środa, 29 sierpnia 2012

Kto kogo zjada, Aleksandry i Daniela Miezielińskich


Książka o małej, dzielnej ryjówce, walczącej o czyste środowisko do życia, o której pisałam tutaj, przypomniała mi o innej książce, przedstawiającej w ciekawy sposób zależności rządzące światem przyrody. I cuda, które przyroda w sobie skrywa.

Jak zaczyna się ta opowieść? Wyrósł kwiat. Kwiat został zjedzony przez mszyce. Biedronka zjadła mszyce. Nadleciała pliszka i zjadła biedronkę. A pliszkę zjadł lis. Lis został pożarty przez wilka, który w końcu zdechł (bo był bardzo stary). Myślicie, że to koniec? Nie, skądże, to dopiero początek znakomitej, doprawionej szczyptą humoru opowieści o łańcuchu pokarmowym napisanej dla dzieci.

Książka uświadamia nam, że każda istota jest częścią obiegu materii. Śmierć w przyrodzie nie oznacza końca. Przeciwnie, jest tylko początkiem. Co ważne, w naturze nic się nie marnuje. Rozkładające się szczątki zwierząt użyźniają glebę, na której wyrasta soczysta trawa, która następnie staje się pokarmem dla innych gatunków. Nawet odchody są kolebką rodzącego się życia. A budzące obrzydzenie muchy, które lęgną się w padlinie, stanowią smaczną przekąskę dla kolejnego ogniwa w łańcuchu. Ekosystem stale się oczyszcza, odnawia. 

Duet Miezielińskich przyzwyczaił nas do książek nowatorskich graficznie, które w połączeniu ze zwięzłym tekstem przemawiają do wyobraźni. Tak jest również w tym przypadku. Duże, czarno-białe ilustracje (zachęcające do pokolorowania kredkami) dokonale i precyzyjnie obrazują pojęcie łańcucha pokarmowego. Stanowią jednoczesnie mocne tło dla opowieści o świecie przyrody, gdzie zakończenie jest tylko początkiem, a którego fenomen budzi w nas niedowierzanie i zachwyt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję :)