poniedziałek, 8 października 2012

Przygody Małego Wodnika, Otfrieda Preusslera


Wydawnictwo Bona po raz kolejny sprawiło pachnącą jeszcze latem niespodziankę wszystkim sympatykom twórczości Otfrieda Preusslera. „Przygody Małego Wodnika”, wydane po raz pierwszy w 1956 roku, bazują na podaniach ludowych usłyszanych przez pisarza w dzieciństwie, spędzonym w górach, opowiadanych w świetle lampy naftowej. Po latach Preussler powtórzył te historie swoim własnym dzieciom i tak powstała książka, która szybko stała się jedną z najbardziej poczytnych w jego dorobku, przetłumaczona na wiele języków. „Przygody Małego Wodnika” doczekały się zresztą kontynuacji w formie książki obrazkowej pod tytułem „Der kleine Wassermann. Der Frühling im Mühlenweiher” (Mały Wodnik. Wiosna w Młyńskim Stawie). Preussler napisał ją razem ze swoją córką Regine Stigloher. Ilustracje powierzono znanemu dobrze w Polsce Danielowi Nappowi. Już teraz mam nadzieję, że wydawnictwo wkrótce zaspokoi naszą ciekawość, co było dalej.

Książka, którą właśnie wspólnie przeczytaliśmy, opowiada o poznawaniu świata przez dziecko. Mały Wodnik, który przychodzi na świat w malej chatce na dnie stawu niedaleko młyna, ma zielone włosy i błony pławne między palacami, lecz poza tym niewiele różni się od zwykłego chłopca. Może dlatego, że dzieciom, zarówno wodnikowym jak i tym ludzkim, towarzyszy ta sama chęć poznawania i zgłębiania świata. Małemu Wodnikowi staw na początku wydaje się ogromny. Bezpiecznie jest podglądać go zza firanki własnego pokoju. Stopniowo jednak razem z tatą odkrywa jego zakamarki, poznaje jego zwyczaje i mieszkańców. Niespodziewanie przekonuje się, że świat to nie tylko jego dom, to nawet nie cały staw, ale wszystko, co poza nim. Tego odkrycia dokonuje wynurzając się któregoś dnia na powierzchnię stawu, obserwując z niedowierzaniem unoszące się w powietrzu ryby i dziwną, jasną wodę, w której nie można pływać. Wodnik, jak każde dziecko, nieustannie dziwi się światu. Bada, poznaje, smakuje, sprawdza i przekracza granice. W trakcie swoich przygód przekona się, czym są lecące z nieba kamyczki i dlaczego każdy Wodnik boi się przesuszonych stóp. Dowie się, jak smakują pieczone kamienie i czym naprawdę jest błyskawica z pudełka. Pozna smak prawdziwej przyjaźni, zrozumie, czym są konsekwencje, nauczy się odpowiedzialności. To bardzo wiele jak na jedno dziecko i na jedno lato, prawda?

Preussler przedstawia w swoje książce  obraz beztroskiego, pełnego radości i psikusów dzieciństwa. Pokazuje dorastanie dziecka, stopniowe przechodzenie z troskliwych objęć mamy pod opiekę ojca, który pokazuje świat i uczy, jak w nim przetrwać, po własne doświadczenia poznawcze. Świat Wodników bardzo przypomina nasz, ludzki, jest w każdym razie wyjątkowo sympatyczny. Mnie szczególnie urzekły rekwizyty wodnikowego przecinania pępowiny: czerwona czapeczka i buty z żółtymi cholewkami. Zastanawiam się, czy i ja wyposażyłam w coś podobnego moje dzieci, czy dopiero mam zamiar to zrobić?



A oto Wodniki, które pojawiły się w naszym domu: 


Polecam strony Otfrieda Preusslera
I Daniela Nappa, jako zapowiedź tego, co przed nami.


Wydawnictwo Bona, 2012

2 komentarze:

  1. Cudne rysunki! Zas wodnika lubie bardzo. Basniowe stworzenia slodkowodne roznia sie bardzo od morkich, prawda? Sa takie... zasciankowe ;) Jest w tej ksiazce poetyckosc, ktora lubie. No i jest lobuzerska ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, wydają się takie swojskie, znajome. Kto wie jak wygląda życie koło młyna. Po tej lekturze nie ma wątpliwości, że dzieje się i to sporo! Łobuzerski klimat książki - też lubię.

      Pozdrawiam:)

      Usuń

Dziękuję :)