sobota, 30 marca 2013

Medal pana zająca, Becky Bloom



Pozostając w klimatach zajączków, choć nie wielkanocnych. Wyciągnęliśmy z regału „zajączkową” pozycję. Spojrzałam na rok wydania – 2004. Ta książka była wielkanocnym prezentem dla roczniaczki i chyba naszym pierwszym spotkaniem z ilustracją Pawła Pawlaka, jego charakterystyczną, kanciastą kreską. Bo w klimacie zajęcy to było chyba pierwsze słowo ilustratora, rok później narodził się Jajuńciek.

W lesie nie ma zgody, zwierzęta ciągle ze sobą walczą. O tamę, o staw, o tunele, o każde drzewo w lesie. Pan zając jest trochę ponad to, z czym zmagają się inne zwierzęta, żyje na uboczu, patrzy z dystansem, pielęgnuje w sobie zachwyt nad samym sobą i przekonanie o byciu najszybszym zwierzęciem w lesie, na którego inne zwierzęta patrzą z szacunkiem. To mit, bo pan zając nie wygrał żadnego wyścigu, a swoje medale kupił na pchlim targu... Ale przecież nikt o tym nie wie, a mit zobowiązuje, więc pan zając żyje jak biegacz, podtrzymując i kultywując rytuały, takie jak listek sałaty na śniadanie i czytanie prasy sportowej... Pewnego dnia w lesie pojawia się nowe zwierzątko- panna żółw. Pan zając odnosi się do tego faktu z obojętnością, bo czy żółw może zaszkodzić biegaczowi takiemu jak on? No way. Wszystko zmienia się, gdy pan zając widzi pannę żółw, biegającą po lesie... Bez zastanowienia postanawia udowodnić, kto tu rządzi, ale właśnie, bez zastanowinia, ponieważ rzeczywistość okazuje się być bardziej gorzka niż przypuszczał.

Becky Bloom opowiada mądrą historię o burzeniu porządku, ale i o burzeniu wyobrażeń o nas samych. Mówi o mierzeniu się z prawdą o sobie, która bywa czasem brutalna, o pielęgnowanych przez całe lata wyobrażeniach, które pękają w zderzeniu z rzeczywistością. Pan zając patrzy na wszystko i na wszystkich z góry, z dobrze zajętej pozycji, do czasu, kiedy zauważa, że ta pozycja wcale taka pewna nie jest, że się chwieje. Zagrożenie przychodzi z najmniej oczekiwanej strony. A jaka jest właściwie panna żółw? Ona po prostu jest, żyje blisko innych zwierząt, dzieląc z nimi drobiazgi, udowadniając, że życie w bliskości z innymi jest potrzebne i możliwe. Jest dobrym duchem, niczego nie udowadnia, żyje wręcz na przekór temu, co bylibyśmy skłonni o niej pomyśleć. Nie buduje mitów, a raczej je obala. I buduje na ich zgliszczach coś nowego, dobrego. Panna żółw biega, ale i zachęca do tego innych, tłumi złe emocje, zamienia je na dobrą energię, która jest niezbędna do życia w lesie.

A pan zając? Czy zdobęcie tytułowy medal? Czy udowodni, które miejsce należy się prawdziwemu zającowi? A może wyciągnie z tej historii wnioski, które pozwolą mu odmienić swoje życie? Przyznam się Wam, że powrót do tej książki pozwolił mi spojrzeć na nią z całkiem nowej strony. Zachęcam do poznania.

Wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2004

Ilustracje: Paweł Pawlak
Uwielbiamy patrzeć na te buty i szukać ich właścicieli...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję :)