie pada w stronę Julitty Karwowskiej Wnuczak. Spójrzcie na dziewczynkę z wiersza "Szczeniaczek", czy tylko mnie przypomina ona dziewczynki z "Kukuryku na ręczniku"? Niestety, pani Wnuczak ilustrowała dużo, o ile te ilustracje w ogóle są jej. A książka też pewnie nie miała dużego nakładu...

"Potargana kita"

Raz
nocą ciemną
skradał się lis
po zdobycz
zupełnie pewną...

Aż tu go ktoś za ogon trzyma!
Tarnina!

-Puść! - warknął lis -
to nie zrobię ci nic.
Jak nie puścisz
(wiesz, jak zły bywam),
z korzeniami powyrywam!
(...)


Pamiętacie...?

Na osobę, która pomoże w rozwiązaniu zagadki, czeka nagroda:)




10 komentarzy:

  1. Nie pomogę, niestety, ale jest w tych Twoich poszukiwaniach jakaś magia...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już myślałam, że jest pierwszy trop!
      Bardzo lubię wracać do czasów dziecięcych, to dla mnie magiczny okres. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że dzieciństwo to czas, który chce się pamiętać. Jeśli był szczęśliwy, to na pewno. Tak jest ze mną.
      Wiem, że za kilka lat do pewnych rzeczy już nie dotrę. Książki pójdą na makulaturę albo pokryje je kurz. Podobnie z miejscami, coraz mniej miejsc z „tamtych” czasów, coraz więcej się zmienia. Dlatego tak lubię wracać na "stare śmieci".
      Daje mi to dobrą energię.
      Pozdrawiam i proszę nie ustawać w poszukiwaniach:)

      Usuń
  2. A ja ją mam! :)
    Ewka-Marchewka i inne wiersze - Krystyna Pokorska - Nasza Księgarnia Warszawa 1978
    Jak mi się uda to później mogę przesłać zdjęcie okładki:))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja ją mam!
    "Ewka-Marchewka i inne wiersze" Krystyna Pokorska - Nasza Księgarnia Warszawa 1978
    Jak mi się uda to później prześlę zdjęcie okładki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agako! Moje serce skacze z radości (cytując tytuł najnowszej książki Rose Lagercrantz)!!! Okładkę już znalazłam. Jesteś pewna, że to to? Wiersz o lisie jest? Aż wstrzymuję oddech...



      Usuń
    2. PS Agako, jak się z Tobą skontaktować?

      Usuń
    3. jest wiersz o lisie, a nawet dwa: Lis biedaczek i Potargana kita:)
      agnieszka-orkisz@wp.pl
      pozdrawiam

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Epilog:

      Dziś zdarzyło się tak wiele miłych i zaskakujących dla mnie rzeczy. Prawdziwa magia. Zaraz po komentarzu Agako zerknęłam na serwis A. i znalazłam jedną wystawioną Ewkę. Upewniłam się u sprzedającego, co do zawartości, wiersz jest, znakomicie. Zamówiłam zatem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że sprzedający jest z mojego miasta i na dodatek mieszka kilka domów dalej. "Ewka- Marchewka i inne wiersze" są już u mnie. Nie muszę dodawać, jaką radość czuję. Komentarz moich rodziców: "To teraz wszyscy są już w domu". I tak właśnie jest:)

      Agako, dziękuję Ci pięknie i piszę do Ciebie w sprawie zasłużonej nagrody.

      Usuń
    6. Nie ma za co;-)
      pozdrawiam:))

      Usuń

Dziękuję :)