niedziela, 26 sierpnia 2012

Pan Kuleczka, Wojciecha Widłaka


Książki o Panu Kuleczce były jednymi z pierwszych, które kupiłam moim dzieciom, kiedy tylko się urodziły. Nie wiem dlaczego, ale czułam, że po prostu muszą być w naszym domu. A potem już tylko dokupywałam kolejne tomy i wieszałam w kuchni kolejne kalendarze. I tak jest do dzisiaj.

Zapytacie, co takiego wyjątkowego jest w tych opowiadaniach o grubiutkim panu w muszce i jego trójce podopiecznych. Dla mnie jest to prostota i pochwała codzienności. Często czekamy na wyjątkowe chwile, choćby wakacje. Obiecujemy sobie, że teraz będziemy mieć dużo czasu dla siebie i że wydarzy się coś, co zapamiętamy na całe życie. Zapominamy jednocześnie, że to, co najważniejsze, dzieje się teraz, może nawet w tej chwili. Wielkich rzeczy z reguły się nie pamięta. A te małe często.

Ja pamiętam na przykład wyjątkowo śnieżną zimę, kiedy byłam mała. Szliśmy rano do przedszkola. W nocy napadało tyle śniegu, że wsypywał mi się do kozaków i ja nie mogłam przez ten śnieg iść. Wtedy mój tata wziął mnie na ręce i niósł, całą drogę do przedszkola. To pamiętam, taki drobiazg.

Pan Kuleczka uczy nas jak cieszyć się chwilą. I jak widzieć wartość płynącą z tego, co codzienne, zwyczajne, z rozmów z dziećmi, spacerów, a nawet z domowych obowiązków, których często nie lubimy. Jak się bowiem okazuje, awaria prądu może być początkiem bardzo twórczego rysowania, zabawa w skojarzenia inspiracją do wspólnego upieczenia szarlotki, a sprzątanie okazją do odnalezienia czegoś wyjątkowego. Widzicie jakie czary?

Książka Wojciecha Widłaka zawiera ogromne pokłady ciepła, widoczne także na pełnych słońca i niebiańskich błękitów ilustracjach. Dom pana Kuleczki staje się dzięki nim jednym z najprzytulniejszch miejsc na świecie. Stanowią piękną oprawę do filozoficznych rozważań bohaterów na temat życia, upływu czasu, spraw, które absorbują umysły dzieci. Ja sama lubię w tych opowiadaniach to, co wypowiedziane gdzieś między wierszami, co czasem trzeba znaleźć wyłącznie dla siebie. Jak w opowiadaniu o ognisku.

W końcu usiedli wokół ogniska (…) Pan Kuleczka dziwił się, że choć tyle się zmieniło, to trawa i ognisko pachną tak samo jak wtedy, gdy był małym chłopcem. I tak samo iskry lecą do nieba, mieszając się z gwiazdami.(…) W koncu Pypeć powiedział:
- W niebie to chyba musi być podobnie jak przy naszym ognisku…
A gdy jedli jabłka, nikt nie miał wątpliwości, że Pypeć ma rację.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję :)