środa, 21 listopada 2012

Pospiesz się, Albercie/ Nieźle to sobie wymyśliłeś, Albercie, Gunilli Bergström



Zegar tyka, czas płynie, z wielu książek wyrastamy, pozostaje żal, że te książki już nie są dla nas. Na spotkanie z Albertem załapaliśmy się w ostatniej chwili. W końcu Albert ma cztery, w porywach do pięciu lat i jest w wieku przedszkolnym, a u nas od przyszłego roku szkoła na całego. Kupiłam dwie części z trzech, sugerując się opisem na stronie wydawnictwa i podglądając sobie do środka. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest w tych domowych opowiastkach coś znajomego, coś, co my sami dobrze znamy z naszej codzienności, co przerabiamy z dziećmi dzień w dzień i to od dawna.

Wielki ukłon dla autorki za dostrzeganie niuansów, drobnych zdarzeń z życia domowego i umiejętne budowanie na ich podstawie ciekawych historii, które są prawdziwe, pozbawione sztampy, zrozumiałe dla dzieci w każdej szerokości geograficznej. Weźmy takie ranne zbieranie się do wyjścia. Kto przerabiał z dziećmi, ten wie, ile wysiłku kosztuje wyprawienie ich z domu, kiedy w ostatniej chwili, już zamykając drzwi, trzeba jeszcze po coś się wrócić, po samochodzik, po książkę, po figurkę, po coś, czego znaczenie ujawnia się właśnie wtedy. Albo kiedy rano trzeba zrobić coś, co jest bardzo ważne, chociaż niekoniecznie związane z ubieraniem się, myciem, jednym słowem z wyjściem.

Co najbardziej podoba mi się w książkach o Albercie i jego tacie to pokazanie ich wzajemnych relacji. Z jednej strony mamy dziecko, które się ociąga, zwleka, nie zajmuje tym, czym powinno, jest za to pełne pomysłów i chętne do zabawy, a z drugiej strony tatę, bardziej doświadczonego, zdystansowanego, wymagającego i narzucającego zasady. Łatwo tutaj o uproszczenia, schematy. Na szczęście autorce udaje się uniknąć tych pułapek, co więcej pokazuje nam ona bardzo prawdziwy, nasycony dużą dawką poczucia humoru obrazek z życia, gdzie podział ról jest oczywisty, ale nie są one jakoś sztywno narzucone i w zależności od potrzeb zmieniają się. Dorosły nie jest więc wyłącznie autorytetem górującym nad dzieckiem, ale czasem sam przypomina dziecko, zwleka, ociąga się, daje sobie czas, nie zajmuje się tym, czym powinien. Kto rano gapi się przez okno, zamiast lecieć do pracy, wie co mam na myśli. Podobnie dzieci, czasem wydają nam się jakby trochę starsze.

Kluczem do sukcesu w przypadku książek o Albercie, który tłumaczy popularność, liczne przekłady i nagrody, jest z całą pewnością wspomniane już poczucie humoru autorki, brak obawy przed pokazaniem sytuacji, w których mógłby ucierpieć rodzicielski autorytet, a tego rodzice przecież się obawiają, a jednocześnie jakieś serdeczne zrozumienie dla siebie nawzajem. I ten moment we wzajemnej relacji z dzieckiem, kiedy obie strony zauważają, że są do siebie podobne, że wiele je łączy. To zrozumienie dotyczy taty, który czasem nie ma ochoty bawić się ze swoim dzieckiem i woli poczytać sobie na przykład gazetę, ale także samego dziecka, które chce odkrywać, próbować, bawić się, jest ciekawe świata, a przy tym działa w swoim tempie i na swoich zasadach. Te książki są nauką wzajemnej tolerancji. I fajnym komunikatem skierowanym do dzieci, mówiącym, że dorośli też są dziećmi, tyle, że… dużymi.



Wydawnictwo Zakamarki, 2012

10 komentarzy:

  1. Zgadza się! I pomyśleć, że napisano to chyba z 40 lat temu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to właśnie jest najciekszwsze, bo wydawałoby się, że książki też się starzeją. A tymczasem widać, że tak być nie musi i nie jest. Może więc jest to kwestia odpowiednianiego podejścia do tematu. I jakiś szósty zmysł autorki.

      Usuń
    2. Taaaa, wczoraj czytaliśmy z okazji Dnia Pluszowego Misia "Pamiętnik Czarnego Noska", to dopiero ramotka;) Ale 9latek wybrał właśnie tę misiową historię, chyba przynoszą mu dużo emocji te misiowe przygody (w przerwach między kolejnym czytaniem Pottera a "Na arce o ósmej":)

      Usuń
    3. Potter wciąż przed nami, ja za to czytam sobie "Trafny wybór", wciągający:)

      Usuń
  2. i u nas jest jedna z tych książek, czeka akurat na opisanie :) bardzo polubiłyśmy Alberta, tatę też (choć początkowo, przed lekturą, wzięłam go za dziadka :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Tata Alberta jest świetny. Olgo, czekam na Twoje wrażenia:)

      Usuń
  3. Patrzę sobie na Alberta i chyba powinien być na-za-niedługo dobry na pierwsze czytanki? Na razie zaczniemy z Czytam sobie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, ma dużą, ładną czcionkę.
    A "Czytam sobie" koniecznie, ja czekam na rozwinięcie się serii.
    M. poprosiła natomiast o drugą część "Szarki".

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja muszę kupić "Maję na tropie jaja" na zamówienie, chociaż wolałabym coś z pierwszego poziomu. Na razie nie znalazłam ich w żadnej stacjonarnej księgarni. Były, ale wykupione. W sumie dobrze;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie zamawiałam internetowo, w księgarniach ich nie widziłam.

      Usuń

Dziękuję :)