środa, 6 lutego 2013

Billy i potwór, Birgitty Stenberg



Billy to mały chłopiec, którego spotykamy już po raz trzeci. Muszę przyznać, że na dobre rozgościł się w naszym domu, nie tylko w postaci książkowej, ale także w formie zabawkowej, laleczka Billy i puzzle, z których już wprawdzie nieco wyrośliśmy, wciąż cieszą się popularnością. Billy to jednak przede wszystkim książki, które dorastały z nami, bo i Billy przecież dorasta (chociaż na ilustracjach tego nie widać, fizjonomia i ulubione ubranko nie zmieniają się), opowiadające o tym, co dzieje się w życiu małego chłopca. Dwie pierwsze części traktowały o złości i  o radzeniu sobie z negatywnymi emocjami, przyznam, że ta część jest naszą ulubioną, nauczyła nas, że dzieci, podobnie jak dorośli, mają prawo wyrażać swoje (także złe) emocje i dawać im upust. Kolejna część przygód przybliżyła z kolei problem opieki nad pojawiającym się w domu zwierzęciem, a także wynikające z tego kłopoty, również w relacji z rówieśnikami. Mój syn szybko odnalazł w Billym siebie, poczuł z nim więź, zakup kolejnej części i sprawdzenie, co tam słychać u Billy'ego, był więc nieunikniony.

Billy'ego spotykamy na wyspie, w pięknej, lekko zamglonej scenerii portowej, pośród suszących się rybackich sieci i w otoczeniu charakterystycznych czerwonych domków, które zapadają w pamięć, kiedy przejeżdżamy przez Szwecję. Miło było znaleźć ten ładny akcent w tej książce. Mama robi zakupy u rybaka, a Billy rozgląda się po okolicy. W jednej z portowych budek zauważa powieszone na ścianie rybackie trofeum, prawdziwego potwora mórz, przerażający łeb żabnicy, na dodatek z ostrymi zębami. Opowieść pana rybaka o bestiach i stworach czających się w morskich głębinach, meduzach, portugalskich żeglarzach i rekinach, dopełnia dzieła przerażenia w głowie chłopca, Billy traci ochotę na morskie kąpiele. Nie będę opowiadać, jak potoczy się cała historia, zostawiam to wam, cieszę się z tematu, ponieważ oswajanie strachów u dzieci to temat spędzający sen z powiek wielu rodziców. Ciekawe, że nieświadomymi sprawcami całego zamieszania bywają często sami dorośli, nierozważnie snujący swoje opowieści i podsuwający dzieciom rzeczy trochę "na wyrost". Komu w dzieciństwie rodzice pozwolili obejrzeć "Szczęki" i kto potem bał się wyprostować nogi pod kołdrą (tam przecież był ten rekin), ten wie, co mam na myśli. A i wyobraźnia robi swoje.

Billy może jednak spać spokojnie, nie straszna mu żadna morska przygoda. Można mu również pozazdrościć mamy, my polubiliśmy ją jakoś wyjątkowo. Jest mądra, opanowana, z tą swoją niebanalną, wyróżniającą się fryzurą, narysowana charakterystyczną kreską naszego ulubionego ilustratora. Ta mama nie tylko niczego się nie boi, ale także potrafi utrzeć nosa wszystkim siejącym strach gawędziarzom.

PS A Billy naprawdę dorasta. W zapowiedziach, obok "Billy i gwizdek", już czeka "Billy w szkole". To tak jak u nas:)

Wydawnictwo EneDueRabe 2012

Ilustracje: Mati Lepp


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję :)