niedziela, 30 września 2012

Mały Duszek Wierciuszek, Christine Nöstlinger


Książki o dziecięcej komitywie zawsze w cenie. Taka refleksja naszła mnie po lekturze „Małego Duszka Wierciuszka”. Zresztą, co by nie mówić, nic nie scala i nie łączy lepiej rodzeństwa niż tajemnica, wspólna sprawa, którą za wszelką cenę trzeba utrzymać w sekrecie przed rodzicami. A o takiej właśnie sprawie, która zaczęła się niespodziewanie, bo od przeklinania, opowiada książka Nöstlinger.

Pomysł zrobienia duszka, którym chłopiec o imieniu Joszi postanowił przestraszyć swoją nie bojącą się niczego siostrę, wykonanego za pomocą starego podgłówka mamy, ręcznika, sznurka, skarpetek i tiulowej firanki, przypomniał mi o samodzielnie robionych zabawkach z czasów mojego dzieciństwa. O wiotkich królewnach, które wycinanałam z kolorowych pocztówek, o laleczkach skręcanych z włóczki, a także papierowych chusteczek (gdzie supełek był głową, a reszta śliczną sukienką). Można by pomyśleć, że dzisiaj, w czasach tak wielu różnorodnych, bez większego problemu dostępnych zabawek, którymi otaczamy dzieci, poza robioną na powitanie wiosny Marzanną, niewiele pozostaje miejsca na tego typu wytwory fantazji. Ja jednak niemal każdego dnia przekonuję się, że dziecięca pomysłowość nie zna granic i właśnie takie zabawki, wymyślane naprędce, pod wpływem impulsu, często dosłownie z „niczego”, bawią najlepiej.

Historia małego duszka, który ożywa za sprawą nieostrożnie wypowiedzianego zaklęcia, bardzo przypadła nam do gustu. Jak się bowiem okazuje "duszek" wcale nie potrafi straszyć, a poza tym, jak każdy maluch, sam wymaga troskliwej opieki. Pozostawiony sam sobie, choćby na jeden dzień, potrafi nieźle "namieszać" i postawić dom „do góry nogami”. Nie będę zdradzać, jak książkowe rodzeństwo, Joszi i Mizi, poradzi sobie z amatorem zakurzonych pajęczyn, napiszę tylko, że spotka ich cała masa zabawnych przygód. Oboje odkryją przy tym, że więcej ich łączy niż dzieli, a wspólne "trzymanie sztamy" sprzyja zacieśnianiu więzi. Oraz, że ten, kto się nie boi, ten się boi ostatni.



Dodatkową atrakcją książki jest instrukcja wykonania własnego duszka, umieszczona na wewnętrznej części okładki. Mój syn niezwłocznie zabrał się do działania i po kwadransie nasz domowy Wierciuszek był gotowy i mrugał do nas światłem swoich latarek.


Wydawnictwo EneDueRabe 2012


4 komentarze:

  1. Duszek jest bardzo straszny ale i sympatyczny:)
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że udało mi się pstryknąć zdjęcie. Po chwili duszek został przerobiony na coś innego. Tak to jest z małym konstruktorem w domu;)

    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Duch jest s-u-p-e-r!!! Pokazałam siedmiolatkowi - stwierdził, że ma takie same skarpetki w szufladzie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mała_formo:))) Dziękuję za odwiedziny. Twój blog tekturowy jest dla mnie nieosiągalną inspiracją. Zwłaszcza w tematach dróg i motoryzacji.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :)