poniedziałek, 11 marca 2013

Alchemiczna komnata, Magdaleny Skrabskiej


Nawet wielcy władcy mają swoje pasje, do których śpieszą „po godzinach” swojej pracy. Wskazówki zegara zwalniają, czas płynie inaczej. Na dworze króla Zygmunta III Wazy dzieją się niesłychane rzeczy. Każdego wieczora, wraz z nastaniem zmroku, król biegnie do tajemniczej komnaty, pełnej  mikstur, słojów, słoiczków, moździerzy i ksiąg, gdzie czeka na niego osobisty alchemik. To przy jego pomocy król ma nadzieję pozyskać najszlachetniejszy z kruszców, złoto.

„- Słońce już zaszło, wystarczy tej pracy – rzekł sam do siebie. Przygładził wąsy, potem spiczastą bródkę i podszedł do okna. Niebo było pełne gwiazd a księżyc, z nadętymi policzkami, oświetlał Kraków. Król uśmiechnął się i wybiegł z gabinetu. Wszyscy dworzanie wiedzieli, że gdy zapadał zmierzch, zaczynał się ulubiony czas ich władcy.”

Czytaliśmy tę książkę w promieniach wpadającego przez okna słońca, podczas gdy najlepszą porą będzie wieczór. Do wnętrza wpada niewiele światła, akcja rozgrywa się pod osłoną nocy, kiedy „ciemność już na dobre zasłoniła wzgórze wawelskie”, w słabym blasku migoczących świec. A dzieje się wiele, zapewniam, że poczujecie dreszczyk emocji. Mamy tutaj tajemniczy eksperyment, przeprowadzony w sekretnej komacie, otwieranej ogromnym, zardzewiałym kluczem, mamy lęk przed tym, co będzie, jeśli uczeń okaże się zdolniejszy od swojego mistrza, mamy intrygę i spisek, w który zamieszany jest sam król. Jest też namacalny ślad całego tego wydarzenia, który do dnia dzisiejszego można podziwiać na wieży zwanej Kurzą Łapką, stanowiącą podporę wschodniego skrzydła zamku.

Książka jest kolejną, bardzo udaną pozycją, która ukazała się w cyklu Legend Wawelskich, wydaną przez Zamek Królewski na Wawelu, zachęcającą do przekonania się, że historia może być i jest fajna. Nad jej sukcesem, z pasją  godną króla Wazy, napracowało się trzech autorów. Po pierwsze wydawnictwo, które po raz kolejny postawiło na poważne potraktowanie młodego czytelnika, a tym samym uchyliło drzwi prowadzące do więcej niż jednej komnaty, zaciekawiło, a to musi obrócić się w złoto, jeśli trafia się na podatny grunt. Po drugie wyróżnić trzeba autorkę, która odgrzebała starą legendę, strzepała z niej kurz i wydobyła na światło dzienne ukrytą magię. Po trzecie ukłony dla nagrodzonego w konkursie ilustratora, który tajemniczą komnatę narysował, a mroki dziejów rozjaśnił światłem kaganka. Podoba mi się w tym ilustracjach wszystko, kurz na półkach pracowni, stare woluminy, ciemności spowijające zamek na wzgórzu, w którym dzieją się rzeczy niezwykłe.

To wszystko składa się na bardzo udaną pozycję, która po raz kolejny ustawia naszą nawigację w kierunku Krakowa. Mam nadzieję, że to nie ostatnie słowo ze strony wydawnictwa i takich książek doczekamy się więcej. Niech będą również inspiracją dla innych miast, mających ochotę opowiedzieć o swoich legendach, w równie dopracowany i wysmakowany sposób. 


Dziękuję Wydawnictwu za udostępnienie egzemplarza książki.

Wydawnictwo: Zamek Królewski na Wawelu, Kraków 2013
Ilustracje: Paweł Pawlak




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję :)