czwartek, 9 sierpnia 2012

Otto. Autobiografia pluszowego misia, Tomiego Ungerera

  
Czy należy rozmawiać z dziećmi o wojnie? Jeśli tak, jak to robić?

Pamiętam, że w dzieciństwie lubiłam słuchać opowieści mojej babci. Opowiadała sama z siebie, bez wyraźniej okazji, gotując coś albo szyjąc. Często ku przestrodze. To były różne opowieści, niektóre bardzo smutne, zwłaszcza, jeśli dotyczyły kogoś bliskiego z rodziny.

Czasem pobrzmiewała w tych wspomnieniach weselsza nuta, zwłaszcza, gdy babcia wspominała swoje codzienne życie, spotkania przy kartach ze znajomymi, czy inne „normalne” momenty tamtej rzeczywistości. Nie ukrywam, że te historie lubiłam najbardziej. Może dlatego, że była w nich nadzieja, którą ludzie próbowali podtrzymać.

Książka „Otto. Autobiografia pluszowego misia” opowiada o wojnie z perspektywy dziecięcej zabawki, uszytego w małym warsztacie misia, którego na piąte urodziny dostał żydowski chłopiec o imieniu Dawid. Książka pokazuje jak zwyczajnie toczyło się życie w Niemczech przed wybuchem wojny.


Dawid i jego niemiecki kolega Oskar byli wtedy najlepszymi przyjaciółmi. Razem spędzali każdą chwilę. Miś Otto był nieodłącznym kompanem ich zabaw i psot. To były piękne i wesołe czasy. Podczas jednej z takich zabaw jego łebku powstał trwały ślad, fioletowa plama po rozlanym atramencie. Miś Otto już na zawsze stał się wyjątkowy.

Wszystko zmieniło się, kiedy na rękawie Dawida pojawiła się żółta gwiazda i chłopiec razem ze swoją rodziną musiał opuścić swój dotychczasowy dom. Miś Otto trafił pod opiekę Oskara, by następnie, uwikłany w wojenną zawieruchę, udać się w długą, niebezpieczną, pełną zakrętów podróż. Nie będę zdradzać szczegółów jego tułaczki, ani tego jak skończyła się ta opowieść. Napiszę tylko, że życie bywa czasem naprawdę nieprzewidywalne i potrafi nas zaskoczyć tak w złym, jak w dobrym aspekcie.

Książka o misiu Otto jest ulubioną książką mojego syna, który zawsze po jej lekturze idzie uściskać swojego misia.

Muszę podkreślić, że nie brak w tej książce, skierowanej w końcu do bardzo młodego czytelnika, okropieństwa wojny, zwłaszcza jeśli chodzi o ilustracje. Trupy żołnierzy, ścielące się na ruinach zniszczonego miasta, to wymowny dowód na to, że wojna nigdy nie będzie przygodą, zabawą, że w ślad za nią zawsze idzie zniszczenie i śmierć, a my powinniśmy o tym pamiętać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję :)