niedziela, 30 grudnia 2012

Złota ryba. Baśń uzbecka



Rozpoczynam nowy cykl. Cykl książek, które czytałam będąc dzieckiem. Może znajdziecie wśród nich te, które sami czytaliście, których poszukujecie po antykwariatach i różnych targach staroci, ponieważ Wasze własne zaginęły i wspominacie je z łezką w oku. W moim przypadku nie zachowało się wiele  książek z tamtego okresu. Dobrze pamiętam dzień, kiedy my, duże dzieci, postanowiliśmy pozbyć się większości naszego dziecięcego księgozbioru, no właśnie, bo przecież jesteśmy już na nie za duzi, bo wyrośliśmy… Pamiętam, że książki, które sprzedawaliśmy w letni dzień, na pobliskim rynku, rozchodziły się jak ciepłe bułeczki… No cóż, mogę sobie teraz pluć w brodę, ewentualnie szpetnie zakląć, ale czasu się nie odwróci, widać tak musiało być. Niemniej żałuję, bo chociaż wiele z tych książek odkupiłam sobie po latach, zdaję sobie sprawę, że wielu tytułów już nigdy nie odzyskam. Ich ślad zatarł się nawet w mojej pamięci. Te, które pozostały na moim regale, darzę szczególną czułością. Są częścią mnie i mojego dzieciństwa. Czasów trzepaka, skakania w gumę, dziesięciu minut dobranocki w telewizji i oglądania przeźroczy na rzutniku. To piękne wspomnienia. Czasami bywa zabawnie, gdy przypomni mi się jakiś tytuł, okładka, fragment, mglisty szczegół dotyczący jakiejś książki. I męczy mnie, męczy. Na szczęście do wielu książek można znaleźć drogę. Było to chyba jedynym plusem tamtych czasów, że książki, jako towar deficytowy, trudno dostępny, były dostępne dzieciom, ktore dzieliły te same, lub podobne lektury, a więc zachowały wspólne, dotyczące ich wspomnienia. Nie to co dzisiaj, kiedy w księgarniach jest tak wiele książek, różnych wydań, okładek miękkich, twardych, reprintów, wznowień. Zastanawiam się, jak nasze dzieci po latach odnajdą swoje ulubione w tym gąszczu? Pozostaje mieć nadzieję, że w ich pamięci przetrwają najlepsze. Póki co starannie przechowuję nasze ulubione, na pamiątkę, na zatrzymanie bezcennego czasu, jakim jest dzieciństwo.

Na początek „Złota Ryba. Baśń uzbecka". Książka, którą tata przywiózł mi z delegacji do Warszawy. Ha, to musiała być wyprawa, także w mojej świadomości, aż na koniec świata, nie to co dzisiaj, kiedy podróże służbowe są codziennością; ta książka to też był piękny prezent otrzymany po powrocie, wyjątkowy i niezapomniany. Przypomina mi się, ile trudu kosztowało mnie, żeby ją odnaleźć i wrócić pamięcią do tej baśni o biednym rybaku, który wypuszcza do morza złapaną w ojcowską sieć złotą rybę. Była wśród książek sprzedanych, a najbardziej wyraźne wspomnienie w mej pamięci dotyczyło pięknej dziewczyny i chłopca, siedzących w pysku wielkiej ryby... Dziś mam tę książkę z powrotem na własność i nadal mnie zachwyca swoim wschodnim urokiem, światem okrutnych chanów, wezyrów, księżniczek, młodzieńców w turbanach, o złotych sercach…. Moim dzieciom również bardzo się podoba.

Autor: nieznany
Ilustracje: R. Wolski

Wydawnictwo Małysz Moskwa, rok wydania: nieznany


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję :)